Gwarancja zatrudnienia, lukratywne odprawy, indeksacja wynagrodzeń… Czy energetycy dostaną od rządu to samo co górnicy?

Energetycy wyszli na ulicę. Przyparty przez nich do ściany minister aktywów państwowych Jacek Sasin obiecał, że rząd potraktuje ich tak samo jak górników. I z nimi też podpisze umowę społeczną.

Energetycy od miesięcy proszą rząd na różne sposoby o podjęcie z nimi takich samych rozmów jak z górnikami. Przypomnijmy, że już we wrześniu zeszłego roku podpisano porozumienie zakładające likwidację ostatniej kopalni w 2049 r. – i ten harmonogram stał się jednym z fundamentów podpisanej pod koniec maja umowy społecznej. Energetycy wysyłali przez miesiące pisma do premiera, prezydenta i parlamentarzystów. Zawiązywali komitety strajkowe i publikowali odezwy, w których straszyli strajkiem. Ale to nic nie dawało: rząd dalej traktował ich jak powietrze. Sytuację w końcu zmieniła dopiero organizowana w Warszawie manifestacja. Wśród związkowcy flag nie było innego wyjścia tylko zająć konkretne stanowisko.

Chcemy zapewnić bezpieczeństwo energetyczne Polakom i ekonomiczne pracownikom sektora. Wyrazem tego jest podpisana umowa społeczna z górnikami. Na tej samej zasadzie wypracujemy rozwiązania dla sektora energetycznego

– obiecał Jacek Sasin.

Wszystko przez Zielony Ład i politykę klimatyczną UE

Zorganizowana w Warszawie manifestacja wpisuje się w fatalny czas dla polskiej energetyki. Zaczęło się od kiepskiej informacji z USA o tym, że administracja Bidena odpuszcza sankcje za Nord Stream 2. Potem Duńczycy wstrzymali budowę Baltic Pipe. Do tego dochodzi spór o Turów – już nie tylko z Czechami, ale też Komisją Europejską, wyliczone na 4,2 mld zł roszczenia Australijczyków oraz wstrzymane dostawy ropy przez Białorusinów. A na domiar złego energetycy postanowili głośno wyrazić swoje niezadowolenie na ulicy. Ale okazało się, że jest już przygotowany stosowny komunikat na taką okazję. 

Bizblog.pl poleca

Jacek Sasin przekonywał zdenerwowanych energetyków, że te wszystkie kłopoty to żadne rządowe „widzimisię”. Tylko bardziej efekt tego, „co wokół Polski się dzieje”. Szefowi MAP chodziło głównie o neutralność klimatyczną UE. Zielony Ład, czy też nowy cel klimatyczny.

Nie wyobrażamy sobie absolutnie czegoś takiego, że te zmiany będziemy wprowadzać bez rozmowy, bez dialogu i bez porozumienia społecznego

– skwitował Jacek Sasin.

Umowa społeczna z energetykami: rewolucji nie będzie

Czy energetycy dopięli swego? Otóż nie do końca. Rząd bardziej będzie ich informować niż cokolwiek z nimi uzgadniać. Nie jest tajemnicą, że głównym filarem polskiej transformacji energetycznej ma być Narodowa Agencja Bezpieczeństwa Energetycznego. Do niej mają trafić aktywa węglowe posprzątane po spółkach państwowych. Dotyczy to więc też PGE, Tauronu i Enei. I nic się w tym względzie nie da wynegocjować. 

Tymczasem energetycy chcą celować w rozwiązania wypracowane wcześniej przez górników. Też chcą ustawowych gwarancji zatrudnienia, jednorazowych odpraw, a także indeksacji wynagrodzenia na następne lata. 

My też mamy swoje rodziny na utrzymaniu, kredyty i inne zobowiązania

– przypomina Bogdan Tkocz, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Tauron Serwis.s

Oczekiwania energetyków są znane od dawna. Związkowcy chcą m.in. powołania do życia Ponadzakładowego Układ Zbiorowy Pracy, który ma stać się dla nich parasolem ochronnym na następne lata. Tymczasem czują się bardzo niepewnie i trudno się im dziwić. Z jednej strony słyszą, że ostatnią kopalnię będziemy zamykać w 2049 r., a z drugiej Tauron Wytwarzanie S.A. przyjął uchwałę, zgodnie z którą większość elektrowni ma zakończyć swój żywot znacznie szybciej, bo już w 2025 r.

Bruksela powie stop tej ciuciubabce

W umowie społecznej z górnikami rząd zapisał, że wydobycie węgla byłoby w następnych latach dotowane z puli publicznych pieniędzy kwotą ok. 2 mld zł rocznie. Jednocześnie ustalono, że na takie rozwiązanie musi zgodzić się Komisja Europejska. A jak jednak powie „nie”, to trzeba będzie jeszcze raz usiąść do stołu i znowu rozpoczynać negocjacje z górnikami.

Już teraz większość ekspertów klimatycznych uważa, że nie ma żadnych szans na zgodę KE na taką umowę społeczną, która do Zielonego Ładu, ale też do nowego celu klimatycznego (redukcja emisji CO2 o 55 proc. do 2030 r.) pasuje jak pięść do nosa. Ewentualne nawet tylko częściowe powtórzenie tych zapisów w umowie z kolei z energetykami na starcie raczej skazywałby negocjacje z Brukselą na porażkę. Ich postulaty przecież, podobnie jak te górnicze, też swoje by kosztowały. Zawsze też rząd może podpisać nową umowę społeczną z energetykami i do niej też dopisać, że musi zgodzić się na nią KE, bo inaczej trzeba będzie rozmawiać jeszcze raz.