Czesi nie zamierzają czekać na rozstrzygnięcie w sprawie Turowa do jesieni. Chcą konkretnych rozmów tu i teraz

Kolejna runda negocjacji z Czechami w sprawie przyszłości kopalni Turów ma ruszyć w przyszły czwartek. Polski rząd, jak stwierdził to wicepremier Jacek Sasin, nie oczekuje szybkiego rozstrzygnięcia. A nasi południowi sąsiedzi dokładnie na odwrót.

Przedstawiciele polskiego i czeskiego rządu przy jednej stole zasiedli rozmawiać o kopalni Turów już parę razy. Znowu to zrobią 22 lipca. W tym czasie jeszcze bardziej uwidoczniły się różnice między Warszawą i Pragą. I pal już licho to zobowiązanie finansowe wyceniane obecnie na ok. 50 mln euro, który miały być pierwotnie – jak zarzekał się swego czasu wiceminister aktywów państwowych Artur Soboń – wspólnym kosztem Polski i Czech a ostatecznie są obciążeniem wyłącznie naszego kraju. Istotniejsze chyba jest to, że obie strony nawet na temat tego, kiedy te rozmowy mogą się skończyć – mają zgoła odmienne zdanie. 

Bizblog.pl poleca

Mamy jednak wyznaczoną czerwoną linię, z której się nie wycofamy

– zapowiada czeski minister środowiska Richard Brabec.

Turów: finał sporu wcześniej niż na jesień?

Polski rząd od początku zamieszania wokół kopalni Turów starał się jak mógł, żeby przekonać, że Czesi jednak ciut przesadzają, a te ich klimatyczne ożywienie jest związane wyłącznie z kampanią do wyborów parlamentarnych, które mają tam być zorganizowane na początku października. Sugestie, że jakby nie ta wyborcza gorączka – to nie byłoby sprawy Turowa, padały w pewnym momencie każdego dnia. I chociaż mogłoby się wydawać, że polski rząd w ostatnich tygodniach obrał jednak inną taktykę – widmo rzekomo przeszkadzających w tych negocjacjach czeskich wyborów znowu wraca. 

Nie spodziewam się, by przed tymi wyborami jakaś ostateczna decyzja mogła zapaść

– stwierdził ostatnio wicepremier i szef aktywów państwowych Jacek Sasin

Nie ma więc co się spieszyć na złamanie karku, tylko na spokojnie doprowadzić wszystko do szczęśliwego finału. A zawnioskowane do TSUE przez Czechów kary za dalsze fedrowanie w Turowie? Kto by się tym przejmował? Tymczasem okazuje się, że Czesi widzą to zupełnie inaczej.

Nasi południowi sąsiedzi chcą negocjacje z Polską skończyć jak najszybciej. O to zresztą apelują od tygodni mieszkańcy Uhelnej. Na początku lipca zwrócili się też z prośbą do KE o włącznie się do tych negocjacji. „Żyjemy w ciągłej niepewności co do przyszłości, w sytuacji, gdy koparki cały czas zbliżają się do czeskiej granicy, mimo że Polska powinna była zaprzestać wydobycia” – przekonują Czesi.

Czesi chcą limitów środowiskowych i nie odpuszczą

W trakcie toczących się już kolejny tydzień negocjacji wyszło, że Polacy nawet po skardze Czechów do TSUE byli przekonani, że szybko uda się znaleźć porozumienie, a Pragę ostatecznie udobrucha się dobrym słowem bez pokrycia. I może nawet ta taktyka by się spełniła – jakbyśmy w sprawie Turowa Czechów Polacy nie bagatelizowali od już paru lat. Przez to nie wierzą nam w ani jedno słowne zapewnienie i żądają konkretów. 

Podobno mieli wrażenie, że zapłacą za wodę po czeskiej stronie i że wszystko zostanie rozwiązane. Ale to jest dla nas nie do przyjęcia

– stawia sprawę jasno minister Richard Brabec.

Nic więc dziwnego, ze w trakcie prowadzonych rozmów Czesi żądają stałego monitoringu wpływy kopalni Turów na środowisko, a także systematycznych wizyt w tym regionie swoich inspektorów. „Będziemy żądać przestrzegania limitów środowiskowych – pył, hałas – i będziemy chcieli chronić zasoby wód gruntowych na terenie Czech” – zapowiada szef czeskiego resortu środowiska. Nie bez znacznie jest też odpowiedni mechanizm sankcji, przed którymi Warszawa nie będzie mogła się już wyłgać. Tymczasem strona polska, jak przekonują Czech, celowała w ogólną, międzynarodową umowę bez żadnych sankcji. 

My się na to nie zgadzamy

– mówi Brabec.