Tablet do pracy i w podróż. Czy nowy Samsung daje radę?

Przez lata próbowałem wypracować idealną konfigurację sprzętów na wyjazdy. Pod uwagę brałem smartfon i tablety z dodatkowymi klawiaturami czy notebooki. Zestawem żonglowałem zależnie od wyjazdu: backpackerskiego lub łączącego pracę z podróżą. Jeszcze kilka lat temu nawet bym o tym nie pomyślał, ale już kilkukrotnie zdażało mi się już pisać artykuły na Spider’s Web na smartfonie. 5-calowy ekran nie jest idealny do riserczu czy wbijania tekstu, ale czasami zabierałem ze sobą jeszcze przenośną klawiaturę.

Szukałem ulepszeń. Większego ekranu do przeglądania sieci i lepszego połączenia z klawiaturą.

I wtedy trafiłem na Samsung Galaxy Tab S6

…łączący zalety niewielkiego, mobilnego urządzenia z rozbudowanym system i wygodną klawiaturą.

Ale wcześniej spisałem sobie listę wymagań, które mój podróżny sprzęt musi spełnić:

  • Obsługa karty sim do korzystania z internetu mobilnego,
  • wejście na karty microSD do zarządzania zdjęciami i innymi materiałami,
  • wydajny procesor do szybkiego przełączania się pomiędzy aplikacjami,
  • możliwość dołączenia klawiatury, która nie będzie tylko case’em ochronnym, ale praktycznie przyspieszy pisanie,
  • przynajmniej dzień pracy na baterii i możliwość szybkiego ładowania,
  • ekran o wysokiej rozdzielczości i przekątnej ekranu większej niż 9 cali,
  • musi być lekki – w końcu będę go nosił w plecaku.

A teraz przyjrzyjmy się jak te wymagania wypełnia Galaxy Tab S6. Zacznijmy od końca.

Każdy gram na wagę złota.

Jak brzmi pierwsza myśli, która pojawia się w głowie w momencie rozpoczęcia trekkingu przez nepalskie góry? „Po co, dlaczego i czy możemy już zejść?” Kilka krytycznych godzin wędrówki mija i zaczynamy dostrzegać zalety bycia sam na sam z ciągnącymi się w nieskończoność schodkami. W końcu można przemyśleć od dawna odkładane sprawy.

Wkrótce odzywają się również plecy, na których dźwigamy cały dobytek. A tu zasada jest prosta – mniej znaczy lepiej. Galaxy Tab S6 waży zaledwie 420 gram, czyli mniej, więcej tyle, co trzy telefony. Nie jest to więc obciążenie, które jakkolwiek zmieniałoby komfort całodziennego chodzenia.

Dodatkowo, nie ma nic lepszego jak wieczorny relaks w tea house’ie (hostel w nepalskich górach) przy dobrej książce w ebooku. Wokoło nie ma Internetu, a przejmujące zimno sprawia, że lepiej nie wystawiać rąk spod koca. Właśnie w takich miejscach do głowy przychodzą najlepsze pomysły na artykuły, które można szybko zanotować za pomocą rysika!

14 godzin na baterii.

W górach trudno nie tylko o zasięg, ale również o energię elektryczną. Tę bardzo często trzeba przynieść na plecach w postaci paliwa do generatora lub też pozyskać z paneli fotowoltaicznych. Dlatego pokoje nigdy nie mają własnych gniazdek. Sprzęty można naładować tylko w kuchni za dodatkową opłatą. I choć właśnie o to chodzi w turystyce – aby wspierać lokalne społeczności – to czuję się o wiele bezpieczniej, kiedy wiem, że bateria swobodnie wystarczy mi do kolejnego wieczora.

Tu na szczęście nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Zwykle wyciągałem kilkanaście godzin na włączonym ekranie – i to nawet przy podłączeniu do Wi-Fi i przeglądaniu sieci. Samsung DeX nieco skraca ten wynik, ale nadal jest to około 1,5 aktywnego dnia na baterii. A to już absolutny killer. Dostajemy bowiem środowisko pracy znane z desktopa, a możemy swobodnie pracować z dala od gniazdka.

Za pomocą DeX-a możemy jednocześnie sprawdzać godziny otwarcia muzeum w danym mieście, dojazd do niego w innej aplikacji i dodatkowo przeglądać zdjęcia na Instagramie w poszukiwaniu ciekawych, architektonicznych kadrów odwiedzanego budynku.

Wielkość ma znaczenie.

Jednym z pierwszych tabletów, jakie testowałem miał ekran o przekątnej 7 cali. W 2013 roku nikogo nie dziwiło, że 7-calowe urządzenie klasyfikowane jest bardziej jako sprzęt do konsumpcji mediów niż telefonowania. Dziś do tej granicy bliżej już smartfonom. A to m.in. dzięki zmniejszaniu ramek. Tablet, z którego wtedy korzystałem nie był liderem w tej kategorii; opisywany Samsung to sprzęt z innej galaktyki.

Tab S6 ma ekran sAMOLED o przekątnej 10,5 cala i rozdzielczość 2,560 na 1,600 pikseli. Dzięki temu możemy oglądać filmy FullHD w samolocie czy pociągu, ale także wygodnie pracować na kilku oknach. Ekran ma proporcje 16 do 10, więc idealnie nadaje się również do oglądania filmów. Zwłaszcza że 4 głośniki AKG grają zaskakująco głośno i czysto, jak na sprzęt tej wielkości.

Pod ekranem Samsung ukrył zaś czytnik linii papilarnych, który zabezpieczy nasze dane przed niepowołanym dostępem. A w podróży należy je przecież chronić szczególnie.

Tablet z klawiaturą, czyli 2 w 1.

Klawiatura znacznie rozszerza potencjał tabletu. Jedną rzeczą są jednak same klawisze, dzięki którym zyskujemy feedback o wciśnięciu przycisku (przewaga nad klawiaturami ekranowymi), a drugą gładzik, który jest niezrównany przy przeglądaniu internetu. Teraz mogę bowiem dostosowywać sposób interakcji z urządzeniem – za pomocą dotyku lub gładzika – zależnie od tego, co jest wygodniejsze w danym momencie.

Dodatkowo, klawiaturę możemy wykorzystywać w charakterze osłony dla ekranu, gdy wkładamy tablet do plecaka, a przez bluetooth możemy podłączyć zewnętrzną myszkę.

Dodatkowe porty – na kartę SIM i microSD.

Azja Południowo-Wschodnia nie ma jeszcze niestety odpowiednika naszej Unii Europejskiej, który zadbałby o zunifikowanie kwestii związanych z roamingiem. Operatorzy oferują dedykowane paczki danych dla osób często podróżujących po regionie, ale i tak zwykle bardziej opłaca się kupić nową kartę na lotnisku.

Teraz nie jestem jednak zmuszony do udostępniania połączenia z telefonu innym urządzeniom. Do tabletu mogę wrzucić dedykowaną kartę SIM i w ten sposób niezależnie łączyć się z internetem. Jest to o wiele wygodniejsze, a na dodatek oszczędzam baterię.

Do dyspozycji mamy również drugi port – na kartę microSD. Dzięki temu szybko mogę sprawdzić zdjęcia z aparatu, dokonać retuszu w Photoshopie z pomocą S Pen i wrzucić obrazek w media społecznościowe. W tym wypadku rozmiar i szczegółowość ekranu po raz kolejny stają się ogromnymi plusami.

Rysik przydaje się zresztą jeszcze przy planowaniu zwiedzania miasta. Na zrzucie ekranu z Map możemy naszkicować trasę z uwzględnieniem najważniejszych miejscówek i przerw na posiłek, a później podzielić się nią ze znajomymi.

Zdjęcia tabletem?

Tak – wiem, jak to wygląda. Jednak to tej pory niechęć do robienia zdjęć tabletem wynikała nie tylko z wielkości urządzenia, ale również ze słabych aparatów, które serwowali nam producenci. Tu jest już inaczej. Do dyspozycji mamy bowiem dwa obiektywy. Zwykły, 13-megapikselowy (f/2.0, 26mm), a także drugi z mniejszą matrycą, ale za to szerokokątny (5 MP, f/2.2, 12mm). Zwłaszcza ten drugi daje ciekawą perspektywę przy fotografowaniu drapaczy chmur czy dodawaniu perspektywy do znajdujących się blisko elementów. Poniżej kilka zdjęć z użyciem tego obiektywu.

Z przodu również mamy szerokokątny obiektyw, dzięki czemu na selfiaku zmieści się więcej osób.

Idealny towarzysz podróży?

Choć mam kilka zastrzeżeń, Samsung Galaxy Tab S6 stał się moim naturalnym wyborem przy pakowaniu plecaka w podróż. Mógłby mieć złącze słuchawkowe, kilka ulepszeń w trybie DeX, które zbliżyłyby go do Windowsa czy bardziej precyzyjny gładzik, ale to niewielkie niedostatki w porównaniu do możliwości sprzętu zamkniętego w tak niewielkiej formule.

Tablet wielkości zeszytu oferuje przecież wydajność pracy do niedawna zarezerwowaną tylko dla desktopów.

A po dniu w podróży możemy jeszcze podłączyć sprzęt do telewizora w hotelu i pracować na dwóch ekranach. Spojrzenia pełne zazdrości gwarantowane.

Partnerem artykułu jest Samsung.