Polacy, szykujcie się na chaos. To gminy mają decydować o strefach czystego transportu

Do przygotowywanej w Ministerstwie Klimatu i Środowiska ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych przesłano łącznie 647 uwag. Na pierwszy ogień resort wziął strefy czystego transportu. Zdaniem znawców tematu proponowane w tym względzie rozwiązania nie spełnią jednak stawianych przed nimi oczekiwań.

Ministerstwo Klimatu i Środowiska pokazało, jakie zmiany zamierza wprowadzić do zapisów o strefach czystego transportu (SCT). Nowa wersja projektu nowelizacji ustawy powinna być opublikowana do końca stycznia. Eksperci część modyfikacji chwalą, ale na większości nie zostawiają suchej nitki. Cieszy uwzględnienie uwag Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych w sprawie pierwotnego zapisu, wedle którego konieczność utworzenia SCT dotyczy wyłącznie gmin powyżej 100 tys. mieszkańców. 

Zanieczyszczenie powietrza jest powiązane z liczbą ludności na danym terenie, problem nie dotyka jednak tylko największych gmin. W pierwszej wersji propozycja pomijała mniejsze gminy w konurbacjach i gminy sąsiadujące z dużymi ośrodkami. Cieszymy się, że ustawodawca wziął pod uwagę naszą propozycje

– przekonuje Jacek Mizak z FPPE.

Strefy Czystego Transportu: to decyzja gmin

Niestety, wycofanie się z kryterium liczby ludności, to jedyna zmiana w projekcie ustawy, którą chwalą eksperci. Inne propozycje resortu już nie spotkały się z ich aprobatą. Tak się stało z zapowiedzią zapisów wskazujących, jakie konkretne normy EURO będą uprawniać do wjazdu na teren SCT. Zmiany przewidują, że decydować o tym będą gminy. Jacek Mizak przewiduje, że czeka nas przez to chaos, a przemieszczanie się po Polsce będzie utrudnione.

Bizblog.pl poleca

Efektem takich zapisów byłaby sytuacja, w której w każdej gminie z SCT funkcjonowałaby SCT oparta o inne normy. Z punktu widzenia obywatela to złe rozwiązanie, przed wjazdem do każdej SCT kierowcy mieliby studiować szczegółowe informacje na znakach umieszczanych na wjeździe do strefy

– twierdzi ekspert z FPPE.

Dlatego zdecydowanie lepszym rozwiązaniem, o czym zresztą Ministerstwo Klimatu i Środowiska informowano wielokrotnie, byłoby wprowadzenie ogólnokrajowej klasyfikacji stref. Wtedy samorządowcom pozostałoby jedynie decydować, który rodzaj SCT zastosować u siebie. Ale resort najwyraźniej chce przerzucić odpowiedzialność na gminy. To one miałyby też decydować, czy samych mieszkańców włączyć, czy wyłączyć z SCT. Tymczasem badania przeprowadzone tylko w Krakowie pokazują, że za emisję spalin w 60 proc. odpowiadają właśnie pojazdy mieszkańców. 

To zła decyzja ministerstwa. Utrzymanie otwartego katalogu wyłączeń spowoduje, że Strefy Czystego Powietrza będą tylko tytularne

– uważa Rafał Bajczuk z FPPE. 

Kolejna grupa wybranych: przedsiębiorcy

Ale ministerstwo chce, żeby nie tylko mieszkańcy mogli do woli w SCT kopcić. W katalogu wykluczonych ze środowiskowych obostrzeń mieliby znaleźć się też przedsiębiorcy. To z kolei, zdaniem ekspertów, stwarza realne zagrożenie, że poszczególne miasta dowolnie będą określać, kogo SCT dotyczą, a kto na emisję spalin nie musi zwracać uwagi. 

Przykład Krakowa, gdzie na skutek maksymalnego poszerzenia katalogu wyłączeń w praktyce każdy mógł wjechać dowolnym pojazdem o każdej porze, dobitnie pokazuje że to nie jest dobry pomysł

– wskazuje Jacek Mizak.

Ekspertom nie podoba się w projekcie ustawy jeszcze jeden zapis. Resort chce, żeby obowiązek stworzenie SCT determinowały pomiary ze stacji Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska. I tam gdzie przekroczony byłby poziom emisji tlenków azotu – tworzenie SCT byłoby obligatoryjne. 

Nie jest to dobry pomysł. Sieć stacji pomiarowych GIOS jest zlokalizowana tylko w największych miastach, w Polsce mamy za mało stacji pomiarowych. Takie rozwiązanie wyklucza mniejsze miasta, które mają problemy z emisją tlenków azotu

– przekonuje Rafał Bajczuk.