Wejście SMOK-a. Borys Musielak: idziemy po lidera

– Naszych inwestorów łączy wiara, że polski rynek startupów technologicznych dopiero się rozkręca i w najbliższych latach powstanie tu wiele firm, które zostaną globalnymi liderami na swoich rynkach – mówi Spider’s Web, współzałożyciel nowego funduszu inwestycyjnego.

SMOK Ventures to nowy gracz na rynku inwestycji zalążkowych. Dysponuje budżetem 46 mln zł., z czego 80 proc. to pieniądze publiczne z PFR Ventures. Pozostałe środki wyłożyli polscy i amerykańscy inwestorzy.

Fundusz nastawia się na inwestycje w studia deweloperskie produkujące gry, firmy tworzące oprogramowanie oparte o AR i VR, sztuczną inteligencję, blockchain, fintechy oraz podmioty rozwijające technologie reklamowe i marketingowe.

SMOK wesprze do 30 firm, obejmując 10 do 25 proc. udziałów.

Pojedyncza inwestycja ma zamykać się w przedziale 250 tys. do 3 mln złotych. O odpowiednią alokację środków zadba grono doświadczone w świecie startupów: Paul Bragiel, Borys Musielak i Diana Koziarska.

Borys Musielak i Diana Koziarska.

Paul współtworzył już kilka funduszy, m.in. Bragiel Brothers i i/o Ventures – pierwszy akcelerator startupów w San Francisco. W sumie doradzał i zainwestował w ponad 200 spółek. Wśród nich znalazły się obecne jednorożce: Uber, Unity, Zappos, Niantic i Stripe, a także polskie Vivid Games i Inteliwise.

Borys Musielak i Diana Koziarska to twórcy polskiego programu pre-akceleracyjnego ReaktorX, przygotowującego początkujących startupowców do wyjścia z pomysłem na rynek i pozyskiwania finansowania. Borys jest założycielem startupu Filmaster, który w roku 2015 kupiła amerykańska Samba TV oraz współtwórcą Reaktora – jednej z pierwszych przestrzeni coworkingowych w Polsce.

Właśnie z Borysem zamieniłem kilka słów na planach SMOK-a.

Karol Kopańko, Spider’s Web: SMOK kojarzy mi się z Azją, ale… skąd taka nazwa?

Borys Musielak, SMOK Ventures: SMOK czyli Startupy Mogą Otrzymać Kasę (śmiech). A serio to chcieliśmy, żeby nazwa była polska, ale jednocześnie łatwa do zapamiętania przez obcokrajowców. Krótka i odróżniająca się od typowych nazw funduszy, kojarząca się z czymś fajnym.

Fajni, a raczej ciekawi są inwestorzy łożący do budżetu SMOK-a. Jak ich przekonaliście, że warto robić z wami biznes?

Najtrudniejsze było dotarcie do osób i instytucji, które dysponują gotówką i chcą inwestować ją w fundusze venture capital. To cały czas nie jest typowa inwestycja kapitałowa w Polsce. Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że zamiast kupić kolejne mieszkanie na wynajem, ma możliwość wejścia w fundusz, który potencjalnie może przynieść znacznie wyższe stopy zwrotu.

Gdzie zacząłeś poszukiwania?

Fundraising zacząłem od przedsiębiorców, których poznałem przez ostatnie osiem lat działalności w ekosystemie startupowym, mentorów naszego programu preakceleracyjnego ReaktorX, czy founderów, którzy sprzedali swoje startupy. W ten sposób znaleźliśmy pierwszych inwestorów: Wiktora Schmidta z Netguru, Przemka Żebrowskiego z K2, czy Pawła Zylma, byłego prezesa BRE Ubezpieczenia. Zainwestowali, bo znali naszą działalność w Reaktorze i ufają, że nasze doświadczenie, wiedza i network pozwolą wynajdywać nam perełki wśród startupów i zapewnić tym samym zwrot funduszu.

Inni zainwestowali w fundusz, żeby nauczyć się czegoś o rynku startupów, być bliżej innowacji i tanim kosztem uzyskać dostęp do osób, które już niedługo swoimi produktami podbiją świat.

Z kolei inwestorzy amerykańscy dołączyli z przekonania, że Polska ma ogromny potencjał i można w naszym kraju wynaleźć jeszcze wiele nieoszlifowanych diamentów, które przy odpowiednim wsparciu staną się mitycznymi jednorożcami.

Ostatecznie udało nam się zgromadzić niesamowite grono inwestorów z różnych branż, których łączy wiara w to, że polski rynek startupów technologicznych dopiero się rozkręca i w najbliższych latach powstanie tu wiele firm, które zostaną globalnymi liderami na swoich rynkach.

Jednym ze współzałożycieli jest twórca i/o Ventures, czyli funduszu posiadającego udziały w Uberze czy Zappos. Dlaczego ktoś taki chce wrócić do fazy seed w jakiejś tam Polsce?

Paul Bragiel zawsze inwestował tylko w fazie seed, więc tu mamy raczej kontynuację, a nie zmianę. Strategia Paula jest taka, że swoje fundusze uruchamia w najbardziej perspektywicznych rynkach na świecie kilka lat przed tym, jak zaczną się nimi interesować większe fundusze. Tak było z Singapurem, gdzie Bragiel uruchamiał swój fundusz w 2010 roku, by w kolejnych latach rozszerzyć działalność na pozostałe kraje Azji Południowo-Wschodniej. Obecnie Golden Gate to topowy fundusz w tej części świata i konkuruje tylko z gigantami jak Sequoia. Podobną taktykę chcemy powtórzyć w ciągu kilku lat w Europie Środkowo-Wchodniej, jak już zdobędziemy pozycję lidera inwestycji seedowych w Polsce.

Czy macie już na oku jakieś ciekawe inwestycje?

I to niejedną! Domykamy obecnie trzy pierwsze inwestycje. Będziemy komunikować je zapewne tuż po wakacjach. Do końca roku chcielibyśmy zainwestować w około 5-8 startupów. Intensywnie rozmawiamy z kilkunastoma przedsiębiorcami, a na półce czeka ponad setka decków do przejrzenia. Ogólnie mamy co robić!

Rundę seed oceniacie na 250 tys. zł do 3 mln zł. Czy tyle właśnie potrzeba startupowi na początku drogi w Polsce?

Każdy ma inne potrzeby. Trudno stworzyć grę na wiele platform za 100 tysięcy złotych, ale spokojnie można za te pieniądze przetestować proste narzędzie SaaS, czy zbadać zapotrzebowanie banków na nowy fintech. Ja zawsze radzę przedsiębiorcom, żeby zbierali jak najmniej pieniędzy, w jak najpóźniejszym etapie rozwoju. Dzięki temu dłużej zachowają kontrolę nad swoim biznesem. Jednocześnie najlepiej zbierać finansowanie w momencie, w którym możemy się bez niego obyć. Tylko wtedy fundraising robimy na własnych warunkach, a nie na warunkach inwestora. I tak, zdaję sobie sprawę, że to sprzeczność.

Mówicie też o standardach z Doliny Krzemowej? Brakuje ich w Polsce?

Wśród wielu inwestorów nie tylko w Polsce, ale w całej Europie Wschodniej panuje przekonanie, że im większy udział w startupie wywalczą dla siebie, tym większy zysk będą mogli wyciągnąć przy wyjściu z inwestycji. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Startupy, które zbyt szybko oddają duży procent udziałów, mają wielki problem z pozyskaniem kolejnych rund finansowania na świecie, a tym samym nie skalują się tak szybko i nie osiągają wysokich wycen. Najlepsze fundusze VC chcą inwestować w firmy kontrolowane przez przedsiębiorców, a nie inwestorów. W SMOK-u myślimy długoterminowo i liczymy na wyjścia z inwestycji wielkości setek milionów złotych. Dlatego planujemy obejmować tylko 10-25 proc. udziałów w spółkach, pozwalając im tym samym na więcej rund i szybszy wzrost, a docelowo większy exit.