Sezon na smog uważam za oficjalnie otwarty. Na Śląsku normy przekroczone o ponad 500 proc.

Dzisiaj rano wyglądając za okno, zauważyłem niezbyt naturalną mgłę. Tak intensywną, że to nie mogła być para z ust wszystkich tych zaciekle skrobiących swoje samochodowe szyby. Jeszcze tylko rzut oka na termometr i na mapę jakość powietrza. I nagle wszystko staje się jasne: wrócił smog i widać, że ma się ciągle bardzo dobrze.

Najpierw antysmogowe działa wysunęli samorządowcy. Wydawać by się mogło, że dzięki przyjmowanym w kolejnych województwach – w formie prawa miejscowego – uchwałom antysmogowym odczuwalna będzie różnica jeżeli chodzi o zanieczyszczenie powietrza. Potem wreszcie rządzący całym krajem, co by nie było, że oni smog mają w nosie – pokazali światu program dopłat do wymiany pieców „Czyste Powietrze”

A na koniec jeszcze dodali „Mój Prąd”. W ramach tego z kolei programu można starać się o dofinansowanie mikroinstalacji fotowoltaicznej o mocy zainstalowanej od 2 kW do 10 kW. Spotkał się z takim zainteresowanie, że za chwilę poznamy szczegóły inicjatywy „Mój Prąd II”, którego beneficjentami byłyby tym razem spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe. 

Wydawać, by się mogło, że taka ofensywa smog musi zepchnąć w kąt. I może od czasu do czasu, na krótko, incydentalnie stamtąd wyjdzie, ale systemowym kłopotem przynajmniej dla południowej Polski przestanie być raz na zawsze.

Ale niestety, mam dla nas wszystkich fatalne wiadomości. Nadzieje w tym zakresie okazały się jednak płonne. Jak tylko słupki rtęci nieznacznie spadają poniżej zera – widać jak na dłoni, że te wszystkie zabiegi legislacyjne na nic się nie zdały – smog w Polsce dalej ma się bardzo dobrze.

Smog w pełnej krasie

Chociaż sezon grzewczy już pełni, to jednak aura nas w ostatnich tygodniach nieco rozpieszczała. Na tyle, że w domach specjalnie nie trzeba było grzać. Ale druga dekada grudnia wita już temperaturą ujemną, pokazując, że być może polska zima na przestrzeni lat straciła wiele zębów, ale jeszcze parę ma. A skoro tak, to z kominów wielu domów musi polecieć różnej intensywności dym.

I rzeczywiście poleciał. Wystarczy zerknąć na mapę sensorów firmy Airly, żeby się przekonać jak bardzo. Czeladź – 479 proc., Gliwice – 543 proc., Bieruń – 572 proc. , Rybnik – 530 proc. – to tylko niektóre przykłady z dzisiaj, godz. 8 z województwa śląskiego. W każdym przypadku chodzi o pył PM10. A co z pyłem PM2,5? Tychy – 491 proc., Tarnowskie Góry – 683 proc., Rybnik – 835 proc., Mysłowice – 554 proc.

Kraków na drugim końcu smogowej szali

Obserwując mapę województwa śląskiego, gdzie punktów o czerwonym lub nawet fioletowym zabarwieniu jest zatrzęsienie, wzrok naturalnie ściąga jasna plama – lekko na prawo. Tak, to Kraków z okolicznymi gminami. W samym grodzie Kraka dzisiaj odnotowano ok. 150 proc. przekroczenie norm jeżeli chodzi o pyły PM10 i ok. 170 proc. w przypadku PM2,5. 

I chociaż w większości miast Europy Zachodniej taka sytuacja byłaby jednak pewną negatywną sensacją środowiskową, tak Kraków na tle reszty zwłaszcza południowej Polski wygląda jak region wyjątkowo czystego powietrza. 

O tym, że to przede wszystkim zasługa wprowadzonego od września zakazu używania paliw stałych (węgiel, drewno) najlepiej świadczą dzisiejsze pomiary w okolicznych gminach Krakowa, gdzie na taki krok się jednak nie zdecydowano. Jeszcze. Np. Śledziejowice: 336 proc. przekroczone normy jeżeli chodzi o PM10 i 455 proc. pyłów PM2,5; Luborzyca: PM10 – 320 proc., PM2,5 – 401 proc.; Liszki: PM10 – 350 proc., PM2,5 – 467 proc.

Inni idą śladem Krakowa

Widać więc jak na dłoni, że nic nie jest tak skuteczne jak właśnie wprowadzenie zakazu palenia węglem i drewnem. Tylko wtedy da się jako tako trzymać smog na smyczy. W każdym innym przypadku przekroczenie środowiskowych norm liczone jest w setkach procentów. Nie dziwi więc, że widząc wyniki Krakowa – włodarze innych miast też o takiej regulacji zaczęli myśleć. 

Całkowity zakaz paleniem węgla ma zacząć obowiązywać we Wrocławiu od lipca 2028 r. W Tarnowie chcą to zrobić szybciej: od 1 września 2025 r. A od 1 stycznia 2024 r. węgiel chcą pożegnać z kolei w Sopocie.

Jest duża szansa, że do końca 2023 r. zakończymy program likwidacji niskiej emisji – przekonuje w rozmowie z Bizblog.pl Magdalena Jachim, rzecznik prasowy Sopotu.

W antywęglowej kolejce stoi jeszcze m.in. Sosnowiec, Rybnik, czy Racibórz.