Składki ZUS ostro w górę. Etatowcy mają gorzej, ale o tym nie wiedzą

Prawie 1500 zł obowiązkowych składek na ZUS — czy firma zarabia, czy wpędza w długi. Z taką rzeczywistością będą musieli zmierzyć się w przyszłym roku przedsiębiorcy. Aleksander Łaszek wskazuje, że etatowcy wcale nie mają lepiej, tylko tego nie widzą.

Wiemy już, że obowiązkowe składki na ZUS, bez składki zdrowotnej, wyniosą w przyszłym roku 1070 zł, co oznacza wzrost o jedną dziesiątą. Niewiadomą pozostaje jeszcze wysokość składki zdrowotnej, ale ta zapewne zbliży się do granicy 400 zł.

Czytaj też:

Składki na ZUS od zawsze budzą zrozumiałe emocje wśród przedsiębiorców. Problemem jest nie tylko ich wysokość, ale także ich nieuchronność. Płacić trzeba także wtedy, gdy w danym miesiącu nie mamy dochodu, a nawet ponosimy stratę.

Pożerają ponad połowę zysku

Ryczałtowe składki ZUS dla najmniejszych działalności są bardzo dużym obciążeniem, które może pochłaniać nawet połowę i więcej wypracowanych zysków — mówi nam Aleksander Łaszek.

Główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju zaznacza, że dla przedsiębiorców o wyższych dochodach ryczałtowe składki stanowią znacznie mniejsze obciążenie niż np. dla osób pracujących na etacie.

To, że składki są takie same dla drobnych przedsiębiorców, ledwo wiążących koniec z końcem, jak i świetnie zarabiających specjalistów na samozatrudnieniu, prowokuje do prób reformowania tego systemu.

Rząd już wprowadził tzw. mały ZUS dla firm z przychodami nieco ponad 5 tys. miesięcznie (łącznie 63 tys. w 2018 r.). To oczywiście nie rozwiązuje problemu, bo obejmuje małą grupę przedsiębiorców, a przy tym kryterium przychodu jest bardzo niesprawiedliwe — praktycznie wyklucza firmy zajmujące się handlem.

Z drugiej strony jest propozycja rzecznika MŚP, by przedsiębiorcy płacili składki dobrowolnie. Według Adama Abramowicza wysokość miesięcznych składek społecznych “jest jedną z najpoważniejszych barier w prowadzeniu własnej działalności gospodarczej”.

Etatowcy płacą podwójnie

Aleksander Łaszek przestrzega jednak przed majstrowaniem tylko przy składkach płaconych przez przedsiębiorców.

Niebezpiecznym pomysłem jest reformowanie składek ZUS dla przedsiębiorców w oderwaniu od innych ubezpieczonych. Składki płacone przez przedsiębiorców przyciągają uwagę, bo kilka milionów osób samodzielnie płaci je co miesiąc. Ale oskładkowanie i opodatkowanie umów o pracę jest co najmniej równie wysokie — mówi ekspert FOR.

Ekonomista wskazuje, że choć składki na ZUS w ostatecznym rozrachunku obciążają pracujących, to ich wysokość nie rzuca się tak w oczy, bo przelew jest robiony przez pracodawcę.

Tymczasem pracodawcy nie interesuje, czy coś się nazywa składką po stronie pracownika, czy po stronie pracodawcy, tylko ile łącznie musi zapłacić za ten etat.

Już teraz od pracownika zarabiającego minimalne wynagrodzenie pracodawca co miesiąc odprowadza 915 zł składek ZUS i NFZ, nie licząc zaliczki na PIT. Jeśli zmiany ograniczymy do składek dla przedsiębiorców, nie zmieniając oskładkowania umów o pracę, coraz więcej osób będzie przechodziło na samozatrudnienie, by płacić niższy ZUS i mieć wyższe zarobki netto – ostrzega.

A co z propozycją rzecznika MŚP? „On powołuje się na rozwiązania niemieckie, tylko jak tam państwo mówi — nie zapłacisz składek, nie dostaniesz emerytury — jest wiarygodne. A u nas ten sam rząd robi kolejne ruchy rozmywające związek między składkami a emeryturą, wprowadzając 13-ste emerytury, emerytury dla matek czy waloryzacje kwotowe” – mówi ekspert.

Emerytura będzie głodowa

Jest druga strona medalu. Aleksander Łaszek podkreśla, że na wysokość składek nie można patrzeć w oderwaniu od wysokości świadczeń, a przede wszystkim przyszłych emerytur, a składka emerytalna jest najważniejszą częścią składek ZUS.

Jak mówi, nasz system emerytalny jest oparty o zasadę — ile wpłacisz, tyle dostaniesz na emeryturze. Wysokość emerytury ma być równa sumie wpłaconych składek podzielonych przez oczekiwaną dalszą długość trwania życia.

Najlepiej pokazać to na przykładzie. Ekonomista wylicza, że kobieta prowadząca działalność gospodarczą przez 35 lat, odprowadzając składki w obecnej wysokości, łącznie wpłaci do ZUS niecałe 260 tys. zł.

Brzmi jak bardzo duża kwota, ale jeśli uwzględnimy, że po obniżeniu wieku emerytalnego będzie żyć jeszcze na emeryturze ponad 21 lat, okaże się, że opłacone składki wystarcza na tylko 986 zł emerytury miesięcznie. To mniej niż emerytura minimalna, co w praktyce oznacza, że do jej emerytury dorzucą się inni podatnicy — wskazuje Aleksander Łaszek.