Produkcja prądu z węgla przestała się opłacać. Niemcy tracą już pięć euro na megawatogodzinie

Cena węgla w ciągu niecałego roku spadła o połowę. W październiku ubiegłego roku za tonę węgla w portach ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia) trzeba było zapłacić nieco powyżej 100 dolarów za tonę. Na przełomie czerwca i lipca było to już mniej niż 50 dolarów, najmniej od pięciu lat.

Fot. Jack Sem/Flickr.com/CC BY 2.0

Wprawdzie na wykresach, które można znaleźć w internetach ta cena nie schodzi poniżej 50 USD, tylko zatrzymuje gdzieś w okolicach 55 USD, ale niewykluczone, że któraś z serii kontraktów terminowych na węgiel spadła nawet poniżej pięćdziesiątki. Sam poziom nie jest aż tak istotny, ważniejsze jest to, że generalnie trend spadkowy wygląda bardzo poważnie.

Bizblog.pl poleca:

Źródło: stooq.pl

Związane z tym są dwie ciekawe historie. W pierwszej chodzi o to, dlaczego ten węgiel tanieje, a w drugiej o to, jak na tle światowym wygląda Polska.

Pełzająca oddolna dekarbonizacja

Cena węgla spada i to wyraźnie, ponieważ po pierwsze zmniejsza się popyt na węgiel, a po drugie istnieje powszechne przekonanie, że w przyszłości ten popyt się już nie podniesie i dalej będzie spadać. W opublikowanym niedawno raporcie Agencji Rozwoju Przemysłu poświęconym sytuacji na międzynarodowych rynkach węgla, można przeczytać o tym, że ostatni znaczący spadek ceny „jest zapowiedzią realnej dekarbonizacji, dzięki której ma nastąpić zmniejszanie emisji gazów cieplarnianych bez zahamowania wzrostu gospodarczego”. Dekarbonizacja, czyli wyzwolenie całej gospodarki z uzależnienia od węgla to temat wielu sporów politycznych na całym świecie. Będziemy o tym słyszeć także w kampanii wyborczej w Polsce, w której PO będzie chciała szybszej dekarbonizacji, a PiS raczej wolniejszej, żeby nie narażać się górniczemu lobby. Z tych kłótni, jak to zwykle bywa, nic konkretnego nie wyniknie, ale sytuacja na rynkach światowych sugeruje, że w tak zwanym międzyczasie Europa zacznie się dekarbonizować samodzielnie i oddolnie. Tak właściwie już to robi.

Popyt na węgiel spada, bo produkcja energii z węgla w niektórych krajach już przestała się opłacać. To ważne: nie, że przestanie się opłacać za parę lat, tylko to już się stało. Wydawać by się mogło, że skoro węgiel jest coraz tańszy, to sytuacja powinna wyglądać inaczej: opłacalność produkcji przy użyciu coraz tańszego surowca powinna rosnąć. Nic z tych rzeczy. To niemożliwe, ponieważ w tym samym czasie, w którym cena węgla spada, nieustannie rośnie inny ważny składnik kosztu produkcji, czyli zezwolenia na emisje CO2. Ich cena kilka dni temu dobiła do poziomu najwyższego od 2008 roku

To się opłaca!

To powoduje, że na przykład na rynku niemieckim, jak pisze serwis Platts, produkcja prądu z węgla daje 4,90 euro straty na każdą megawatogodzinę (mierzy to marża o intrygującej nazwie clean dark spread). To z kolei sprawia, że na przykład w ostatnim tygodniu w Niemczech z węgla wyprodukowano zaledwie 8 procent całej energii elektrycznej. A to był i tak tydzień mało słoneczny i mało wietrzny, dzięki czemu produkcja z węgla kamiennego zwiększyła się w stosunku do poprzedniego tygodnia o 60 procent. Tydzień wcześniej udział węgla w całym niemieckim mixie energetycznym wynosił tylko 5,3 procent. Uwzględniając tańszy w wydobyciu węgiel brunatny, udział tego surowca nadal nie przekraczał 30 proc. całości.

Źródło: S&P Global Platts

Generalnie, aby odejść od węgla, producenci energii muszą po pierwsze tego chcieć, a po drugie mieć możliwość zastąpić go czymś innym. W tej pierwszej kwestii najlepszą zachętą jest opłacalność i ten warunek jest już spełniony. Produkcja prądu z węgla jest dziś nieopłacalna, a większą rentowność mają już nie tylko źródła odnawialne, takie jak wiatr czy energia słoneczna, ale nawet gaz – dzięki temu, że Amerykanie zalewają nasz kontynent LNG, przez co cena gazu także, podobnie jak w przypadku węgla mocno spadła (ale w przypadku gazu do rachunku nie trzeba dodawać emisji CO2). Tym samym rozwiązany jest też problem numer dwa – węgiel dziś można zastąpić czymkolwiek, ma to sens zarówno w przypadku konwencjonalnych elektrowni gazowych, jak i farm wiatrowych i słonecznych. W ich przypadku których potrzebne są jeszcze magazyny energii, czyli urządzenia, które działają jak wielkie baterie, które można z jednej strony ładować, a z drugiej wpuszczają one energię w sposób stabilny i systematyczny do państwowego systemu energetycznego. Takie rzeczy też już powstają. Nawet w Polsce swój magazyn energii buduje właśnie Energa.

Tego autora:

Coraz śmielej pełzająca oddolna dekarbonizacja ma jeszcze jedną, bardzo ważną cechę. Wbrew obawom jej przeciwników nie powoduje ona pogorszenia konkurencyjności gospodarki. Wręcz przeciwnie – dzięki niej produkcja energii staje się tańsza, zatem ogólny poziom kosztów w gospodarce też spada. A konkurencyjność gospodarki rośnie. Dzięki temu można mieć nadzieję, że jest to proces trwały i nieodwracalny.

Ewenement w Europie

To teraz na zakończenie jeszcze rynek polski, w ujęciu z raportów Agencji Rozwoju Przemysłu. Ostatnie dane dotyczą maja. Tona węgla dla energetyki kosztowała wtedy 256,52 zł. W listopadzie ubiegłego roku, czyli w momencie, w którym węgiel w Europie zaczynał spadać ze szczytu w okolicach 100 dolarów, u nas tona była po 250,78 zł.

Źródło: ARP

Nie chodzi tu o porównywanie cen u nas i u nich, bo to niestety zupełnie inne rynki. Chodzi natomiast o kierunek zmiany ceny. W czasie, w którym tam tona potaniała ze 100 USD do 50 USD, u nas podrożała z 250 do 256 zł. Dekarbonizacja siłami rynku? Spadek popytu na węgiel? Eee… to nie u nas.