Polacy nabawili się dziwnych lęków. Firmy chcą dawać podwyżki, a pracownicy drżą przed zwolnieniami

Pandemia najwyraźniej zachwiała nie tylko rynkiem pracy, ale też naszymi głowami. Teraz już nikt nie czuje się pewnie. I choć bezrobocie spada i jest niemal na najniższym poziomie w Unii Europejskiej, płace rosną w bardzo szybkim tempie, a pracodawcy obiecują kolejne podwyżki, co czwarty pytany przez CBOS Polak obawia się utraty pracy. Widać wyraźnie, że w połowie sierpnia nastroje pracowników zaczęły się pogarszać.

W lipcu stopa bezrobocia wyniosła w Polsce 5,8 proc. według GUS. Według nieco innej metodologii Eurostatu to 3,4 proc. Nie jesteśmy już liderem w Europie, choć nagłówki gazet w ostatnich miesiącach tak twierdziły, ale to dlatego, że europejski urząd statystyczny zmienił metodologię. Ale nadal jest bardzo dobrze.  

W lipcu bezrobocie spadło z 3,6 do 3,4 proc., nadal jesteśmy w czołówce krajów z najniższym bezrobociem, wyprzedadzą nas tylko Czechy (2,8 proc.), Holandia (3,1 proc.) i Malta (3,3 proc.), mamy zdecydowanie lepszy wskaźnik niż średnia dla całej Unii Europejskiej, która wynosi 6,9 proc.

Idą podwyżki płac

Więcej! Płace w Polsce rosną w ostatnim czasie w bardzo szybkim tempie. W maju rosły o 10,1 proc. r/r, w czerwcu o 9,8 proc., a w lipcu o 8,7 proc., a ekonomiści uważają, że w kolejnych miesiącach tempo wzrostu płac może się utrzymać na poziomie 6-7 proc. Tak samo uważa Ministerstwo Finansów.

Bizblog.pl poleca

To nie wszystko, bo coraz częściej słyszymy o tym, że za rogiem znów czai się problem ze znalezieniem rąk do pracy, a sami pracodawcy deklarują podwyżki płac w najbliższym czasie. 

Z międzynarodowego badania przeprowadzonego przez firmę doradczą Willis Towers Watson również w Polsce, wynika, że pracodawcy planują w przyszłym roku podnieść wynagrodzenia średnio o 3,8 proc., a w firmach z sektorów, gdzie rywalizacja o pracowników jest duża, nawet o 7 proc.

Tymczasem, jak wynika z badania CBOS, Polacy wcale nie wpadają w euforię, a w połowie sierpnia, kiedy badanie zostało przeprowadzone, ich nastroje zaczęły się pogarszać. 

Co czwarty pracownik boi się zwolnienia

Po pierwsze, co czwarty pracownik obawia się utraty pracy – 24 proc. A jeszcze w lipcu tylko 19 proc. wskazywało na takie obawy.

Po drugie, niby 69 proc. badanych mówi, że jest spokojna o utrzymanie pracy, ale zaledwie w lipcu mówiło tak 75 proc., a w czerwcu 78 proc., a więc tracimy optymizm.

Z drugiej strony rośnie odsetek osób, które twierdzą, że możliwość znalezienia nowej pracy w ich okolicy są ograniczone albo ich w ogóle nie ma. W lipcu uważało tak 70 proc. badanych, w sierpniu już 73 proc.

Rośnie także odsetek osób, które spodziewają się, że sytuacja w ich zakładzie pracy się pogorszy – z 9 do 14 proc. Tych, którzy uważają, że w ich firmie będzie wręcz lepiej, jest więcej -16 proc., ale w lipcu było ich jeszcze więcej – 20 proc.

To, co widzimy w naszych zakładach pracy dziś, też jest mniej optymistyczne. W lipcu 63 proc. badanych twierdziło, że sytuacja w ich firmach jest dobra, w sierpniu już tylko 56 proc.

Skąd w nas ten nagły pesymizm pod koniec wakacji? Dane makroekonomiczne nie powinny nas wprawiać w taki nastrój. A może im już nie ufamy, tak jak nie ufamy politykom? 

Autorzy badania wskazują, że sierpniowe nastroje pracowników są zbliżone do tych z okresu od stycznia do kwietnia bieżącego roku, a więc kiedy pandemia szalała w najlepsze. A więc jednak prawdopodobnie boimy się powtórki z tamtych wydarzeń i kolejnych lockdownów. A przecież minister zdrowia obiecuje, że kolejnych takich lockdownów nie będzie, przynajmniej w regionach, gdzie poziom zaszczepienia jest przyzwoity. A, faktycznie, przecież nie ufamy politykom…

Tak czy inaczej, warto się zaszczepić, wtedy ryzyko lockdownu maleje, a wraz z nim ryzyko utraty pracy. Tak tylko przypominam.