Cała Europa drży przed podwyżkami cen energii. W Polsce dopłaty tylko dla najbiedniejszych

Przedstawiciele rządu pytani o szacunki dotyczące przyszłych podwyżek cen energii nie potrafią nic konkretnego powiedzieć. W końcu odwagą popisał się szef Urzędu Regulacji Energetyki (URE), który wskazał wprost, że gospodarstwa domowe za energię w przyszłym roku zapłacą więcej o co najmniej dwucyfrową wartość.

Energetyczne koszty otrzepywania się po pandemii, puste europejskie magazyny gazu, rekordowe ceny emisji CO2, a także prognozy mówiące o mroźnej zimie. To sygnały, które z różną częstotliwością można odbierać od co najmniej kilku tygodni i które wskazują, że czeka nas spora podwyżka cen energii. Zwyżka będzie bolesna szczególnie dla krajów, w których węgiel ciągle gra pierwsze skrzypce w miksie energetycznym. Polska jest pod tym względem w europejskiej czołówce. 

Wyższe rachunki za prąd w przyszłym roku to nie tylko polska bolączka. Wszyscy starają się na to przygotować. W Wielkiej Brytanii ceny energii na giełdzie N2EX są już wyższe nawet o 700 proc. od średniej z lat 2010-2020. Z kolei premier Hiszpanii Pedro Sanchez w wywiadzie dla TVE zapowiedział konkretne działania mające złagodzić przyszłoroczne podwyżki. Madryt zamierza nałożyć limity na ceny gazu i obniży podatek od energii z 5,1 proc. do 0,5 proc. Ten ruch uszczupli hiszpański budżet o ok. 1,4 mld euro. 

Rząd nie potrafi oszacować przyszłych zwyżek cenowych

A jak przygotowywania do cenowych zwyżek w przyszłym roku mają się w Polsce? Na razie jest to jeden z najmniej wygodnych tematów dla polityków. Bardzo możliwe, że bardziej kosztowne rachunki wywrócą do góry nogami polityczne plany. Wśród możliwych scenariuszów wskazywano wszak też ten o przedterminowych wyborach parlamentarnych. Trudno jednak sobie wyobrazić, żeby tak bardzo pragmatyczna partia, jaką jest PiS, zaryzykował zderzenie przy urnach wyborców z drastycznymi podwyżkami. 

Bizblog.pl poleca

Na razie kolejni reprezentanci rządu przyznają na głos, że w 2022 r. cena energii rzeczywiście pójdzie do góry. Do wicepremiera Sasina i ministra Kurtyki właśnie dołączył pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski. Podobnie jak koledzy z rządu na konkretne wyliczania dla rachunków za energię się nie zdecydował.

Trudno jest powiedzieć w tej chwili, jak bardzo one będą musiały wzrosnąć

– stwierdził Naimski.

Podwyżka cen energii będzie dwucyfrowa

Zdecydowanie bardziej konkretny jest Rafał Gawin, prezes URE, który w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” pozwolił sobie na chwilę szczerości. Twierdzi, że „nie będą to podwyżki odzwierciedlające poziom inflacji, ale znacznie wyższe”. 

Padają różne liczby i rzeczywiście poruszamy się raczej na poziomie dwucyfrowym niż jednocyfrowym

– mówi prezes URE.

Jak będzie faktycznie, najprędzej dowiemy się w listopadzie, kiedy spółki energetyczne przedstawia URE swoje propozycje taryf i zaczną się negocjacje. Tym razem mogą być wyjątkowo trudne, bo energetyka ma już dosyć sama dopłacać do swojego interesu i tym razem presja na podwyżki będzie nie do odparcia. Na razie nie ma za to, co martwić się ewentualnym uwolnieniem cen energii dla gospodarstw domowych. Wszystko bowiem wskazuje na to, że w 2023 r. URE nadal będzie zatwierdzać konkretne taryfy.

Pomoc finansowa tylko dla najuboższych

Jest też przesądzone, że nie ma też co liczyć na szeroki system wsparcia od rządu i jakieś powszechne rekompensaty, które nieco zamortyzują zderzenie z przyszłorocznymi podwyżkami ceny energii. Michał Kurtyka, minister klimatu i środowiska, przyznaje, że jest już opracowany konkretny mechanizm pomocy i czeka na wpisanie w harmonogram prac rządu. Tyle że objąć ma on wąską grupę Polaków. Dopłaty do rachunków mają dotyczyć bowiem wyłącznie osób zagrożonych ubóstwem energetycznym, których ma być z roku na rok mniej.

Jeszcze 10 lat temu to było jakieś 10 proc., dzisiaj jest to ok. 6 proc.

– wylicza Kurtyka.

Rząd z wyższymi rachunkami za prąd pomoże wyłącznie owym 6 proc. Reszcie pozostaje tylko mocne trzymanie kciuków, żeby podwyżka wyniosła kilkanaście procent, a nie kilkadziesiąt. Bo pesymiści mówią nawet o 40 proc.

„Będziemy kierować nasze działania na odbiorcę wrażliwego, zagrożonego ubóstwem energetycznym, a więc takiego, którego udział kosztów energii w dochodzie rozporządzalnym wynosi mniej więcej 10 proc.” – zapowiada minister klimatu i środowiska.