Brytyjski koncern wygraża nam za podatek od „małpek” i straszy prawem UE. Ciekawe, bardzo ciekawe…

Podatek cukrowy, który ma wejść w życie 1 kwietnia, uderzy nie tylko w producentów słodzonych napojów, ale również tzw. „małpek”, czyli alkoholu w butelkach o małej pojemności. Brytyjski dystrybutor Żołądkowej i Lubelskiej na polskim rynku oświadczył, że monitoruje, co wydarzy się polskim Sejmie i zapowiada ewentualne kroki prawne, twierdząc, że wykorzysta regulacje europejskie.

Projekt ustawy dot. podatku od cukru został przyjęty 4 lutego i za chwilę ma trafić do Sejmu. Rząd chciałby, żeby nowa danina zaczęła obowiązywać od 1 kwietnia.

Producentom napojów słodzonych i alkoholowych nie jest do śmiechu, bo jeśli nowy podatek rzeczywiście uda uchwalić, dodatkowa opłata, jaką zostanie objęty alkohol w butelkach o małych pojemnościach wyniesie 1 zł od 100 ml 40-proc. wódki i 0,88 zł od 250 ml wina.

Bizblog.pl poleca

Stock straszy rząd Unią Europejską

Wprowadzenie nowej opłaty uderzy w producentów i dystrybutorów alkoholi, dlatego ci nie pozostają bierni i postanowili interweniować.

Monitorujemy zaproponowany ostatnio dodatkowy podatek od opakowań małoformatowych (poniżej 300 ml) alkoholu w Polsce, którego pierwsze czytanie ma niebawem odbyć się w polskim parlamencie. Na tym etapie jest za wcześnie, by dokładnie określić wpływ nowych przepisów oraz to, jaką podejmiemy odpowiedź. Rozważamy już szereg możliwych działań handlowych i operacyjnych, które moglibyśmy podjąć w celu poradzenia sobie z tą sytuacją, w tym działania na mocy prawa Unii Europejskiej

– napisał Stock Spirits Group w komunikacie.

To ewidentne grożenie Polsce palcem.

„Nie odpuścimy tego! Jeśli nas opodatkujecie, pójdziemy do sądu”

– zapowiada brytyjski koncern w wolnym tłumaczeniu.

Nic dziwnego. To klasyczny scenariusz

Kiedy rząd chciał przewalutowania kredytów we frankach szwajcarskich, banki groziły sądami. Kiedy rząd pracował nad podatkiem od sklepów wielkopowierzchniowych, tym samym wygrażały sieci handlowe. Teraz czas na branżę spirytusową, która walczy o swój rynek.

A Polska to dla Stocka rzeczywiście bardzo ważny rynek. Na koniec 2019 r. koncern ten miał aż 29,7 proc. udziału w polskim rynku wódki, mierząc wartościowo. Dla porównania rok wcześniej udział ten wynosił 27,9 proc., widać więc, że firma ma apetyt na więcej.

Tymczasem podatek cukrowy to byłoby już drugie uderzenie w branżę alkoholową. Od 1 stycznia bowiem wzrosła w Polsce akcyza, przez co półlitrowa butelka wódki podrożała o ok. 1,4 zł.

Z tytułu podwyżki akcyzy do budżetu ma wpłynąć dodatkowe 1,7 mld zł rocznie. Pieniądze z podatku cukrowego, zgodnie z przepisami, które czekają na czytanie w Sejmie, mają trafić w połowie do gmin, w połowie do NFZ – na edukację, leczenie uzależnień i opiekę psychiatryczną. Ale czy dystrybutorowi alkoholu robi różnicę, czy jego pieniądze pójdą na słuszny cel, czy na finansowanie 500+? Chyba nie.

Ciekawe, czy rząd wystraszy się gróźb brytyjskiego koncernu?

Bo wygląda na to, że pokrzykiwaniami ze strony producentów słodkich napojów trochę się przejął i zaczął wycofywać się rakiem z pierwotnych pomysłów, wprowadzając w ostatnich tygodniach chaotyczne modyfikacje w projekcie ustawy.