PKO BP robi coś, co chwilę temu nikomu nie mieściło się w głowie. Inne banki słono zapłacą za pogrywanie z klientami

Stało się. To już nie są bajki dla grzecznych dzieci, ale konkret: PKO BP do końca czerwca zaproponuje ugody wszystkim swoim frankowiczom. To oznacza, że bank weźmie na siebie ryzyko kredytowe i jeszcze będzie całował klientów po rękach. I pomyśleć, że kilka lat temu była awantura, by podzielić się kosztami przewalutowania pół na pół z kredytobiorcą. Dziś jesteśmy w innym świecie i największy polski bank nie biadoli, że prezes będzie musiał parzyć trzy herbaty z jednej torebki.

Pamiętacie, jak po drastycznym skoku kursu franka szwajcarskiego politycy wzięli się za rozbrajanie frankowej bomby? Przypomnę. W 2015 r. Platforma Obywatelska proponowała, by przewalutować kredyty po kursie z dnia zaciągnięcia, ale koszt tego ryzyka kursowego, które się wtedy zmaterializował, miały podzielić między siebie banki i kredytobiorcy po połowie. Jakiż był wtedy szok, że ktokolwiek mówi o kursie z dnia zaciągnięcia!

Projekt przygotowany przez PO miał nawet dodatkowe warunki. Z takiego superdealu mogliby skorzystać tylko ci, którzy zaciągnęli kredyt walutowy na zaspokojenie własnych potrzeb mieszkaniowych, żeby przypadkiem nieruchomościowi spekulanci nie zyskali. Po drugie kredytobiorca nie mógł być jednocześnie właścicielem drugiego mieszkania lub domu. A po trzecie powierzchnia kredytowanego mieszkania nie mogła być większa niż 75 mkw., a domu – 100 mkw.

Dla lewicy to było mało i SLD zgłosiło do projektu poprawkę, by bank z kredytobiorcą podzielił się kosztami nie 50 do 50, ale 90 do 10. Koszt takiego rozwiązania? 30 mld zł dla całego sektora bankowego. 

Bizblog.pl poleca

Ojojoj! Za dużo! Banki upadną! No i projekt przepadł. Podobnie jak wszystkie inne pomysły systemowego rozwiązania problemu.

Banki są dzisiaj biedniejsze, ale nie mają wyjścia

Dziś jesteśmy w innym świecie. PKO BP jako pierwszy bank, a ostatecznie być może jedyny z tych, które mają największe portfele frankowe, zdecydował się na zawieranie masowych ugód na modłę KNF. A propozycja KNF polega na tym, że to bank weźmie na siebie 100 proc. wzrostu kursu franka i to bez żadnych dodatkowych warunków. Jeszcze kilka lat temu bankowcy taki pomysł natychmiast by wyśmiali. Dziś nie ma jojczenia.

Już od kilku tygodni niby wiadomo, że to się wydarzy, bo decyzję tę podjęło 23 kwietnia Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy PKO BP, a bank zabezpieczył na ten cel 6,7 mld zł. Ale właściwie nie wiadomo było kiedy. Ostatecznie przecież cały proces mógł potrwać nawet wiele miesięcy albo i kilka lat. Dziś już wiadomo, że wszyscy frankowicze z PKO BP dostaną propozycje ugód do końca czerwca, a więc już za kilka tygodni.

I dopiero teraz kredytobiorcy czują, że to się naprawdę dzieje.

A dzieje się wcale nie dlatego, że banki są dziś bogatsze niż sześć lat temu. W 2015 r. zysk sektora bankowego wyniósł 13,1 mld zł. W 2020 r. „tylko” 7,77 mld zł.

Sam PKO BP też nie zarabia dziś więcej. W 2020 r. Grupa PKO BP wypracowała 2,65 mld zł zysku netto, w 2015 r. 2,61 mld zł. A mimo to zmieniło się wszystko. Powód? Oczywiście rosnąca skala pozwów sądowych, która sprawiła, że nagle przynajmniej część bankowców przestała udawać, że nie stać ich na rozwiązanie problemu.

Sąd Najwyższy pogrąży banki na amen?

Napisałam, że skończyło się jojczenie, ale ono skończyło się tylko w niektórych bankach. Część nadal opowiada, że jak pójdą na ugody, a według KNF takie rozwiązanie kosztowałoby cały sektor bankowy 34,5 mld zł, to banki upadną i świat się skończy. Ale prawda jest taka, że świat skończy się dla nielicznych banków.

A reszta? Reszta jojczy dla zasady, robi PR, lobbuje, żeby na przykład Sąd Najwyższy przejął się tym jojczeniem. Ostatnio jojczą na okładce „Pulsu Biznesu”, który straszy tytułem: „Zatoną banki, zatonie kraj”. 

Najlepszą pointą jest komentarz dziennikarza Patryka Słowika:

Sytuacja jest dramatyczna, bankierzy zaczynają robić po trzy herbaty z jednej torebki

Brutalny to świat, w którym trzeba tak oszczędzać, zarabiając rocznie 7,7 mld zł. Ale jojczyć trzeba póki czas, bo po posiedzeniu Sądu Najwyższego 11 maja zabawa się skończy i trzeba będzie pomyśleć, jak uciec sprzed stratami wyższymi niż ugody. Chyba że SN stanie po stronie banków – wtedy frankowiczów można będzie dalej ignorować, ale za to trzeba będzie zająć się tym, jak gonić PKO BP, który uwolniony od frankowego ciężaru zacznie uciekać innym bankom.