Niemcy grają w dwa ognie. Forsują Zielony Ład, a są największym sponsorem paliw kopalnych

Hipokryzja jest wtedy, jak ktoś mówi jedno, a robi drugie. Czy takim terminem można okrasić tych, którzy nawołują do transformacji energetycznej i szykują Europie Nowy Zielony Ład, a jednocześnie na rodzimym podwórku cały czas łożą górę pieniędzy na wsparcie paliw kopalnych?

Rozpoczynają się negocjacje dotyczące unijnego budżetu na lata 2021-2027. Tym razem najbardziej kuszący tort, wart nawet 750 mld euro, dotyczy transformacji energetycznej. Pakiet Przyszłe Pokolenie UE ma wzmacniać technologie cyfrowe oraz transformację gospodarki w zgodzie z celem neutralności klimatycznej UE.

Bizblog.pl poleca

Główny ton rozmowom nadawać będą Niemcy, które od 1 lipca przewodzą w Radzie UE. Według obserwatorów to bardzo dobrze się składa, nasi zachodni sąsiedzi bowiem wyrastają na klimatycznych prymusów w Europie, wskazując jednoznacznie, że pandemia COVID-19 nic w tym zakresie nie zmieniła. Jak już to jedynie przyspieszyła niektóre zmiany. 

Pod koniec czerwca najważniejsze instytucje naukowe w Niemczech – w tym Niemiecka Narodowa Akademia Nauk Leopoldina, Narodowa Akademia Nauk i Inżynierii (Acatech) oraz Związek Niemieckich Akademii Nauk Humanistycznych – przedstawiły swoje zalecenia dotyczące drogi do neutralności klimatycznej na Starym Kontynencie. Nawołują m.in. do rozszerzenia i jeszcze większej roli unijnego systemu handlu emisjami (EU ETS). Jednocześnie naukowcy przekazali rządowi Angeli Merkel zalecenia „dotyczące nadania pożądanej europejskiej transformacji energetycznej takiego tempa, jakiego potrzebuje”. 

Z jednej strony Zielony Ład, a z drugiej paliwa kopalne

Dobrze, że Europa ma Niemcy, bo wychodzi na to, że tak jak oni, to nikt nie przypilnuje walki ze zmianami klimatycznymi – można byłoby tak przez chwilę pomyśleć, patrząc na zaangażowanie Niemców w klimatyczny bój. Wszak szefowa Komisji Europejskiej, kiedyś koleżanka partyjna i podwładna w rządzie kanclerz Merkel, Ursula von der Leyen na każdym kroku akcentuje rolę Zielonego Ładu, który Unie Europejską ma za rączkę poprowadzić do neutralności klimatycznej w 2050 r. 

Tylko, jak się temu niemieckiemu zaangażowaniu w ratowanie klimatu przyjrzymy bliżej, to już tak wesoło i kolorowo nie jest. Raport Investigate Europe uderza w hipokryzje i mocno zawstydza największe europejskie kraje. Wychodzi bowiem na to, że państwa członkowskie co roku jednocześnie dotują paliwa kopalne kwotą 137 mld euro rocznie, czyli ponad pół biliona złotych.

Największym sponsorem tych surowców, z którymi Bruksela pod niemieckim przewodnictwem tak zażarcie walczy, są właśnie nasi zachodni sąsiedzi. Niemcy każdego roku na wsparcie energochłonnego przemysłu, pojazdów napędzanych silnikami spalinowymi, węgla, lotnictwa, żeglugi, krajowego wykorzystania paliw oraz benzyny i oleju napędowego przeznaczają aż ok. 37,5 mld. Wielka Brytania wydaje an ten cel 19 mld euro, Włochy 18,3 mld euro, a Francja 17,5 mld euro. 

Podczas gdy Europa próbuje osiągnąć transformację energetyczną, wydając setki miliardów euro na ambitny Zielony Ład, wszystkie europejskie państwa członkowskie z regulacjami podatkowymi i ulgami podatkowymi utrzymują również swój sektor paliw kopalnych

– czytamy w raporcie Investigate Europe

Sprawiedliwa transformacja energetyczna to kiepski żart

Jak okiem sięgnąć europejscy politycy niczym mantrę od wielu miesięcy powtarzają, że transformacja energetyczna – polegająca na pożegnaniu się z paliwami kopalnymi – żeby była skuteczna, musi być w pierwszej kolejności sprawiedliwa. Na to szczególnie naciskają polscy politycy, słusznie wskazując, że drugiego tak uzależnionego kraju od węgla, jak Polska na próżno w Unii szukać. I niby podziałało, bo w ramach budżetu UE na lata 2021-2027 z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji przewidziano wypłatę ok. 7,5 mld euro. Do nas mają z tego trafić 2 mld euro.

I super tylko, że te kwoty mają się jak pięść do nosa, patrząc na dane raportu wskazujące stałe zaangażowanie finansowe w paliwa kopalne. Przecież Investigate Europe wylicza, że Niemcy wydają znacznie większe kwoty na subsydiowanie energochłonnego przemysłu (5,4 mld euro), czy 12,5 mld euro na wsparcie sektora lotniczego. Te kwoty znacznie przekraczają wartość kawałka transformacyjnego tortu, który ma trafić nad Wisłę. Trudno naprawdę dziwić się temu, że autorzy raportu działania wielu europejskich przywódców, w dobie kreślenia Zielonego Ładu, nazywają „wzorcem klimatycznej hipokryzji”.

Polska w ogonie już na samym starcie

Jeszcze w 2018 r. podium największych trucicieli UE, czyli krajów, które najwięcej emitują CO2, wyglądało następująco: na pierwszym miejscu Niemcy, srebro przypadło wtedy w udziale Wielkiej Brytanii a brąz Polsce. Dzisiaj, przeliczając całą emisję gazów cieplarnianych na jednego mieszkańca, prym wiedzie Luksemburg (20 t na mieszkańca), który wyprzedza Estonię (16 t) oraz Irlandię (13,3 t). W Polsce ów wskaźnik wyniósł 8,6 t, przy średniej unijne 7 t. Patrząc na Niemców, ci są ciągle z przodu: spalają dwa razy więcej węgla od nas i emitują dwa razy więcej gazów. 

Warto zauważyć, że ten sam raport Investigate Europe wylicza polskie zaangażowanie w paliwa kopalne raptem na poziomie 6,1 mld euro rocznie, czyli jakieś sześć razy mniej z okładem od Niemców i trzy raz mniej niż Włosi, czy Francuzi. Tymczasem przedstawiciele niemieckiego think-tanku Agora Energiewende krytykują europejskie władze za wpisanie do unijnego budżetu kwoty 80 mld euro na ograniczenia emisji CO2. Ich zdaniem to ledwo 3 proc. wymaganej sumy. Chcąc wypełnić wymagania w tym zakresie do 2027 r., trzeba wydać na to co najmniej 2,4 bln euro. Z tego zaś wynika, że zdaniem Agora Energiewende nawet poświęcenie całego budżetu UE mogłoby okazać się niewystarczające. 

Biorąc pod uwagę te wszystkie dane, trudno jednak nie mieć wrażenia, że Nowy Zielony Ład dla UE to taka partia szachów najważniejszych krajów. Tutaj liczy się zawsze żywa gotówka, a nie tylko klimatyczne deklaracje. Emisja gazów cieplarnianych stała się zaś medialnym batem na niepokornych, a za chwilę – przy podkręceniu unijnego systemu handlu – także gospodarczym. Pozostali mają słuchać i się dostosowywać tak jak Polska. Chociaż naszego kraju na próżno szukać i wśród największych europejskich trucicieli i między tych, którzy miliardami euro ciągle wspierają u siebie przemysł energochłonny, a innych w tym zakresie chętnie wytykają palcami.