Jeśli nie Delta, to strajk nauczycieli. Nowy rok szkolny może nas zaskoczyć nauczaniem zdalnym

Koniec roku szkolnego mija w najlepszych od miesięcy humorach. Nauka zdalna wydaje się tylko przykrym wspomnieniem, a w wakacje pewnie tyle młodzieży się zaszczepi, że już w ogóle zapomnimy o jakiejś tam pandemii. No, chyba że wszystkim bardzo te wyśmienite nastroje popsuje najbardziej zaraźliwy do tej pory wariant koronawirusa – Delta. A jak nie to psikusa jeszcze mogą zrobić sami nauczyciele.

Jeszcze kilka dni temu minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek przekonywał, że „nic nie wskazuje na to, żebyśmy byli zaskoczeniu wariantem Delta”. Tym samym nowy rok szkolny ma ruszyć w tradycyjnym modelu. Dodatkową barierą mają być szczepionki dla młodych od 12. roku życia. Potem, w pierwszych tygodniach września, uczniowie mają jeszcze dodatkowo wypełniać kwestionariusze medyczne i to tyle. Szast-prast i po koronawirusie. Tyle że rzeczywistość w Polsce bardzo szybko może popsuć ten idealny plan.

Bizblog.pl poleca

Czemu? Bo brytyjscy naukowcy dowodzą, że wariant Delta miał 5-krotny wyższy odsetek pozytywnych testów na COVID-19 wśród dzieci w wieku 5-12 lat, a także w grupie wiekowej 18-24 lat. Tymczasem akcja szczepień w naszym kraju, po imponującym początku, teraz bardzo kuleje. Dość powiedzieć, że pierwszą dawkę szczepionki dostało zaledwie ok. 52 proc. ludzi, a dwie dawki zaaplikowano tylko 36 proc. Polaków. Tymczasem o ile pierwotna wersja COVID-19 zarażała ok. 2,5 osoby, brytyjska mutacja już 5, to w przypadku Delty współczynnik reproduktywności wynosi nawet 8 (jeden zarażony może w krótkim czasie zakazić tyle osób).

Nauka zdalna wróci do szkół przez wariant Delta?

Indyjska mutacja Delta na razie ledwo co jest obecna w Polsce. Do tej pory stwierdza raptem ok. 90 przypadków. Ale ta sytuacja może bardzo szybko się zmienić. Bo Delta jest zdecydowanie najbardziej zaraźliwa z wszystkich poznanych na razie mutacji COVID-19. I prawdopodobieństwo, że u nas też Delta będzie liderem, jeżeli chodzi o nowe zakażania – jest spore. Eksperci wskazują chociażby na obecną sytuację epidemiologiczną w Sankt Petersburgu, gdzie właśnie przez Deltę znowu brakuje łóżek w szpitalach. To właśnie tam ma być rozegrany mecz o polskie być albo nie być dalej na piłkarskich Mistrzostwach Europy ze Szwedami, czemu ma się przyglądać na tamtejszym stadionie nawet 6 tys. Polaków. 

Dlatego eksperci przekonują, że czwarta fala pandemii w Polsce będzie falą Delty. A wszystko może się zacząć w te wakacje i tym samym bardzo skomplikować start nowego roku szkolnego. Jak się okazuje Ministerstwo Edukacji i Nauki zdaje sobie z tego sprawę i opracowuje różne scenariusze, także takie, w których od września znowu witamy naukę zdalną, czy hybrydową, a ta stacjonarna ponownie zawiśnie na kołku. 

Będziemy proponować rozpoczęcie roku w trybie hybrydowym, aby całkowicie nie przechodzić do nauki stacjonarnej. Ale na razie takiego zagrożenia nie ma

– przyznaje minister Czarnek w rozmowie z Dziennikiem Gazetą Prawną.

Stacjonarne lekcje może jeszcze popsuć strajk nauczycieli

Wariant Delta dotarł już nie tylko do Wielkiej Brytanii. Coraz więcej przypadków z tą mutacją koronawirusa odnotowuje się też m.in. w Danii, Portugalii, czy Rosji. Nie inaczej jest także w Stanach Zjednoczonych. Wprowadzanie obostrzeń przez kolejne kraje jest więc tylko kwestią czasu. Ale nawet jak Polska sobie z tym nowym zagrożeniem bardzo dobrze poradzi i w efekcie uda się uratować stacjonarny start nowego roku szkolnego, to jest jeszcze jedno zagrożenie, że nauka zdalna przynajmniej na jakiś czas jednak wróci do łask.

Tym razem nie przez zagrożenie epidemiologiczne a możliwy strajk nauczycieli, którzy nijak od tygodni nie potrafią dogadać się z resortem edukacji i nauki. Najnowszą kością niezgody są ministerialne propozycje dotyczące nowelizacji prawa oświatowego, która zdecydowanie poszerza kompetencje kuratorów oświaty – jako przedstawicieli administracji rządowej. To oni mieliby decydować, co w szkole może się wydarzyć, a co nie. Do kuratorów należałoby decydujące zdanie w przypadku wyboru dyrektora szkoły. Tych niepokornych zaś mogliby wyrzucać z pracy, nawet bez wypowiedzenia. Zdaniem Sławomira Broniarza, prezesa Związku Nauczycielstwa Polskiego, w ten sposób nauczyciele staną się „uczestnikami prewencyjnej cenzury”. 

Szef ZNP uważa, że minister Czarnek ma być gwarantem wprowadzania do edukacji pomysłów PiS. Obecny szef resortu „nie jest ministrem, na którego edukacja czekała”. Dlatego, jak czytamy w stanowisku ZNP: „Związek Nauczycielstwa Polskiego domaga się rezygnacji z wprowadzenia zmian ustawowych w kształcie projektowanym przez Ministerstwo Edukacji i Nauki”. Jeżeli nie będzie po stronie ministerstwa żadnego odzewu, nauczyciele nie wykluczają zorganizowania akcji protestacyjnej, włącznie ze strajkiem.