Najpierw zbankrutują banki, a potem cała Polska. Wystarczy, że sądy przyznają rację frankowiczom

Pamiętacie słynne słowa z kryzysu finansowego sprzed ponad dekady o bankach za dużych żeby upaść? Właśnie wracają. Niektórzy obawiają się, że Sąd Najwyższy stanie po stronie kredytobiorców i już drżą. Efekt? Polska Rada Biznesu straszy czarnym scenariuszem, według którego korzystne dla kredytobiorców orzeczenie SN będzie kosztowało banki nie 30-40 mld zł, jak obecnie się szacuje, ale 250-500 mld zł, co może doprowadzić kraj do bankructwa. PRB jasno mówi: nieważne, czy frankowicze mają rację, ważniejszy jest interes banków.

25 marca Sąd Najwyższy ma wydać orzeczenie dotyczące frankowiczów. Pełen skład SN odpowie na sześć pytań kluczowych dla dalszego orzecznictwa w sprawach kredytów walutowych.

  1. Czy w razie, gdy sposób określenia kursu waluty obcej zostanie uznany za niedozwolony zapis w umowie można go zastąpić innym sposobem określania kursu (np. średnim kursem NBP)?
  2. Jeśli nie, czy w takim razie umowa kredytu indeksowanego do waluty obcej pozostaje ważna w zakresie pozostałych zapisów?
  3. Czy w takim wypadku umowa kredytu denominowanego w walucie obcej pozostaje ważna w zakresie pozostałych zapisów?
  4. A jeśli umowa jest nieważna lub bezskuteczna, czy powstają odrębne roszczenia z tytułu nienależnego świadczenia na rzecz każdej ze stron (bank oddaje klientowi zapłacone już raty, a klient pożyczony kapitał), czy też powstaje jedno roszczenie – ten, kto ostatecznie jest winny pieniądze drugiej stronie po rozliczeniu środków oddaje pieniądze.
  5. Jeśli umowa jest nieważna lub bezskuteczna z powodu niedozwolonego charakteru niektórych jej postanowień, czy bieg przedawnienia roszczenia banku o zwrot kwot wypłaconych z tytułu kredytu rozpoczyna się od chwili ich wypłaty?
  6. Czy banki mogą żądać wynagrodzenia z tytułu korzystania z ich pieniędzy przez kredytobiorców?

Bizblog.pl poleca

Banki drżą w obawie, co odpowie Sąd Najwyższe. I mam przeczucie, że postanowiły trochę postraszyć SN, żeby nie zaszalał zanadto i nie patrzył tylko na literę prawa, ale i na konsekwencje, które wywoła jego orzeczenie dla sektora i gospodarki.

Jak czarna wołga

Tym razem bankowcy nie mówią o tym sami, te przestrogi formułuje za to na łamach „Rzeczpospolitej” dr Hubert A. Janiszewski, ekonomista, członek Polskiej Rady Biznesu i rad nadzorczych spółek notowanych na GPW – tak mówi notka w gazecie.

Jakoś dziwnie czuje w kościach, że nie wpadł na to sam, ale został zainspirowany przez przedstawicieli sektora bankowego. Bo jak się okazuje, a czego już notka nie mówi, jest z nim blisko związany: zasiadał w zarządzie i radzie nadzorczej Deutsche Bank Polska SA, zarządach Bankers Trust Company w Londynie i HSBC Investement Banking.

Mogę się oczywiście mylić. Ale czarny scenariusz, który kreśli dr Janiszewski jest tak absurdalny jak opowieść o tym, że czarna wołga porywa dzieci. Oczywiście nie wiadomo czy rzeczywiście porywa, ale lepiej uważać i nie wypuszczać milusińskich bez opieki.

Ekonomista porażony, bo SN kieruje się prawem

Obecnie szacuje się, że ugody według propozycji KNF, nad którymi obecnie pracują banki będą je kosztowały 30-40 mld zł. To dużo, bardzo dużo. Ale jeśli banki zawaliły i przez lata osiągały zyski z nielegalnie zawartych umów, być może w końcu będą musiały za to zapłacić. Dr Janiszewski ostrzega, że najważniejsze jest to, że jeśli niektóre z nich mogą przez to upaść, a wtedy stracimy wszyscy, bo odbije się to na sektorze publicznym, który będzie musiał dokładać z własnej kieszeni, by wypłacać ludziom gwarantowane depozyty. 

Ale wracając do pytań skierowanych do SN. Zdaniem dr Janiszewskiego to propozycja KNF pchnęła Sąd Najwyższy do zajęcia się w końcu frankowiczami. A skutki tego mogą być dramatyczne. W dodatku ekonomista jest „porażony” tym, że rzecznik SN zadeklarował, że „Sąd Najwyższy podejmuje decyzje, kierując się kryteriami prawnymi, nie zaś ekonomicznymi, lub względami takich lub innych polityk gospodarczych”. Ja za to jestem porażona, że pan doktor jest porażony.

Wracając do jego czarnych wizji. Korzystna dla kredytobiorców odpowiedź na pytanie nr 1 to zdaniem ekonomisty koszt dla banków rzędu 10-12 mld zł. „Tak” w drugim i trzecim pytaniu to koszt kolejnych 40-60 mld zł. Odpowiedź na pytanie czwarte nie została przeliczona na pieniądze, natomiast pytanie nr 5 może obciążyć system bankowy na 120, a może nawet 250 mld zł. Pytanie nr 6 również pozostaje bez konkretnych wyliczeń, jedynie z konkluzją, że może bankowcom zaszkodzić jeszcze bardziej.

Suma tych kosztów, wcale nie hipotetycznych, jak uważa ekonomista, może doprowadzić do bankructwa cały system bankowy, którego kapitały własne sięgają 250-260 mld zł.

A jak padnie cały sektor bankowy, trzeba będzie wypłacać ludziom gwarantowane depozyty. To jakieś 300-400 mld zł.

Całkowity koszt „operacji frankowej” może więc przekroczyć 500 mld zł, co praktycznie oznacza bankructwo kraju

– pisze dr Janiszewski.

No i jeszcze jedno: wiele z banków, które zostałyby zagrożone bankructwem, jest notowanych na GPW, co spowodowałoby straty inwestorów, a ci, jak przekonuje doktor, mogliby pozywać wtedy Skarb Państwa.

Wniosek? Nie ma znaczenia, czy frankowicze w świetle prawa mają rację, czy nie, trzeba ratować banki.