Hirsch: Nie chcę do IKE. Zabieram swoje pieniądze do ZUS-u

Albo nowe fundusze IKE, albo ZUS – do tego sprowadzi się decyzja, którą trzeba będzie podjąć w kwestii tego, co zrobić z pieniędzmi, które dzisiaj mamy w OFE.

Fot. Lukas Plewnia/Flickr.com/CC BY-SA 2.0

Rząd już przyjął projekt ustawy likwidującej otwarte fundusze emerytalne i jeśli posłowie nie dokonają w projekcie zmian, decyzji będziemy musieli dokonać w pierwszym kwartale 2020 roku. W moim przypadku będzie to zapewne decyzja kierująca aktywa z OFE do ZUS-u. Jest kilka powodów, dla których nie przekaże środków do IKE.

Wybieram ZUS. IKE to nie emerytura

Po pierwsze zdecyduję się na ZUS dlatego, że dzięki temu będę mieć wyższą emeryturę. To chyba kluczowy argument. Kasa wyjęta z OFE i przelana do IKE zostanie tym samym wyjęta z państwowego systemu emerytalnego. Owszem, będę miał do niej prawo po osiągnięciu wieku emerytalnego, ale to nie będzie emerytura, a po prostu oszczędności. Różnica między jednym i drugim jest kolosalna. Emerytura to świadczenie, które otrzymuje się każdego miesiąca aż do śmierci. Oszczędności można wydać znacznie szybciej. Oczywiście dziś nie wiem, jakiej wysokości będzie moja emerytura i jakiej wysokości byłyby moje oszczędności w IKE, ale wiem, że systemowo dla mnie lepiej będzie, jeśli bardziej zadbam o tę część mojego dochodu, którą będę otrzymywał dożywotnio.

Bizblog.pl poleca:

W tym konkretnym przypadku bardziej zadbać oznacza nie dopuścić, aby kasa zgromadzona w OFE opuściła państwowy system emerytalny. Oczywiście te konkretne aktywa, które dziś są na moim rachunku w OFE po przelaniu do ZUS trafią do Funduszu Rezerwy Demograficznej i tyle je będę widział, ale to co się stanie z tymi aktywami jest dla mnie zupełnie nieistotne. Sednem państwowego systemu emerytalnego są bowiem zobowiązania państwa wobec mnie, a nie aktywa, którą mogą przybierać różne formy. Mogą to być akcje spółek, obligacje, lokaty bankowe przypisane w systemie do mojego nazwiska, ale mogą to być też przypisane do państwa, a nie do mnie, oczekiwane należności z tytułu przyszłych składek, które co miesiąc są i będą uiszczane przez kilkanaście milionów ludzi, uzupełniane o coroczne dotacje budżetowe. Kluczowa jest wysokość zobowiązania państwa wobec mnie, a nie to, w jaki sposób państwo to zobowiązanie sobie sfinansuje. Przelewając kasę z OFE do ZUS sprawię, że zobowiązanie emerytalne państwa wobec mnie się nie zmieni. Pewna jego część zmieni tylko tak zwany filar z drugiego na pierwszy, ale z mojego punktu widzenia będzie to tylko techniczny drobiazg. Jeśli jednak przeleję kasę z OFE do IKE, to jednocześnie pozwolę na to, aby zobowiązanie emerytalne państwa wobec mnie się zmniejszyło, co potem przełoży się po prostu na niższą emeryturę.

Likwidacja OFE. Giełda czy gospodarka?

Mógłbym oczywiście kalkulować tak: akceptuję fakt, że kasa z IKE nie będzie mi wypłacana dożywotnio, a państwowa emerytura będzie niższa, ponieważ zakładam, że efekty inwestowania w IKE będą na tyle dobre, że zrekompensują mi te wady i w efekcie będę na starość nieco bardziej zamożny. Ale widzę dwie wady takiego myślenia. Po pierwsze generalnie zakładam, że o tym, jak bardzo będę na emeryturze bogaty w większym stopniu będzie decydować to, jakie dochody będę uzyskiwał przed emeryturą, a w mniejszym to, jakie dochody (niezależnie od źródła) będę miał już na emeryturze. Mówiąc inaczej: oczekuje, że te emerytury tak czy inaczej będą niestety małe. I raczej nie mieści mi się w głowie, żeby zarządzający w IKE osiągali tak wysokie stopy zwrotu, żeby tę sytuację jakościowo zmienić. Po drugie, żeby w ogóle brać pod uwagę taką możliwość musiałbym wierzyć w to, że te stopy zwrotu w IKE będą wyższe niż stopy corocznej waloryzacji państwowych zobowiązań emerytalnych wobec mnie, na moim koncie w ZUS (uzależnione od tego jak rośnie wartość składek wpłacanych do ZUS, co z kolei zależy od tego ilu ludzi w Polsce pracuje i jak szybko rosną ich wynagrodzenia). W ostatnich latach OFE raczej z ZUS-em w tej rywalizacji przegrywało.

W dłuższym terminie jest to zakład o to, co będzie rosło szybciej: polska giełda, czy płace i zatrudnienie w polskiej gospodarce. Efekty inwestowania w IKE będą zależeć od tego pierwszego, a waloryzacje w ZUS od tego drugiego. Osobiście zgadzam się z tymi, którzy uważają, że nasza giełda to rynek dość bananowy, który najlepsze lata ma za sobą i który w ostatnich latach raczej się zwija niż rozwija. Nie widzę też na horyzoncie żadnych argumentów, które miałyby tę sytuację zmienić i wywołać w Polsce hossę. Moim zdaniem w scenariuszu dalszej globalizacji cała Europa będzie przegrywać konkurencję o kapitał z Azją i Ameryką, a w scenariuszu końca globalizacji… też będzie ją przegrywać, wpadając w kryzys głębszy niż Azja i Ameryka ( z powodu gorszej demografii i braku sprawnego systemu zarządzania w strefie euro). Nie widzę też siły politycznej, która byłaby w stanie po wygranych wyborach wyciągnąć z szafy zapomniane idee prywatyzacji i przywrócić giełdzie blask za pomocą dużych i przyciągających kapitał ofert publicznych. Nie liczę więc na żadne ożywienia na polskim rynku kapitałowym. Ale jednocześnie nie musi to wcale oznaczać, że polska gospodarka jako całość nie będzie dalej ładnie rosła. Znaczenie giełdy w Polsce jest dziś na tyle marginalne, że jej kłopoty nie powinny być dla gospodarki jako całości żadnym hamulcem.

Obstawiam więc, że także w kolejnych latach, podobnie jak w kilku ostatnich waloryzacje w ZUS będą wyglądać lepiej niż stopy zwrotu w IKE.

ZUS czy IKE? Trzy różne ryzyka

Istnieje oczywiście bardzo poważna kwestia wiarygodności ZUS. Ryzyka, które się z tym wiążą można podzielić na dwa rodzaje. Po pierwsze ryzyko systemowe, czyli argument „ZUS zbankrutuje”, po drugie ryzyko polityczne: „ przecież politycy w każdej chwili mogą wszystko zmienić i wszystko zabrać”.

Moim zdaniem obydwa te ryzyka są znikome. ZUS nie może zbankrutować jak zwykła firma, bo nie jest zwykłą firmą, a instytucją państwową. Może zbankrutować tylko wtedy, kiedy zbankrutuje cała Polska jako państwo. Uważam, że wykluczając sytuacje typu wojna, wybuch atomowy, jakiś totalny kataklizm globalny, jest to skrajnie mało prawdopodobne. Z kolei w sytuacjach wspomnianych przed chwilą istnieje spora szansa, że wszyscy będziemy martwi, więc nie będziemy już się przejmować upadającym systemem emerytalnym.

Bizblog.pl poleca tego autora:

Ryzyko drugie, polityczne, też jest mało prawdopodobne i będzie coraz mniej prawdopodobne im bardziej starzeć się będzie polskie społeczeństwo. Już teraz jakiekolwiek ruchy, co do których istnieje cień szansy, że zostaną odebrane jako szkodzące emerytom, są politycznie wykluczone. Po tym, jak PO przegrała wybory po podniesieniu wieku emerytalnego i zmianach w OFE z 2014, uważam, że każda siła polityczna będzie unikać wszelkich kontrowersji związanych z wysokością emerytur. A zmiany obniżające ich poziom będą politycznym samobójstwem. Dlatego nikt nigdy tego nie przegłosuje. Swoją drogą argument „politycy mogą wszystko zabrać” dotyczy też IKE i chyba nawet względem IKE jest poważniejszy, bo tam będą namacalne aktywa, a w ZUS jak wiadomo aktywów nie ma. Zdaniem wielu to wada, ale moim zdaniem to ogromna zaleta tej instytucji – skoro nic tam nie ma, to niczego nie można stamtąd zabrać 😉.

Zdecydowanie bardziej realne jest za to dla mnie ryzyko rynkowe, którym obarczone będą moje oszczędności w IKE. I to jest w moich oczach kolejny istotny argument, żeby wybrać ZUS.

Wybieram ZUS i nie zapłacę teraz podatku

Za ZUS-em przemawiają też kwestie podatkowe. Przy przelewie kasy do IKE rząd pobierze od nas 15 procent, ale potem nasz dostęp do oszczędności będzie już nieopodatkowany. Z kolei w przypadku ZUS-u teraz niczego nam nie zabiorą, ale potem od wypłat emerytur będzie pobierany podatek dochodowy. W pierwszym wariancie mamy sytuację faktu dokonanego, nieodwracalną. W drugim wariancie istnieje możliwość całej masy zmian, które mogą nastąpić w prawie, zanim dożyjemy emerytury. W sytuacji skrajnej politycy mogą podatki od emerytury obniżyć, albo w ogóle zlikwidować (jeszcze raz przypomnę: za 20, czy 30 lat udział emerytów w elektoracie będzie wyraźnie większy niż dzisiaj, więc bardziej niż teraz będzie się politycznie opłacać robić wobec nich tego typu ukłony). Poza tym nawet jeśli nic się nie zmieni, to zawsze lepiej płacić podatki później niż teraz.

Dlatego pewnie wybiorę ZUS. Przewagę IKE w postaci możliwości dziedziczenia środków (w ZUS nie ma dziedziczenia) doceniam, ale to jednak nie przekonuje mnie do końca.

Jednocześnie uważam, i jestem tego absolutnie pewien, że warto samodzielnie oszczędzać na emeryturę. Warto wykorzystywać każdą możliwość i nie ustawać w próbach podniesienia sobie poziomu zamożności w okresie, kiedy nie będziemy już pracować. Zwłaszcza jeśli dziś ktoś zarabia na tyle dużo, że jest w stanie co miesiąc odkładać część swojego wynagrodzenia i nie wiąże się to ani z wyrzeczeniami ani z pogorszeniem obecnego statusu materialnego. Na pewno warto się starać to robić. Tyle że moim zdaniem nie ma sensu tego robić za pomocą kasy, która już i tak jest przeznaczona na emeryturę w ramach OFE, czyli w części państwowego systemu emerytalnego. W takiej sytuacji zmniejszenie oficjalnej emerytury będzie dla nas pewnikiem, a jednoczesne zwiększenie dochodu z prywatnych oszczędności tylko ewentualnością obarczoną ryzykiem.

Rafał Hirsch – dziennikarz ekonomiczny, nagradzany między innymi przez NBP (Najlepszy dziennikarz ekonomiczny 2008) i Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych (Heros Rynku Kapitałowego 2012). Współtwórca m.in. TVN CNBC i next.gazeta.pl. Obecnie współpracownik „Dziennika Gazety Prawnej” i Tok FM.