Kryzys zrobi nam z tyłków jesień średniowiecza

Od kilku lat trwa w Polsce karnawał, taki prawdziwy jak z Huizngi. Polacy jako nowe wcielenie homo ludens, wydają kasę na lewo i prawo, korzystają z życia i mają w nosie to, co nieuchronne. Trwa melanż otumanionego rzekomym dobrobytem społeczeństwa, który aż się prosi, by go uwiecznić w nowym „Weselu” albo innym „Tangu”.

Fot. Neil Cummings/Flickr.com/CC BY-SA 2.0

Brukseli nie w smak, że obecny rząd zafundował Polakom szybszą emeryturę i rozdaje im co miesiąc 500 zł. Wytknęła w środę ekipie Morawieckiego, że zamiast wypychać ludzi z rynku pracy, powinien zrobić wszystko, żeby ich na nim zatrzymać. Wgłębiając się w te zalecenia, odniosłem wrażenie, że w opinii Brukseli polski rząd robi wszystko na opak.

Zamiast zwiększyć zatrudnienie przez poprawę dostępu do opieki nad dziećmi, zafundował nam 500+, które zachęca kobiety do odchodzenia z pracy. Powinien przekonać Polaków do pracowania dłużej, a tymczasem obniżył wiek emerytalny przez co grożą nam głodowe emerytury i to, że kobiety na starość dostaną o wiele mniej niż mężczyźni.

W opinii Brukseli rząd powinien skupić się na promowaniu trwałych form zatrudnienia, wspierać wysokiej jakości edukację i rozwijać u pracowników umiejętności potrzebne na rynku pracy. KE zarekomendowała też Polsce, by postawiła na innowacyjność, wsparła instytucje badawcze oraz współpracę naukowców z przedsiębiorstwami, a także zwiększyła efektywność wydatków publicznych.

Zwłaszcza ta ostatnia rekomendacja mnie rozśmieszyła.

Obyśmy tylko na koniec lata nie zdechli z głodu.

W Polsce nikt, no dobrze prawie nikt, się nie zastanawia, skąd płynie kasa na 500+, trzynastki dla seniorów i inne atrakcje. Ważne, że rząd skądś ma i daje. I zamiast jak mróweczki odkładać zapasy na zimę, bo teraz nam się wiedzie, jest fajnie i bezpiecznie, to w chocholim tańcu pląsamy jak te głupiutkie pasikoniki.

Że coś wcześniej czy później tąpnie, jest pewne jak to, że dwa i dwa to cztery. Trafi się nam jakiś dołek, a im mniej będziemy przygotowani na spotkanie z nim, tym skutki tego tête-à-tête będą bardziej opłakane. Wcięci po wypłacie 500+ nawet nie się połapiemy, jak wylądujemy w szpitalu.

W jaki sposób?

Niedawno zadłużenie Polski przekroczyło niedawno bilion złotych. Od 2016 do końca 2018 roku wzrosło o 110 mld zł, średnio 3 mld zł na miesiąc – wylicza prof. Dariusz Filar w rozmowie z Business Insider.

Choć dług w stosunku do PKB spada, to gdy – nie daj Bóg – gospodarka wpadnie dołek, to co wtedy?

To jasne. Trzeba będzie zrezygnować z 500+, trzynastek dla emerytów i wielu innych bonusów. A jeśli byłoby naprawdę źle, to zrobić to, co Kraje Bałtyckie w kryzysie 2008-2009, czyli ciąć wszędzie, gdzie się da, z obniżaniem emerytur włącznie. Wyobrażacie sobie, co by było, gdyby ten rząd zaliczył dołek i musiał zapłacić za swoje nieodpowiedzialne zabawy w redystrybucję?

Chyba bym tego nawet nie chciał. Dobrze pamiętam, co Jarosław Kaczyński proponował w 2009 roku, gdy kryzys zaczął zatapiać Europę. Podczas gdy wiele krajów zmagało się z kryzysem zadłużenia, posłowie opozycyjnej wówczas partii zaproponowali zwiększenie zadłużenia… Gdyby Kaczyński był u władzy, doprowadziłby do tragedii, jak w Hiszpanii albo Grecji.

Członków Prawa i Sprawiedliwości może tłumaczyć, że nie mieli pojęcia, jak poważna jest sytuacja. Mimo wszystko teraz powinni być mądrzejsi. Ale nie są. Gdy patrzę na ten nieustający piknik, jaki nam zgotowali rządzący, to przecieram oczy ze zdumienia, bo nie mogę uwierzyć, że nie wyciągnęli żadnej nauki z tego, co wydarzyło się 11 lat temu.

Naprawdę nikt się nie zastanawia, co może się wydarzyć jutro?