Miliony Polaków uciekną z banków z powodu kar? Bzdura! Biedni zacisną zęby i będą płacić

Polacy wygrażają bankom: jeśli każecie nam płacić za trzymanie u was pieniędzy, zabierzemy od was nasze oszczędności. Ale to czcze gadanie, bo banki od dawna podnoszą nam opłaty za bankowanie i jakoś odpływu środków nie widać. Na co czekają Polacy? Aż bank sam powie im wprost: uciekajcie, bo od jutra będziemy was łupić?

Odkąd kilka tygodni temu pojawiły się plotki, że jeden z banków poważnie rozważa wprowadzenie ujemnego oprocentowania dla depozytów klientów indywidualnych, Twitter i fora internetowe puchną od komentarzy ludzi, którzy wygrażają, że nie dadzą się tak okradać i jak tylko jakiś bank odważy się na taki krok, zabiorą pieniądze i będą je trzymać w szafie między ręcznikami a kompletem pościeli z kory.

Ale ujemne oprocentowanie depozytów może przyjąć też inną formę: dodatkowych opłat za trzymanie pieniędzy w banku, niekoniecznie naliczanych procentowo.

Nie szkodzi, nie damy się!

– czytam.

I to, i to kara za to, że oddaję bankowi swoje pieniądze.

Ale ani Twitter ani komentarze pod artykułami nie są miarodajne i ktoś w końcu postanowił zbadać, co naprawdę zrobią w takiej sytuacji Polacy. Ktoś, czyli Uce Research i Syno Poland na zlecenie money.pl.

Polacy grożą bankom, ale głównie ci zarabiający 9 tys. zł miesięcznie

Badanie pokazało, że prawie 74 proc. Polaków deklaruje, że wycofa swoje oszczędności z banku, jeśli ten zastosuje ujemne oprocentowanie. 12,7 proc. ankietowanych powiedziało, że nawet przy zastosowaniu ujemnego oprocentowania pozostawiłoby swój kapitał w banku, a 13,4 proc. badanych jest niezdecydowana.

Ciekawe, że najbardziej skłonne do wycofania pieniędzy z banku są osoby zamożne, zarabiające ponad 9 tys. zł netto. W tej grupie uciekałoby z gotówką 83,4 proc. badanych.

Natomiast w niższym progu zarobków – pomiędzy 7 a 9 tys. zł netto odsetek skłonnych wycofać pieniądze z banku spada już do 53,9 proc.

Wniosek jest oczywisty: ci, którzy zarabiają więcej, mają więcej oszczędności i w razie ujemnego oprocentowania (albo dodatkowych opłat za zbyt wysokie saldo na koncie) stracą po prostu najwięcej, dlatego najbardziej skłonni są uciekać ze swoim kapitałem. Jednocześnie mają najszersze możliwości inwestycyjne.

Jednak interesujące jest co innego. Polacy gremialnie odgrażają się, że wypną się na banki, jeśli będą musieli płacić dodatkowo za trzymanie w nich pieniędzy, tymczasem przecież już muszą płacić więcej i jakoś wcale z banków nie uciekają. W ubiegłym roku banki w Polsce na opłatach i prowizjach zarobiły przecież o 1,5 mld zł więcej niż rok wcześniej – to wzrost o 11 proc. r/r.

I co? I nic! Owszem, masowo likwidujemy lokaty bankowe, bo już nic na nich nie zarabiamy, ale to wcale nie oznacza, że przy likwidacji lokaty przychodzimy do placówki bankowej w walizką i zabieramy nasze oszczędności do domu. Przeciwnie, zostawiamy nasze pieniądze na zwykłych kontach. Bardzo wyraźnie pokazują to dane.

Z lokat wyparowało 100 mld zł, ale na ROR-ach przybyło 187 mld zł

Z jednej strony przeciętne oprocentowanie lokat terminowych w lutym wyniosło 0,26 proc. w skali roku, jak pokazują dane NBP. A to i tak średnia zawyżona przez depozyty krótkoterminowe, bo na trzymiesięcznych zarobić można było „aż” 0,32 proc., a na rocznych tylko 0,14 proc. Jeszcze nigdy w historii polskiej bankowości oprocentowani lokat nie było tak niskie.

Efekt? 

W ciągu zaledwie ostatniego roku z lokat wyparowało ponad 100 mld zł. W lutym 2020 r. na depozytach terminowych Polacy trzymali 294,5 mld zł, w lutym bieżącego roku już tylko 194,1 mld zł. To oznacza, że zlikwidowana została co trzecia lokata.

Ale jednocześnie w ciągu ostatniego roku suma środków zgromadzonych na rachunkach bieżących wzrosła o 187 mld zł – to pewnie te wszystkie zlikwidowane lokaty i jeszcze trochę, a właściwie niemal drugie tyle. I to mimo, że właśnie w tym czasie opłaty za trzymanie pieniędzy w banku rosły.

A więc syndrom gotowanej żaby – może i zgodnie z deklaracjami w badaniu Uce Research i Syno Poland Polacy rzeczywiście uciekliby z banków, gdyby jednego dnia mieli bankowość za darmo, a kolejnego usłyszeli, że od dziś muszą płacić za trzymanie oszczędności w banku. Ale to zjawisko następuje stopniowo i może nawet się nie zorientujemy, kiedy zaczniemy płacić kary za zbyt duże saldo na koncie.