Co ze śledztwem w sprawie Jerzego Zięby? Oskarżony nawiał do USA, prokuratura się nie przejęła

Jurek, dawaj suplementy! – żąda jeden z klientów. Michał, no nie mogę dawać – odpowiada Jerzy Zieba w jednym ze swoich ostatnich nagrań na YouTube I żali się, że prokurator może mu przetrzymać towar nawet na trzy miesiące. Widzieliście, jak zniszczyli Kluskę? – pyta.

Fot. YouTube

Porównuje się do Romana Kluski, kreując się na kolejną ofiarę opresji państwa wobec biznesu. Znany znachor od kwietnia nie może sprzedawać w Polsce swoich parafarmaceutyków, ponieważ są dowodem w sprawie, jaką prowadzi przeciw niemu prokuratura. Krótko po usłyszeniu zarzutów handlu lekami bez zezwolenia wyjechał do USA, ale śledczy nie widzą w tym żadnego problemu.

Zobacz także:

Gdy 30 kwietnia policja weszła do magazynu spółki handlującej produktami marki Visanto, Zięba w emocjonalnych transmisjach na żywo na Facebooku zarzucał prokuraturze „kradzież”. Teraz wypowiada się znacznie ostrożniej. „Rozmawiamy z prokuraturą, chcemy to zrobić po ludzku, w cywilizowany sposób” – zapewnia.

Zabezpieczenie przez prokuraturę pod koniec kwietnia parafarmaceutyków w magazynie spółki związanej ze znanym znachorem zablokowało ich oficjalną sprzedaż w Polsce. Na stronie sklepu internetowego przy każdym produkcie Visanto widnieje adnotacja „brak”.

Osoby wierzące w cudowną moc ekstraktu z buraka (95 zł za 60 tabletek) czy liofilizowanego mleka klaczy (99 zł za 30 saszetek) nie są jednak pozostawione bez nadziei. „Produkty niedługo znowu będą dostępne. Zapisujcie się do powiadomień” – wlewa w ich serca otuchę administrator sklepu Jerzego Zięby w komunikacie na górze strony.

Wszystko wskazuje na to, że to deklaracje bez pokrycia, choć oczywiście „niedługo” można interpretować do woli.

Prokuratura pewna swego

W rozmowie z Bizblog.pl prok. Łukasz Łapczyński, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie, przyznaje, że postępowanie w sprawie nielegalnego handlu lekami potrwa raczej miesiące niż tygodnie. Wyjaśnia, że specyfikami Visanto zajmą się biegli i zbadają ich rzeczywisty skład i charakterystykę.

Taka zapowiedź jednak padła już w kwietniowym komunikacie prokuratury, co rzuca światło na tempo postępowania.

Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście-Północ w Warszawie już na początku postawiła Jerzemu Ziębie oraz dwojgu jego współpracowniko, zarzuty nielegalnej sprzedaży produktów leczniczych. Grozi im za to grzywna, kara ograniczenia wolności, a nawet pozbawienia wolności do lat 2.

Prokuratura uznała, że nie będą potrzebne żadne środki zapobiegawcze, z czego biznesmen skwapliwie skorzystał. Na początku maja na Facebooku ogłosił, że przebywa w USA, ale prokuratura się tym zupełnie nie przejmuje.

Prokuratura ma wiedzę, gdzie przebywają oskarżeni – zapewnia prok. Łapczyński. To nie stanowi żadnego zagrożenia dla prowadzonego postępowania – zapewnia. Zapytany, czy prokuratura nie obawia się, że Jerzy Zięba może chcieć uchylać się przed stawieniem się w sądzie, Łapczyński ucina: Za bardzo państwo wybiegają w przyszłość.

Tygodnik „Wprost” ujawnił w 2017 r., że handlująca produktami Visanto spółka ma dwóch wspólników: polską spółkę oraz brytyjską. Choć obie mają równe udziały, 99 proc. zysków z handlu Visanto miało płynąć do Wielkiej Brytanii. Z kolei serwis Money.pl pisał, że w 2017 r. związana z Jerzym Ziębą spółka Egida Consulting Sp. z.o.o. przyniosła 23 mln zł zysku netto.

Mitologia według Zięby

Popularność Jerzemu Ziębie przyniosły utrzymane w duchu teorii spiskowej książki z serii „Ukryte terapie”, w których wybiórczo dobrane fakty są utopione w zupie pseudonaukowego bełkotu i dowodów rodem z anegdot. Filarami przekazu autora są trudne do zweryfikowania historie ozdrowień bez pomocy, a zwykle wbrew zaleceniom lekarzy.

Choć radykalnie antynaukowe, książki Jerzego Zięby przez pewien czas otoczone były nimbem naukowości i nawet były dostępne w Księgarni Internetowej PWN i oraz w dziale Medycyna (!) Księgarni Medycznej PZWL.

Gdy w 2017 r. zapytałem zarządzającą nimi spółkę Ravelo, jak to możliwe, że tego typu pozycje są dostępne w księgarniach, które „zapewniają pozycje sprawdzonych, najlepszych wydawców dla profesjonalistów i środowiska akademickiego”, firma odpowiedziała: „wybór konkretnych tytułów, ocenę treści i poglądów w nich reprezentowanych pozostawiamy czytelnikom”. Dzisiaj jednak po twórczości Jerzego Zięby w obu księgarniach nie ma śladu.

Według Marcina Napiórkowskiego, autora bloga „Mitologia Współczesna”, klucz do zrozumienia fenomenu Jerzego Zięby to stworzona przez niego „spójna mitologia, która doskonale łączy współczesne lęki przed obcym i niezrozumiałym światem medycyny oraz klasyczny gnostycki mit o fałszywym świecie i wyzwoleniu przez wiedzę”.

Zięba potrafi wywołać u swoich zwolenników (a może raczej: wyznawców) przekonanie, że osobiście uczestniczą w procesie odkrywania prawdy i dochodzenia do wiedzy. Wiedzy, która ma być staranie ukrywana przed masami przez lobby farmaceutyczno-lekarskie.

Jerzy Zięba nie ma wykształcenia medycznego, ale i tak dla wielu osób w Polsce jest niekwestionowanym autorytetem w tej dziedzinie . To głównie pod jego wpływem tysiące osób przestaje szczepić dzieci, zarzuca profilaktyczne badania czy wręcz rezygnuje z leczenia raka.

W jednym ze swoich popularnych nagrań na YouTube Zięba nawet pokazuje, jak można rzekomo powstrzymać zawał, kłując się wykałaczką w wargę. Lekarze załamują ręce i ostrzegają, że to może mieć tragiczne konsekwencje. Jeśli ktoś zamiast zadzwonić po karetkę, będzie najpierw próbował zawałowca ratować metodą Zięby, zmarnuje bezcenny czas dający szansę uratowania mu życia.

Taka działalność już na pierwszy rzut oka wygląda na łamanie art. 58 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, który mówi o „rozpoznawaniu chorób oraz ich leczeniu bez uprawnień”, ale Jerzy Zięba bardzo pilnuje tego, by taki zarzut było mu ciężko postawić. Nie podejmuje się diagnozowania i leczenia konkretnych osób, tłumacząc, że jedynie jest przekaźnikiem dostępnej mu wiedzy.