Turów to tylko czubek góry lodowej. Komisja Europejska może zaraz pozwać Polskę za jakość powietrza

Musimy wziąć się na poważnie za jakość powietrza i wprowadzane w tym kontekście zmiany realizować zdecydowanie szybciej. W innym przypadku Bruksela straci cierpliwości i Polska ponownie będzie pozwana przed unijny sąd.

Może grozić nam kolejny pozew Komisji Europejskiej związany ze wciąż wysokim zanieczyszczeniem powietrza

– przestrzega Magdalena Ukowska, radczyni prawna Fundacji Frank Bold, współautorka raportu „Droga do czystego powietrza”.

Bizblog.pl poleca

Reforma programu „Czyste Powietrze”, bardziej rygorystyczne kryteria, jeżeli chodzi o jakość węgla, wdrożenie Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków, a także ustanowienie większej niż dotychczas odpowiedzialności karnej za wykroczenia przeciwko ochronie środowiska – to tylko niektóre rekomendacje zawarte we wspólnym raporcie Europejskiego Centrum Czystego Powietrza, Polskiego Alarmu Smogowego i Fundacji Frank Bold.

Z lektury raportu wynika, że Polska ma coraz większy kłopot z jakością powietrza i z unijną dyrektywą NEC w sprawie redukcji krajowych emisji niektórych rodzajów zanieczyszczeń atmosferycznych. W czerwcu KE już nas informowała o naszych uchybieniach w tym zakresie. 

Jakość powietrza w Polsce: nie jest dobrze

Z jakością powietrza w Polsce jest kiepsko. Wytyczne WHO dotyczące stężeń poszczególnych zanieczyszczeń są, z nielicznymi wyjątkami, przekraczane na terenie całego kraju. Dotyczy to przede wszystkim benzo(a)pirenu i pyłu PM2.5. Największy udział w ich emisji ma sektor niskiej emisji. Chodzi tutaj głównie o spalanie węgla, drewna i biomasy w domowych instalacjach grzewczych, czy małych zakładach produkcyjnych. W 2019 r. w ten sposób zużyto przeszło 10 mln ton węgla. Znamienne, że była to wartość najniższa od lat – a i tak była najwyższa w UE. 

Szacuje się, że z całego węgla spalanego w gospodarstwach domowych w UE, aż 87 proc. spalane jest właśnie w Polsce

– czytamy w raporcie.

Polska musi się za to zabrać i to w miarę szybko. Przez 14 lat, od 2005 do 2018 r. emisja pyłu PM2.5 spadła o 24,3 tys. ton. Do 2030 r. musi zmaleć jednak o kolejne aż 66,3 tys. ton, czyli prawie trzy razy szybciej niż do tej pory.

Warunek: wymiana ponad 400 tys. kotłów w ciągu roku

Żeby zdążyć, musimy zakasać rękawy i w ciągu najbliższych kilku lat likwidować też średnio ok. 425 tys. kotłów każdego roku, które nie spełniają lokalnych przepisów. Chodzi o uchwały antysmogowe – przyjęte już w 13 województwach. Tylko województwa podlaskie, warmińsko-mazurskie i opolskie nie wprowadziły jeszcze takich przepisów. „Najwięcej kotłów do wymiany znajduje się w województwie mazowieckim – 424 tys., a następnie w małopolskim – 317 tys. oraz w śląskim – 299 tys.” – wylicza raport.

Niestety, jak czytamy: „świadomość ograniczeń w użytkowaniu urządzeń grzewczych, jakie wprowadzają uchwały antysmogowe, jest niska”. Wśród posiadaczy kotłów przeznaczonych do wymiany tylko 40 proc. z nich słyszało o wprowadzanych zakazach. W skali kraju zaledwie 13 proc. jest w stanie wskazać termin wejścia w życia smogowych obostrzeń. A jak sobie z tym radzą polskie miasta? Nie najlepiej. Autorzy raportu dowodzą, że „w przypadku prawie trzech czwartych miejscowości dotrzymanie norm to przypadek”. Bo wychodzi na to, że jakość powietrza w Polsce w głównej mierze zależy od pogody, a nie poczynań człowieka. Nie inaczej ma być z lokalnymi Programami Ochrony Powietrza, których obowiązek przyjmowania wynika z prawa UE.

Analiza nowych programów ochrony powietrza w wybranych siedmiu województwach nie przyniosła jednak pozytywnych wniosków. Autorzy raportu przekonują, że „w większości przypadków dokumenty te nie zawierają zbyt wielu działań, które przełożą się na wyraźne obniżenie emisji czy to z sektora gospodarstw domowych, czy to z sektora transportu”. Pozytywnym wyjątkiem w tym zestawieniu jest wyłącznie POP dla województwa małopolskiego.

Po prawie trzech latach program „Czyste Powietrze” ciągle raczkuje

Głównym instrumentem rządu do walki ze smogiem pozostaje program „Czyste Powietrze”. Niestety, na początku nikt nie posłuchał rekomendacji Banku Światowego i KE, żeby do dystrybucji pieniędzy w ramach tej inicjatywy włączyć banki komercyjne i gminy. Tylko wtedy, zdaniem międzynarodowych ekspertów, „Czyste Powietrze” będzie miało szansę spełnić swoją funkcję. Dzieje się to dopiero teraz, po blisko trzech latach funkcjonowania programu (wystartował we wrześniu 2018 r.).

Efekt? Do ostatniego dnia marca 2021 r. złożono raptem w sumie 171 tys. wniosków o wymianę źródła grzewczego. To zaledwie 6 proc. rozpisanego na 10 lat planu programu „Czyste Powietrze”. Po wprowadzonych zmianach w maju 2020 r. (uproszczony proces aplikacji i skrócony czas oceny wniosków) jest znacznie lepiej. W kwietniu 2021 r. mieliśmy do czynienia z boomem: w sumie złożono 12 731 wniosków, co daje średnią 424 wnioski na jeden dzień. Ale trzeba jeszcze bardziej przyspieszyć. Docelowo powinno to być przeszło 800 wniosków każdego dnia.

Kiepski węgiel to też spory problem

Autorzy raportu zauważają, że jakość powietrza w Polsce to nie tylko domowe kotły i krajowe, ale też regionalne przepisy prawa. Nie bez znacznie jest również sama jakość węgla, który trafia do pieców. Przez lata nie było żadnego kagańca legislacyjnego w tym zakresie. Pierwsze rozporządzenie w sprawie wymogów jakościowych dla węgla wprowadzono w życie dopiero we wrześniu 2018 r. W 2020 r. dopisano do tych przepisów, że sprzedawać nie można też gorszej jakości miału.

To jednak wszystko za mało. Bo dalej można kupić węgiel zawierający 20 proc. wilgoci, 14 proc. popiołu, czy 1,7 proc. siarki. Tymczasem normy dla tych wartości wynoszą odpowiednio: 3, 3 i 0,3 proc. Za jakość węgla wzięła się też w końcu Inspekcja Handlowa. W 2019 r. przeprowadzono 1172 kontroli, a w 2020 r. – 869. Wszczęto odpowiednio 126 i 44 postępowania, które zakończyły się w 92 i 29 przypadków karami. 

Analizy wskazują, że z jakością węgla w Polsce cały czas nie jest dobrze. W ubiegłym roku prawie co piąta próbka (19 proc.) miała gorsze parametry od tych gwarantowanych na piśmie. Czyli co piąty konsument i nabywca węgla był robiony w konia, ze szkodą też dla jakości powietrza. „Należy niezwłocznie zaostrzyć normy, szczególnie jeśli chodzi o dopuszczalną zawartość wilgoci, popiołu i siarki, które są znacznie wyższe niż propozycje ekspertów” – rekomendują autorzy raportu.

Nie zapominajmy, że transport dusi nas coraz bardziej

Jeżeli chcemy na serio wziąć się za jakość powietrza w Polsce, musimy też bacznie przyjrzeć się emisjom z transportu. Zwłaszcza że z roku na rok towarzyszy nam coraz więcej samochodów. Jak podaje raport w ciągu ostatnich 10 lat liczba pojazdów na 1000 mieszkańców w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Krakowie i aglomeracji śląskiej wzrosła o 30-40 proc. 

Według Najwyższej Izby Kontroli w aglomeracji krakowskiej i warszawskiej samochody odpowiadają za 75 proc. emisji dwutlenku azotu

– czytamy w raporcie.

Jak temu zaradzić? Przede wszystkim swoją strategię należy opierać nie tylko na elektromobilności. Okres pandemii na przykład pokazał jak ważne jest organizowanie przestrzeni dla pieszych. Bezwzględnie do poprawy są również – jak przekonują autorzy opracowania „Droga do czystego powietrza” – przepisy dotyczące Stref Czystego Transportu. Twierdzą, że gminy mają mieć możliwość obejmowania wymogami wynikającymi z ustanowienia SCT wszystkich, a nie tylko wybranych pojazdów. I powinno dotyczyć to obszaru całych miast, a nie tylko śródmieść. 

Przydałby się także jednolity dla całej Polski system oznakowania pojazdów z uwagi na ich poziom emisyjności. Trzeba byłoby też przyjrzeć się importowi aut. Autorzy raportu uważają, że najlepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie większej akcyzy za import pojazdów starszych niż dziesięcioletnie, ze szczególnym uwzględnieniem pojazdów z silnikiem Diesla. „Podatek akcyzowy miałby formułę, która preferencyjnie traktowałaby pojazdy nowsze, czyli emitujące mniej szkodliwych substancji” – czytamy w raporcie.