Globalne ocieplenie to dla nich eldorado. Polski startup obiecuje światu prawdziwe superrośliny

Grainer to urządzenie do elektrostymulacji nasion i roślin we wczesnym etapie kiełkowania. Wystarczy je włożyć do urządzenia na kilka godzin, a następnie posadzić i czekać na szybsze wzrosty.

Wykorzystanie elektrostymulacji w rozwoju nasion nie jest nowym pomysłem. Korzysta z niej między innymi amerykańska agencja NASA, która w ten sposób wyznacza wektor wzrostu roślin w kosmosie.

Agencja udowodniła, że może kierować wektorem wzrostu, bo w kosmosie nie ma grawitacji. Amerykanie nie pracowali na efektywnością czy zwiększeniem plonów, a jedynie nad możliwością hodowli w kosmosie

– zwraca uwagę Hubert Mrozek, szef firmy.

Badania NASA zainspirowały Polaków do badania wpływu elektrostymulacji na wydajność nasion. Okazuje się, że jest ona nie do przecenienia.

Bizblog.pl poleca

Grainer obiecuje wzrost szybszy o 35 proc.

Ponadto nasiona po elektrostymulacji mają o połowo wyższą odporność na suszę i o 1/3 niższe wymagania związane z nawożeniem pestycydami.

To nasze najlepsze uśrednione wyniki na poszczególnych grupach nasion. Najwięcej i najmocniej pracowaliśmy z kukurydzą i rzepakiem, więc powyższe liczby odzwierciedlają głównie te wysiewy. Dla każdej grupy roślin efekt jest inny, lecz zawsze satysfakcjonujący

– dodaje Mrozek.
Hubert Mrozek podkreśla zalety swojej technologii na gali Polskiego Funduszu Rozwoju.

Grainer podkreśla, że ich technologia idealnie wpisuje się w cele zrównoważonego rozwoju ONZ, takie jak redukcja głodu na świecie czy redukcja zanieczyszczeń gleby. To ostatnie można osiągnąć choćby przez ograniczenie stosowania pestycydów.

Nie ma takiej technologii jak Grainer

Mrozek podkreśla, że jego firma jako jedyna ma dysponować technologią wspomagania wzrostu roślin przez elektrostymulację.

Cały czas monitorujemy stan techniki i mamy czystość patentową. To czy patent ujrzy światło dziennie zależy od nas. W pełni zabezpieczyliśmy się pod tym względem

– wyjaśnia.

Produkt nie jest jednak jeszcze skomercjalizowany. Zespół prowadzi po kilkadziesiąt wysiewów dziennie, aby statystycznie udowodnić skuteczność technologii. Ma ona mieć bowiem zasięg globalny – wszędzie, gdzie sadzi się rośliny. Grainer zaczyna od inteligentnych szklarni, bo tu jest najłatwiej o wejście z innowacyjną technologią.

Niskim nakładem kosztów możemy zrobić pilotażowe rozwiązanie nie tylko w Polsce, ale w Europie. Rynek AgTechu jest bardzo otwarty co ułatwia rozmowy z partnerami na całym świecie

– mówi Mrozek.

W szklarniach można wygodnie kontrolować wszystkie warunki wzrostu. Później ma przyjść czas na rolnictwo, sadzenie lasów i krzewów i cały przemysł nasion. Jak zdobyć na to finansowanie? O tym właśnie rozmawiałem z Hubertem Mrozkiem.

Karol Kopańko, Spider’s Web: Jak narodził się pomysł na wykorzystanie technologii elektrostymulacji?

Hubert Mrozek, twórca Grainera:Jesteśmy z Rzeszowa, ale swoje prace prowadziliśmy w Puławskim Parku Naukowo Technologicznym. W Puławach dostaliśmy takiego kopa, że ktoś w nas uwierzył… że to będzie miało sens… i od tego czasu wszystko rośnie absurdalnie szybko. Ja 2 lata temu nie wiedziałem co to jest startup (śmiech).

Jak zaczęliście prace nad Grainerem?

W 2018 roku zbudowaliśmy pierwszy prototyp urządzenia do walidacji technologii. Choć na początku nic się nie udawało, to po metodycznej i mozolnej zmianie parametrów coś zaczęło się dziać. Już wtedy było widać potencjał. Zacząłem od wysiewów kilku próbek dziennie, a same rośliny dorastały w plastikowych kubeczkach na wodę.

Wtedy nie nazywaliśmy się nawet Grainerem tylko PlantBOX – wygraliśmy tą nazwą nawet Summer Cap w Rynie w 2019. To było nasze jedyne, publiczne wystąpienie, ponieważ na szerszą promocję postawiliśmy dopiero w tym roku. Zaczęliśmy się dzielić naszą wizją i celami.

Grainer zgarnął nagrodę publiczności w ramach drugiej edycji Szkoły Pionierów PFR.

Dlaczego dopiero teraz? Startupy zwykle dzielą się swoimi pomysłami bardzo wcześnie, aby pozyskać inwestorów.

Najpierw chciałem zabezpieczyć i dokończyć technologię., zmontować zespół a dopiero później wyjść na światło dzienne. Dopiero teraz zaczęliśmy szukać inwestora. I to prywatnego. Podziękowałem za pieniądze z PARP-u dla startupów.

Przedsiębiorcy często na to narzekają. Dlaczego ty postanowiłeś nie iść tą drogą?

Mają zbyt wiele obostrzeń i są mało elastyczni. Tylko by spowolniali nas i rozwój naszej technologii. Nawiasem mówiąc, o unijnych programach z perspektywy kogoś, kto ma ambicje większe niż roczna pensja opłacana przez PARP to można napisać książkę. Krótko: nie mają sensu.

Jaki kierunek w takim razie obraliście?
Na chwilę obecną finansujemy się sami. Na horyzoncie jest kilka ofert inwestycyjnych my jednak przede wszystkim stawiamy na realną wartość takiego finansowania. Te pieniądze muszą nieść wymierną wartość do rozwoju firmy. Naszym marzeniem jest jednak pozyskanie finansowania i robienie pilotażu w Europie.

Gdzie jesteście w takim razie obecnie?

Mamy otwarty rynek w Polsce. Współpracujemy z partnerami w Hiszpanii i niedługo w Holandii, Danii oraz Indiach. Mamy też zaproszenie na rozmowy do USA, ale brakuje nam środków na odpowiednie przygotowanie wizyty.

Z solidnym finansowaniem tempo rozwoju może być kilka razy szybsze, lecz o sensowne finansowanie w Polsce jest jeszcze trudno. Zwłaszcza jeśli nie masz w nazwie VR, AR, AI czy IoT. Nie przeszkadza nam to jednak aspirować do bycia jednym z najciekawszych polskich startupów 2020 roku. Jednak dopiero startujemy.