Kłótnia rządu z górnikami o 100 zł może zakończyć się wielkim strajkiem i blokadą torów

Górnicy nie mogą uwierzyć, że rząd kłóci się z nimi raptem o 100 zł, a jak sobie w wakacje premier i ministrowie sami przyznali podwyżki, to nikt nie oglądał każdej złotówki ze wszystkich stron. Ale na Śląsku nikt nie odpuści. Za chwilę w kopalniach odbędzie się referendum strajkowe, a blokada torów może być znacznie dłuższa niż tylko na dwa dni.

Podobno było już bardzo blisko porozumienia z górnikami. Na stole leżeć miała propozycja zarządu Polskiej Grupy Górniczej (PGG). Ta zakładała jednorazową rekompensatę dla górników za pracę przez ostatnie miesiące w dni wolne w wysokości 1500 zł oraz podwyżkę średniego wynagrodzenia z ponad 7800 zł do 8100 zł brutto.

Tyle że górnicy wnioskowali o nieco większą zwyżkę – do średniej 8200 zł, czyli o 100 zł więcej. I wtedy miał zadzwonić telefon z Warszawy. W ten sposób wicepremier i szefa aktywów państwowych Jacek Sasin miał poinformować, że niech górnicy biorą, co dają, bo lepszej propozycji już nie będzie. 

Nie ma zgody na traktowanie nas w ten sposób 

– słyszę od związkowców.

Górnicy: rząd jak pies ogrodnika

Górnicy nie potrafią zrozumieć tego uporu rządu. Przypominają, że jeżeli wzrost płac ma być na tym samym poziomie co inflacja, to średnie wynagrodzenie w PGG powinno wzrosnąć do poziomu ponad 8400 zł brutto. Tymczasem rząd kłóci się o 100 zł. Ale jeszcze jedno bije pracowników PGG po oczach. Górnicy przypominają, że w wakacje podjęto rozporządzenie wprowadzające podwyżki m.in. dla premiera, marszałków Sejmu i Senatu, członków rządu i parlamentarzystów. I nikt wtedy tych pensji tak dokładnie nie liczył.

Bizblog.pl poleca

A do liczenia w tym przypadku jest całkiem sporo. Zgodnie z tymi regulacjami miesięczne wynagrodzenie szefa rządu oraz marszałków Sejmu i Senatu wynosi 20 542 zł. Uposażenie posłów zaś wzrosło z ponad 8 tys. zł do przeszło 12 tys. zł brutto. W przypadku ministrów podwyżka sięgnęła ponad 5 tys. zł, a wiceministrów – 6 tys. zł. 

A nam żałują 100 zł miesięcznie 

– żalą się górnicy.

Rządowy upór spowodował, że związkowcy chcą porozmawiać z rządem także o umowie społecznej. Chodzi o indeksację wynagrodzeń w 2022 r. a także o harmonogram zamykania kopalni. Przypomnijmy, że rząd ustalił wcześniej z górnikami, że cały proces zakończy się w 2049 r. Ale na Śląsk coraz częściej docierają sygnały, że być może ów harmonogram trzeba będzie nieco skrócić. Inaczej z obligatoryjną notyfikacją umowy przez Komisję Europejską może być kłopot.

Strajk i blokada torów, czyli wojna z rządem na całego?

Rząd upiera się przy swoim, ale górnicy nie odpuszczą. Wiadomo, że kolejne spotkanie z przedstawicielami PGG i rządu zaplanowane jest na przyszły poniedziałek (10 stycznia). Być może wtedy głównie reprezentanci Ministerstwa Aktywów Państwowych nieco spuszczą z tonu i pójdą na rękę górnikom, jeżeli chodzi o podwyżkę średniego uposażenia.

W innym wypadku ekipę premiera Mateusza Morawieckiego czekać mogą spore kłopoty. Górnicy bowiem nie zamierzają siedzieć z założonymi rękami i czekać aż rząd się nad nimi ulituje. Mają swój plan. Ten zakłada przeprowadzenie 11 stycznia masówek w kopalniach PGG. Z kolei 12 i 13 stycznia ma odbyć się referendum strajkowe. A jakby tego było jeszcze mało, to w przypadku braku woli porozumienia ze strony rządu – górnicy planują od 17 stycznia znowu blokować transport węgla do elektrowni. Ale tym razem nie jak ostatnio, na 48 godzin. Tylko do odwołania.