Górnicy gotowi do bitwy na ulicach. Będzie wojna w obronie węgla, ale nie w Polsce, tylko w Niemczech

W Polsce dopiero się na to szykujemy i tak po prawdzie mamy teraz ciszę przed burzą, która zniknie wraz z ostatnimi pieniędzmi w polskich kopalniach. Ale w Niemczech walka o węgiel rozpętała się nie na żarty. Ruszają manifestacje i protesty górników.

Reakcja saksońskich górników to efekt zapowiedzi niemieckiego rządu in spe. Składająca się z SPD, FDP i Zielonych koalicja zapowiada nowe bowiem otwarcie, również w energetyce.

Będzie to rząd trzech partii, które chcą ośmielić Niemcy do większego postępu. Istnieje teraz szansa na nowy początek dla Niemiec – zapowiada przyszły kanclerz, lider SPD Olaf Scholz.

W umowie koalicyjne znalazły się m.in. zapisy dotyczące wprowadzenia kontrolowanej dystrybucji marihuany dla dorosłych w celach konsumpcyjnych w licencjonowanych sklepach, a także o płacy minimalnej w wysokości 12 euro za godzinę. 

Coraz głośniej mówi się też o obowiązku szczepień przeciwko koronawirusowi pod marca osób pracujących w szpitalach, domach opieki i innych placówkach medycznych. Ale nie tylko to może wywołać w Niemczech gwałtowne protesty. Zgodnie z przewidywaniami socjaldemokratyczno-liberalno-zielony rząd chce być bardziej proekologiczny od swoich konserwatywnych poprzedników i już padła zapowiedź, że nasi zachodni sąsiedzi nie pożegnają węgla, jak to pierwotnie ustalono, w 2038 r., a znacznie szybciej bo w 2030 r. Do tego czasu po niemieckich drogach ma już jeździć 15 mln pojazdów elektrycznych.

Węgiel w odwrocie. Niemieccy górnicy wyjdą na ulicach?

Zapowiedź szybszego jednak rozwodu z węglem rozgniewała konserwatystów. Szczególnie niezadowolony z takiego obrotu sprawy jest Michael Kretschmer, premier Saksonii, który był członkiem wcześniejszej komisji ds. odejścia od węgla. Ta przedstawiła rekomendacje byłemu rządowi Angeli Merkel CDU/SPD, który na ich podstawie podjął decyzję o zakończeniu produkcji energii z węgla w 2038 r. 

Bizblog.pl poleca

Nie sądzę, aby to było w porządku, że ten kompromis jest teraz jednostronnie łamany przez polityków – stwierdził Kretschmer w trakcie spotkania z Niemieckim Stowarzyszeniem Związków Zawodowych. 

Podczas tej debaty premier Saksonii wezwał górników, żeby wyszli na ulicę i protestowali przeciwko antywęglowemu przyspieszeniu. Powiedział, żeby w żadnym razie nie akceptowali potulnie decyzji nowego rządu Niemiec. Kretschmer uważa też, że szybszy rozwód z węglem byłby jednak pogwałceniem zaufania pracowników sektora wydobywczego. Premier Saksonii stwierdził, że jest niemożliwe, żeby w tak krótkim czasie (ok. 8 lat) stworzyć dla górników tys÷mące nowych miejsc pracy.

Będzie mniej pieniędzy na węglowy rozwód, bo budżet część zje

Nic dziwnego, że Michael Kretschmer tak ostro zareagował na nowe, antywęglowe plany Niemiec. Przecież Saksonia ma być jednym z głównych beneficjentów wycenianej na 40 mld euro pomocy dla regionów węglowych. Ale nie brakuje obaw, że też z innych powodów tych pieniędzy będzie znacznie mniej. Możliwe, że kasa z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji w pewnej części załata dziury w niemieckim budżecie i posłuży zainwestowaniu w długo planowane projekty. Dodatkowo 2,3 mld euro z unijnych funduszy, które ma pomóc odchodzić od węgla w latach 2021-2027, ma być zredukowana przez niemiecki wkład federalny aż o 85 proc. Stąd do niemieckich regionów węglowych może popłynąć tylko 15 proc. obiecanej kwoty, czyli ok. 340 mln euro. 

Olaf Scholz był już za to krytykowany jeszcze jak zasiadał w rządzie Angeli Merkel w fotelu ministra finansów. Jest to sztuczka Scholza, za którą musi zapłacić także niemiecki podatnik – tak wtedy te poczynania komentował europoseł Zielonych Sven Giegold. Ale teraz wszystko się zmieni. Scholz za chwile będzie nowym kanclerzem Niemiec, który dalej tak samo będzie wykorzystywał unijne pieniądze. Sam Sven Giegold z kolei ma być sekretarzem stanu w niemieckim Ministerstwie Gospodarki, Energii i Klimatu. I pewnie już żadna krytyka ratowania niemieckiego budżetu unijnymi pieniędzmi nie padnie z jego ust.

Niemiecki biznes też nie chce węgla, bo liczy pieniądze

Ale nie wszyscy są tak krytyczni wobec szybszego wyrzucania węgla z niemieckiego koszyka energetycznego. Reprezentujący polityczne barwy SPD Dietmar Woidke, premier Brandenburgii, uważa że rozwód z węglem rzeczywiście można przeprowadzić bez szkody dla pracowników sektora węglowego i regionów. 

Mamy wielką szansę 

– twierdzi.

Jego zdaniem region Łużyc może być europejskim modelem udanej transformacji energetycznej. 

W niemieckim sporze o węgiel nie jest obecna tylko polityka, ale biznes jak najbardziej też. Fundusz aktywistów ENKRAFT kolejny raz zwraca uwagę niemieckiego koncernowi energetycznemu RWE, że jak w miarę szybko nie rozstanie się z węglem, to pozostanie daleko w tyle za rozwijającym się sektorem energii odnawialnej. W liście, jaki ENKRAFT skierował na początku grudnia do RWE, czytamy o zdziwieniu, że przy zapowiedziach o wzroście nakładów inwestycyjnych o 50 mld euro – nikt z RWE na ten temat nawet się nie zająknął. 

Dyrektor zarządzający ENKRAFT Benedikt Kormaier przekonuje, że jeżeli nie uda się w miarę szybko tego problemu rozwiązać, to inwestorzy będą musieli zadać sobie pytanie, czy zarząd i rada nadzorcza są w stanie sprostać kluczowym strategicznym wyzwaniom spółki. Według szacunków ENKRAFT zbycie węgla brunatnego przez RWE najprawdopodobniej podniosłoby wartość firmy o 20 mld euro, czyli 30 euro za akcje (te obecnie wyceniane są na niewiele ponad 35 euro).