Ważą się losy polskiego górnictwa. Albo Bruksela zgodzi się na dotowanie fedrowania, albo będzie źle

Polskie górnictwo w ostatnich latach – abstrahując od pandemicznego spadku zapotrzebowania energetycznego – przynosi same straty. Jeżeli ma jeszcze przetrwać następne kilkanaście lat, jak zakłada to rząd – trzeba będzie dalszą produkcję węgla dotować. I tego dotyczyć będą negocjacje między Warszawą a Brukselą, których wynik wcale nie jest przesądzony.

Rząd premiera Mateusza Morawieckiego na razie idzie zgodnie ze swoim planem. Udało się jakoś udobruchać górników i podpisać z nimi umowę społeczną. O to samo dopraszają się energetycy i ciepłownicy, ale że nie mają takiego pola rażenia – jeszcze na konkretne ustalenia pewnie poczekają. Zdecydowanie ważniejsze są negocjacje z Komisją Europejską w sprawie umowy społecznej, która zakłada zamknięcie ostatniej kopalń w 2049 r.

Bizblog.pl poleca

Kluczowy jest system wsparcia do tego czasu polskich kopalń. Rząd chce chronić węglowe spółki i dotować do produkcji węgla – w ramach pomocy publicznej. 

Chcemy proces notyfikacji pomocy publicznej dla górnictwa węgla kamiennego przeprowadzić w tym roku, aby uruchomić system jego wsparcia od 2022 r.

– stwierdził w Sejmie Artur Soboń, wiceminister aktywów państwowych.

Polskie górnictwo z pomocą publiczną dla kopalń

Rząd już wysłał do KE wniosek prenotyfikacyjny, w którym wspomina o systemie wsparcia dla górnictwa. Mówi się o kwocie w okolicach 2 mld zł rocznie. Soboń przyznaje, że obecnie trwa dialog z Brukselą w tej sprawie, który powinien zakończyć się do dwóch miesięcy wysłaniem wniosku notyfikacyjnego. Teraz mają być negocjowane poszczególne parametry, tak żeby późniejszy proces notyfikacji móc przeprowadzić jak najszybciej do końca. 

Do proponowanego systemu wsparcia Polska dopisała instrumenty kosztów nadzwyczajnych – przeznaczony na rzecz likwidowanych w przyszłości majątku i jednostek produkcyjnych, a także dla pokrycia socjalnego parasolu dla górników: jednorazowych odpraw i świadczeń emerytalnych. Dodatkowo Polska proponuje jeszcze subsydiowanie zdolności do redukcji produkcji.

„Państwo będzie uruchamiać pomoc publiczną, aby do tej zdolności redukcji produkcji dopłacać i aby zapewnić stabilność finansową poszczególnych kopalń” – tłumaczy Soboń.

Brak zgody to negocjowanie umowy społecznej jeszcze raz

Z sejmowej relacji wiceministra aktywów państwowych wynika, że do KE dotarły już dokładne plany operacyjne poszczególnych jednostek węglowych. A że prawie wszystko jest już na stole, to rząd chciałby negocjacje z Brukselą zakończyć jak najszybciej, żeby z systemem pomocy publicznej dla górnictwa ruszyć od początku 2022 r.

„Bo sytuacja rynkowa i biznesowa spółek górnictwa węgla kamiennego, w szczególności działających na rynku węgla energetycznego powiedzieć, że jest zła, to nic nie powiedzieć” – nie ukrywa Soboń.

Innymi słowy: trzeba się spieszyć, bo może być naprawdę źle. Będzie jeszcze gorzej wtedy, jak KE jednak proponowanego dotowania polskiego węgla jednak nie klepnie. Zresztą przedstawiciele Ministerstwa Aktywów Państwowych od tygodni może po cichu, ale też sugerują taką ewentualność. „Życie i ceny emisji CO2 mogą to jednak zweryfikować” – stwierdził przy okazji podpisywania z górnikami umowy społecznej Soboń. 

Co wtedy? Nie będzie innego wyjścia jak usiąść z górnikami przy stole negocjacyjnym jeszcze raz. O takim scenariuszu zresztą od tygodni mówią eksperci klimatyczni. Część z nich uważa, że w takiej formie umowa społeczna jest niekorzystna dla samych górników, dla których w pierwszej kolejności trzeba jak najszybciej szukać nowych miejsc pracy, a nie rozciągać ich los w nieskończoność. 

„Niskie wskaźniki popytu na węgiel, jak i sama jego wysoka cena w porównaniu z coraz niższymi cenami OZE, wskazują na to, że w ciągu najbliższych 10 lat większość kopalni na Śląsku upadnie” – uważa Alina Pogoda, ekspertka Polskiej Zielonej Sieci.