Frankowicze wyręczyli Sąd Najwyższy. To banki mają zapłacić kredytobiorcom

Wszyscy czekają, aż Sąd Najwyższy odpowie na sześć kluczowych pytań dotyczących kredytów frankowych, a tymczasem Stowarzyszenie Stop Bankowemu Bezprawiu postanowiło nie czekać i samemu na nie odpowiedzieć. A skoro już znają odpowiedź, podzielili się nią z Sądem Najwyższym.

Mówiąc dokładniej, stowarzyszenie Stop Bankowemu Bezprawiu „złożyło swoje stanowisko do pytań Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego.”

Dlaczego? Bo zdaniem stowarzyszenia walczącego w imieniu części frankowiczów, „inicjatywa jest konieczna ze względu na fakt wydawania wyroków sprzecznych z polskim prawem, a także wbrew wykładni przepisów unijnych i orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

A więc SBB zrobiło sędziom Sądu Najwyższego ściągawkę, żeby się nie pogubili przypadkiem w przepisach.

Bizblog.pl poleca

I tak:

  1. Jeśli sposób określenia kursu waluty obcej zostanie uznany za niedozwolony zapis w umowie, zdaniem SBB nie można go zastąpić innym przepisem prawa lub zwyczajem.
  2. A skoro nie można, umowa kredytu indeksowanego do waluty obcej jest w całości nieważna od chwili jej zawarcia.
  3. W takim wypadku również umowa kredytu denominowanego jest w całości nieważna od chwili jej zawarcia.
  4. Kiedy zaś umowa jest nieważna lub bezskuteczna, należy zastosować tzw. „teorię dwóch kondykcji”, co oznacza, że powstają odrębne roszczenia z tytułu nienależnego świadczenia na rzecz każdej ze stron (bank oddaje klientowi zapłacone już raty, a klient pożyczony kapitał).
  5. Dla kredytobiorcy termin przedawnienia roszczeń o zwrot nienależnie zapłaconych kwot powinien być liczony od momentu, w którym konsument powziął wiedzę lub powinien był – racjonalnie rzecz biorąc – powziąć wiedzę o nieuczciwym charakterze warunków umowy łączącej go z przedsiębiorcą. Dla banków termin winien być liczony analogicznie. Jest tylko jedno „ale”. Należy brać pod uwagę kodeksowe terminy przedawnienia, które dla przedsiębiorców wynoszą 3 lata, a dla konsumentów 6 lat (wcześniej aż 10). Sprytnie!
  6. Czy banki mogą żądać wynagrodzenia z tytułu korzystania z ich pieniędzy przez kredytobiorców? Oczywiście nie!

Argumentacja sektora bankowego nie znajduje uzasadnienia w obowiązujących przepisach prawa i jest elementem kampanii mającej na celu de facto powstrzymanie kredytobiorców przed skierowaniem spraw na drogę postępowania sądowego

– pisze SBB.

I to akurat dość powszechny pogląd.

Ciekawe jednak, że SBB uważa, że takie wynagrodzenie należałoby się wręcz kredytobiorcom! 

W ocenie Stowarzyszenia, jeżeli takie wynagrodzenie byłoby należne, to przede wszystkim dla kredytobiorców, którzy przez lata regulowali raty, przy jednoczesnym obciążeniu ich nieruchomości hipotekami banków, a także w przypadku niektórych – przy konieczności znoszenia skutków prowadzonych przez banki bez podstawy prawnej działań windykacyjnych

– twierdzi SBB.

Ale dla świętego spokoju, już to odpuszczają.

Szczypta manipulacji 

SBB jednak na tym nie poprzestaje. Sędziowie muszą bowiem zdawać sobie sprawę z tego, co bankowcy narobili, wprowadzając kredyty walutowe do sprzedaży.

I tak:

W latach 2005-2009 banki sprzedały blisko milion tego typu umów. Kredyty te zostały udzielone osobom o przeciętnych dochodach, na co wskazuje Komisja Nadzoru Finansowego w raporcie o sytuacji banków za 2010 rok. KNF wskazuje także, iż te kredyty nie są dobrze spłacane.”

– argumentuje SBB.

Tylko że określenie, że „nie są dobrze spłacane” to manipulacja. Zawsze jest jakiś niewielki odsetek kredytów, które nie są spłacane. Ważne, jak wysoki on jest. I ważne, jak ten odsetek ma się do spłacalności kredytów w złotych. A prawda jest taka, że kredyty we frankach szwajcarskich spłacają się lepiej niże te w złotych.

Ktoś powie: hola! Weźmy wrzesień 2020 r. Udział kredytów we frankach szwajcarskich ze stwierdzoną utratą wartości wynosił 3,92 proc., podczas gdy kredytów złotowych tylko 2,01 proc. Ale to tylko część prawdy.

Przecież kredytów we frankach od lat się nie udziela, w statystykach są zatem tylko „stare” kredyty frankowe, a stare kredyty z czasem zawsze się psują. Natomiast portfel kredytów złotowych cały czas się odświeża, napływa mnóstwo nowych kredytów, które zawsze spłacają się doskonale i to zaburza możliwość obiektywnego porównania.

Gdyby porównywać to uczciwie i pokazać jakość kredytów udzielonych w tym samym roku, eliminując efekt świeżej krwi w kredytach złotowych, okazałoby się, że kredyty frankowe spłacają się nadal lepiej niż te w złotówkach. Szkodowość kredytów frankowych we wszystkich rocznikach jest niższa niż tych złotowych. Przykładowo w 2007 r. liczbowy udział złotowych kredytów opóźnionych w spłacie wynosi 2,94 proc., podczas gdy frankowych 2,33 proc. W 2008 r. to nawet odpowiednio 4,88 proc. i 2,43 proc. Szkoda, że SBB to przemilczało.

Kiedy bankowcy oddadzą swoje premie?

W latach 2008-2020 wypowiedziano ponad 30 tys. umów takich kredytуw. Co przyniosło tym rodzinom 8 MLD rzeczywistych strat już poniesionych. Kwota ta nie obejmuje strat związanych z kosztami egzekucji komorniczych. Straty ponieśli także pozostali kredytobiorcy i budżet Państwa. W swoim raporcie Narodowy Instytut Studiów Strategicznych stanął na stanowisku, że bierność państwa polskiego tolerującego nieuczciwe instrumenty finansowe, kosztuje społeczeństwo 22 mld złotych rocznie, co jest równoważne 1,22% PKB i oznacza ubytek podatkowy budżetu rzędu 3,85 mld zł rocznie.

– pisze SBB.

Do tego nawet trudno się odnieść. Liczby robią wrażenie, ale nie wiadomo, skąd się wzięły. A biorąc pod uwagę manipulacje faktami z akapitu powyżej, sędziowie mogą być jednak ciut podejrzliwi.

I na koniec:

W chwili obecnej banki podnoszą alarmistyczne głosy o skutkach ekonomicznych Uchwały Sądu Najwyższego jednocześnie nie wskazując, dlaczego wykonywały te umowy bez zmian pomimo pierwszych wyroków SOKiK zapadających już w 2010 roku. Nie wskazali, kiedy oddadzą premie pobrane w latach 2005 – 2020 i w jaki sposób chcą naprawić sytuację polskich rodzin, którym odebrano majątki.

I racji w tej argumentacji nie brakuje. Tylko szastanie frazami o odbieraniu majątków niestety nie służy wiarygodności. Każda skrajność w poglądach na końcu szkodzi.