Straszenie frankowiczów bankom nie wyszło. Walutowi idą gremialnie do sądu

Do tej pory, nawet już po wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, sądowe batalie między posiadaczami hipotek walutowych a bankami były bardzo wyrównane. Ale frankowicze, którzy przy okazji zaciągania kredytu mieszkaniowego w innej walucie czują się oszukani, powoli zyskują przewagę.

Z zestawienia przygotowanego przez firmę Votum dla „Rzeczpospolitej” wynika, że w październiku w polskich sądach zapadło 26 wyroków dotyczących walutowych kredytów mieszkaniowych. W 18 przypadkach przyznawano rację frankowiczom. Jeszcze lepiej poszło im w listopadzie. Na 54 wyroki banki wygrały tylko w dziewięciu przypadkach. 

Biorąc pod uwagę wyłącznie prawomocne wyroki, które zapadły w listopadzie, banki szły z frankowiczami łeb w łeb. W 11 takich przypadkach klienci z walutową hipoteką na barkach wygrali sześć razy, a pięciokrotnie musieli przełknąć gorycz porażki. O tym jednak, że w ogóle takich spraw będzie więcej, przekonuje widoczny progres. W trzecim kwartał do polskich sądów wszak trafiło aż o 40 proc. więcej tego typu spraw niż w okresie od kwietnia do czerwca. 

Narracja banków nie działa. Czas zmienić ton?

Tuż po wyroku TSUE przedstawiciele banków wciąż przekonywali, że cała ta awantura to pic na wodę fotomontaż, a frankowicze to banda cwaniaków, która dobrze wiedziała, na co się pisze.

Wierzę, że w wyniku tych orzeczeń nie będzie dochodziło do absurdalnego uprzywilejowania osób, które i tak sumarycznie płacą mniej za kredyty niż kredytobiorcy złotowi

– mówił na początku października Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

Im więcej czasu upływa od wyroku TSUE, tym siła tego przekazu maleje. Sądy coraz częściej przyznają, że klauzule walutowe były niedozwolone. Ale wciąż częściej decydują się na unieważnienie całej umowy niż jej przewalutowanie na złotówki po kursie z dnia zaciągnięcia kredytu i z pozostawieniem stawki LIBOR. Warto jednak pamiętać, że w pierwszym przypadku bankowi przysługuje zwrot całej udzielonej pożyczki.

Ponad 3000 spraw w całej Polsce

Przyrost spraw frankowych w sądach rejonowych i okręgowych (I instancja) w trzecim kwartale względem drugiego wyniósł 41 proc., w sumie było to 3215 wniosków.

Coraz częściej pojawiają się opinie, że na prawdziwą falę wniosków przeciwko bankom przyjdzie czas w przyszłym roku. Takie sugestie znajdziemy chociażby na stronie na Facebooku „PozwałemBank”:

To dopiero początek. Wysłałem juz dwie osoby do prawnika i z tego co wiem zbierają dokumenty wiec dwa pozwy trafią niebawem do sądu. A już zadają mi pytania następni chętni którzy chcą pozwać banki. Zachęcam do składania pozwów jak bo warto to zrobić. Myślę, że główna fala ruszy w 2020 roku bo zebranie dokumentów, napisanie pozwu trwa – dopinguje pozostałych frankowiczów jeden z internautów.

My się przygotowujemy. Nasi znajomi też, a wczoraj od kolegi dowiedziałam się, że ma trochę znajomych też umoczonych – relacjonuje zwieranie szyków inny.

A to jeszcze nie jest tsunami, te pozwy się piszą dopiero!! Walczymy!! – zapowiada ktoś jeszcze.

Frankowicze zyskują sprzymierzeńca. Sąd Najwyższy

Kilka dni temu pierwszy raz po wyroku TSUE i po raz pierwszy w przypadku kredytu denominowanego głos w tej sprawie zabrał Sąd Najwyższy. Zwrócił do ponownego rozpatrzenia jeden z wyroków ogłoszonych w październiku, który zawiera stanowisko, jakoby w polskim prawodawstwie nie była możliwa konwersja kredytu walutowego na złote, z zachowaniem LIBOR-u. SN uznał, że taki mechanizm jak najbardziej można zastosować.

Co dla umów denominowanych będzie stanowić swojego rodzaju novum

– zwraca uwagę w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Wojciech Bochenek, radca prawny z kancelarii Bochenek i Wspólnicy. 

Trzeba jednak pamiętać, że takie a nie inne orzeczenie SN wydał w trzyosobowym składzie. To zaś oznacza, że stanowi ono dla sądów powszechnych jedynie wskazówkę. Nie jest tym samym dla nich wiążące. Stąd nie jest też takie pewne, czy takie a nie inne zdanie SN wpłynie na zmniejszenie dotychczasowej różnorodności zapadających w tej mierze orzeczeń.