Energia z wiatru może wejść na inny poziom. Norwegowie wymyślili nowy system turbin

Energia z wiatru nie będzie już taka sama dzięki firmie Wind Catching Systems. Norwegowie pracują nad specjalną pływającą turbiną, która ma zmienić zasady gry. Jej prototyp powstanie w przyszłym roku.

Jaki wiatr, jakie słońce, jak przyciśnie to i tak człowiek sięga po węgiel – taką argumentację słychać często od przeciwników dekarbonizacji, którzy zresztą teraz mogą pokazać całemu światu, że mają rację. Węgiel wszak zajmuje zdecydowanie pierwsze miejsce w czasie popandemicznego wstawania z kolan poszczególnych gospodarek.

Ten zryw jest tak ostry, że rzeczywiście – odnawialne źródła energii nie dają radę. Ale jak przekonują Norwegowie z Wind Catching Systems za chwilę reguły tej gry mogą być całkowite zmienione i energetyczny wyścig surowców będzie miał już nowego lidera. Ogłosili właśnie rozpoczęcie prac nad pływającą, wieloturbinową technologię dla farm wiatrowych. Ta miałaby generować pięć razy więcej energii rocznie niż największa na świecie pojedyncza turbina. W efekcie w ten sposób tylko wiatrem, w ciągu 30 lat można zasilić cały świat.

Bo energia z wiatru cały czas pozostaje najtańszą i najbardziej wydajną. Szkopuł w tym, że aż 80 proc. światowego wiatru wieje na głębokich wodach morskich i oceanicznych. Budowanie tam farm wiatrowych jest zaś wyjątkowo trudne i kosztowne. Wind Catching Systems ma plan jak temu zaradzić.

Energia z wiatru: nadchodzi pływająca rewolucja

Norwegowie chcą zbudować system połączony przegubowo w kwadratową siatkę z ponad 100 małymi łopatami. Jak przekonują w Wind Catching Systems na wysokości 1000 stóp (ok. 304 m) taka konstrukcja będzie trzy razy wyższa od przeciętnej, tradycyjnej turbiny wiatrowej. Prototyp ma być gotowy w przyszłym roku. Norwegowie zakładają, że ich system wygeneruje pięć razy więcej energii rocznie niż największa na świecie pojedyncza turbina wiatrowa. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem może nas czekać kolejna, energetyczna rewolucja. 

Bizblog.pl poleca

Pływające farmy wiatrowe, wchodzące w głąb oceanów, gdzie wieje zdecydowanie mocniej niż blisko lądu, mogą faktycznie zrobić sporą różnicę. Te tradycyjne mogą być instalowane na wodach nie głębszych niż 200 stóp (prawie 61 m), czyli mogą być budowane najwyżej ok. 20 mil od brzegu. Ole Heggheim, dyrektor generalny Wind Catching Systems, dodaje jeszcze, że dotychczas wykorzystywane turbiny mają 120 stóp długości i zazwyczaj osiągają maksimum przy określonej prędkości wiatru. Z kolei łopaty Wind Catcher’a mają 50 stóp długości i mogą wykonać więcej obrotów na minutę, generując więcej energii. Cały system jest też łatwiejszy w produkcji, budowie i utrzymaniu. Projektowany okres eksploatacji też jest dwukrotnie wyższy od wyniku tradycyjnych turbin i wynosi 50 lat.

Otwarta droga do recyklingu, bez szkody dla środowiska

Norwegowie podkreślają, że ich Wind Catching Systems jest też zdecydowanie bardziej przyjazny środowisku niż dotychczasowe turbiny. Nie ma mowy więc o sytuacji, w której powoli się znajdujemy. Chodzi o przechodzące na emeryturę wiatraki wybudowane jeszcze w latach 90. poprzedniego stulecia. Wtedy w niektórych przypadkach skrzydła turbin były nawet wielkości Boeinga 747, a teraz wypełniają wysypiska śmieci na całym świecie. Z Wind Catching Systems ma być inaczej. Poszczególne skrzydła są mniejsze, ale przede wszystkim zbudowane są z aluminium, a nie jak do tej pory – z włókna szklanego. 

Aluminium jest całkowicie przetwarzane. Można je przetopić i wyprodukować nowe

– zaznacza Ole Heggheim.

Budowa prototypu będzie prowsadzona najprawdopodobniej na Morzu Północnym w Norwegii lub Wielkiej Brytanii. Pewnymi zaś kierunkami przyszłej ekspansji jest Kalifornia w Stanach Zjednoczonych i Japonia.

Brytyjczycy już świecą wiatrem z oceanu

Pływające turbiny wiatrowe to stosunkowo młoda idea. Pierwszą tego typu konstrukcję – Hywind uruchomiono w 2017 r., blisko 25 mil od wybrzeża Aberdeen w Szkocji. Cała farma składa się z sześciu pływających turbin wiatrowych. Dzięki wpuszczeniu ich do wypornościowego cylindra wypełnionego ciężkim balastem – unoszą się pionowo. Do dna przymocowane są tylko grubymi linami cumowniczymi, co pozwala im pracować na wodach o głębokości przeszło 3000 stóp (ponad 914 m).

A jak z efektywnością pracy? Hywind daje energię do 36 tys. brytyjskich domów. Ale Norwegowie z Wind Catching Systems uważają, że bedą znacznie lepsi. Przekonują, że ich pływająca farma wiatrowa może zasilić nawet od 80 do 100 tys. europejskich gospodarstw domowych.