Amerykanie chcą nam wybudować reaktor atomowy. Ponoć ten sam, którym właśnie zadziwili świat

Do budowy w Polsce reaktora atomowego pcha się jak może Westinghouse Electric Company. Może to i dobrze? Skonstruowana w przez nich elektrownia AP1000 w Chinach pobiła właśnie rekord wydajności.

Zgodnie z rządowymi dokumentami budowa pierwszego reaktora jądrowego w Polsce ma ruszyć w 2026 r. Uruchomienie elektrowni atomowej zaplanowano na 2033 r. Potem, w dwuletnich odstępach, mają powstawać kolejne reaktory. Docelowo ma ich być sześć, po dwa w trzech elektrowniach. Taki jest plan rządu na dekarbonizację na najbliższe lata i ucieczkę przed rosnącymi cenami emisji CO2. I chociaż nie brakuje ekspertów, którzy w te atomowe plany powątpiewają, to właśnie w marcu w życie weszło polsko-amerykańskie porozumienie dotyczące nabycia technologii jądrowej, które w październiku zeszłego roku Reuters wyliczał na nawet 18 mld dol.

Teraz, zgodnie z podjętymi wcześniej zobowiązaniami, Amerykanie mają półtora roku na przygotowanie zarówno oferty technologicznej, jak i finansowej na budowę elektrowni jądrowych w Polsce. W Warszawie doszło już do spotkania w tej sprawie między Patrickiem Fragmanem, prezesem Westinghouse Electric Company (prawdopodobnie ta firma będzie u nas budować elektrownie atomowe) a sekretarzem stanu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej w polskim rządzie Piotrem Naimskim.

Energetyka jądrowa: Amerykanie obiecują miejsca pracy

Przedstawiciele Westinghouse Electric Company od miesięcy dwoją się i troją, żeby tylko polski rząd właśnie na nich wskazał jako głównych wykonawców elektrowni atomowej. Amerykanie utrzymują, że są najlepszym wyborem. Są bowiem przekonani, że będą zdolni rozwijać łańcuch dostaw dla energetyki jądrowej, co ma pozwolić na stworzenie nawet 2000 miejsc pracy. Jednocześnie Westinghouse Electric Company obiecuje „najwyższą jakość komponentów, wiedzy i odpowiedzialności”.

Bizblog.pl poleca

Firma Westinghouse EC na przedstawienie oferty technicznej ma 12 miesięcy. Ma ona zawierać strukturę finansowania w sumie sześć reaktorów atomowych w Polsce. Te przygotowania będą kosztować ok. 10 mln dol. i zapłaci za nie Amerykańska Agencja Handlu i Rozwoju. Bardzo możliwe też, że wybrany przez polski rząd zagraniczny partner obejmie także 49 proc. udziałów w specjalnej spółce. Ta zapewni odpowiednie finansowanie i będzie uczestniczyć nie tylko w budowie, ale także w eksploatacji polskich elektrowni jądrowych.

Rekord wydajności reaktora atomowego

Westinghouse EC chce zaproponować w Polsce dekarbonizację opartą na technologii wykorzystywanej przez chińską elektrownię AP1000. David Durham, szef Energy Systems and Environmental Services w Westinghouse EC, przekonuje, że taka technologia gwarantują najwyższy dostępny na rynku poziom bezpieczeństwa i funkcjonalności.

Jest ona podstawą dla około połowy działających elektrowni jądrowych na świecie. Chcemy wprowadzić tę wiodącą i bezemisyjną technologię do Polski, aby mogła przyczynić się do zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego kraju

– twierdzi Durham.

Cztery bloki AP1000 – dwa w Sanmen, w prowincji Zhejiang i dwa kolejne w Haiyang, w prowincji Shandong w Chinach – oddano do użytku w 2018 r. i są obecnie w stałej komercyjnej eksploatacji. Obecnie dwa bloki AP1000 są budowane w elektrowni jądrowej Vogtle w stanie Georgia w USA. W pierwszej połowie marca spółka Westinghouse EC poinformowała, że blok nr 2 jednej z pierwszych na świecie elektrowni jądrowych AP1000 w Sanmen ustanowił nowy rekord czasu trwania przestoju związanego z uzupełnianiem paliwa w globalnej energetyce jądrowej, kończąc pierwszy przestój w 28,14 dnia.

Nord Stream 2, czyli niemiecki strach przed atomem?

Im bliżej ustaleń dotyczących energetyki atomowej w Polsce tym wyraźniej słychać pomruki niezadowolenia ze strony Niemiec. Rząd w Warszawie przekonuje, że innej drogi dla dekarbonizacji w Polsce po prostu nie ma. Tymczasem w styczniu 2021 r. członkowie frakcji Zielonych w niemieckim Bundestagu przekonywali, że znajdująca się tylko kilkaset kilometrów od niemieckiej granicy polska elektrownia atomowa (najprawdopodobniejszą lokalizacją jest Wybrzeże Gdańskie) byłaby dla nich sporym zagrożeniem. 

Eksperci ocenili to na podstawie danych pogodowych z ostatnich trzech lat. Istnieje 20 proc. prawdopodobieństwo, że Niemcy ucierpią w wyniku awarii w planowanej elektrowni atomowej

– stwierdziła w wywiadzie dla Deutsche Welle przewodnicząca komisji Bundestagu ds. środowiska Ursula Kotting-Uhl.

Mimo że polskie Ministerstwo Klimatu i Środowiska zarzeka się, że przeprowadzono już ocenę oddziaływania przyszłej elektrowni atomowej na środowisko, to niemieccy Zieloni upierają się przy swoim. Twierdzą, że „w najgorszym scenariuszu 1,8 mln Niemców byłoby narażonych na promieniowanie o wartości ponad 20 milisiwertów”, co wymusiłoby ewakuację ludzi z Berlina i Hamburga. 

Straszenie atomem przez Niemców wydaje się co najmniej dziwne. Przecież nasi zachodni sąsiedzi pierwszy reaktor oddali u siebie do użytku już w 1975 r. Trzeba uczciwie przyznać, że od lat 90. ubiegłego stulecia rosła wśród niemieckich elit politycznych niechęć do energetyki jądrowej. Antyatomowe nastroje tylko pogłębiła awaria elektrowni jądrowej w Fukushimie z 2011 r. Do tego czasu 25 proc. niemieckiej energii pochodziło właśnie z atomu. Zgodnie z późniejszymi ustaleniami jej udział w 2022 r. ma spaść do zera.

Nie brakuje głosów wskazujących, że owo odejście Niemiec od atomu z ochroną środowiska tak naprawdę niewiele ma wspólnego. Za wszystkim ma zaś stać Nord Stream 2. Nasi zachodni sąsiedzi bardzo chcą, żeby te dostawy gazu były znaczącym elementem miksu energetycznego UE. I kiedy plan już był prawie gotowy – Polska wyskoczyła z atomem. Rząd w Warszawie nie zamierza bagatelizować niemieckich podchodów. I szykuje odpowiedź polityczną. Chodzi o powołanie przez Parlament Europejski komisji śledczej w sprawie budowy i funkcjonowania Nord Stream 2.