Zobaczcie, co się dzieje. Zagraniczny bank ucieka z Polski i chce umarzać klientom hipoteki

Warunek tego dealu jest jeden: spłać część kredytu szybciej, a my umorzymy ci kawałek zadłużenia – proponuje klientom norwesko-polski bank DNB Bank Polska. Oferta dotyczy kredytów we frankach i euro. Bankowi zależy na tym, żeby jak najszybciej ograniczyć działalność w Polsce, dlatego chce jak najszybciej wyplątać się z zawartych umów.

Szczegóły wyglądają tak: spłacasz w przyspieszonym trybie hipotekę w CHF i EUR po obecnym średnim kursie NBP, a więc w sumie drogo i w ten sposób realizujesz tzw. stratę walutową. Ale za to bank umorzy ci część zadłużenia. Spłacisz min 10 proc. kapitału, bank umorzy ci 1 proc. zadłużenia, spłacisz 20 proc., bank umorzy 2 proc. itd.

Jeśli zdecydujesz się spłacić cały kredyt, bank daruje ci 10 proc. zadłużenia. I nie ma znaczenia, czy zrobisz to gotówką, czy zrefinansujesz kredytem z innego banku.

Dlaczego oferta skierowana jest do kredytobiorców walutowych, skoro nie chodzi tu o frankową awanturę tylko o szybką ucieczkę z Polski? Bo zwyczajnie DNB kredytów hipotecznych w złotych nie ma od 2013 r., kiedy sprzedał cały ich portfel Getin Noble Bankowi.

Bizblog.pl poleca

A czemu ten DNB Bank tak się spieszy?

Niby ta promka jest ograniczona w czasie, można z niej skorzystać do końca września 2021 r., ale bank zastrzega, że może ją przedłużyć, jeśli będzie miał jeszcze środki zarezerwowane na ten cel. Tylko że nie wiadomo w sumie, ile ich zarezerwował ani ile osób dotąd skusiło się na tę ofertę. Bank mówi, że dużo. Ale żadne liczby nie padają.

Ciekawe jest natomiast to, że DNB Bank Polska zaczął się tak spieszyć i od jakiegoś czasu próbuje na różne sposoby namówić swoich klientów, żeby sobie od niego poszli. Już w 2019 r. proponował swoim klientom indywidualnym 1 tys. zł za rozwiązanie z nim umowy.

Wszystko dlatego, że już w 2012 r. Norwegowie postanowili ograniczać działalność na rynku detalicznym w Polsce. Zaś na początku tego roku postanowili też ograniczać swoją działalność na rynku korporacyjnym. Można się pewnie zatem spodziewać w przyszłości jeszcze kilku innych promocji, mających przekonać klientów, żeby poszli sobie gdzie indziej. 

Warto skorzystać? Bank cwaniakuje, cwaniakujcie i wy

No i tu przestaje być kolorowo. Bo spójrzmy na tę ofertę z innej strony. Bank jest przecież solidnie umoczony w aferę frankową, ale ani myśli o ugodach proponowanych przez KNF. To, co proponuje obecnie klientom hipotecznym, jest z pewnością dużo bardziej dla niego korzystne, bo strata walutowa, jaką klienci wzięliby na siebie, spłacając kredyt w całości po obecnym kursie to z pewnością więcej niż 10 proc., które bank jest skłonny umorzyć.

Poza tym spłacenie kredytu i skorzystanie z tej promocji może teoretycznie utrudnić klientom ewentualny spór w sądzie.

A po trzecie, przypomnę, jak było z namawianiem klientów, by rezygnowali z kont osobistych, oszczędnościowych, kart debetowych czy kredytowych. pierwsza oferta wcale nie była tak hojna. Najpierw DNB płacił za to 300 zł, potem podbił stawkę do 600 zł, dopiero na koniec do 1 tys. zł.

Obstawiam, że i tym razem będzie podobnie. Część połasi się na obecną ofertę, ale ona wcale nie robi szału, więc pewnie zostanie podbita. Może nawet nie raz. Ja bym poczekała.