Cybertruck to porażka. Sztuczki Elona Muska nie zrobiły wrażenia na inwestorach. Mnie też nie przekonały

Fani Elona Muska mieli nadzieję, że piątkowe tąpnięcie akcji Tesli na Wall Street po prezentacji elektrycznego pickupa to tylko chwilowa, histeryczna reakcja na rozdmuchany ich zdaniem incydent z pękającymi pancernymi szybami. Już w poniedziałek giełda miała paść na kolana przed Cybertruckiem i ogłoszoną przez Muska liczbą 200 tys. zamówień na ten produkt, a akcje Tesli odrobić straty. Byli w błędzie.

Fot. Tesla

Model 3 to bezsprzecznie gigantyczny sukces Tesli. Firma, która jak na realia przemysłu motoryzacyjnego ledwie pojawiła się na rynku, stworzyła produkt, który bije na głowę luksusowe modele renomowanych marek, nie tylko pod względem poziomu sprzedaży w USA, ale także bezpieczeństwa, prowadzenia czy osiągów.

Tym samym Tesla ostatecznie udowodniła, że hejterzy mylili się we wszystkim, a fani Elona Muska mogli odtrąbić zwycięstwo nad niewiernymi. Kolejnym triumfem ich ukochanej firmy miała być prezentacja Cybertrucka, który miał wywołać trzęsienie ziemi na rynku pickupów.

Coś jednak poszło nie tak. I wcale nie chodzi o wpadkę podczas czwartkowej prezentacji Cybertrucka. Choć w piątek indeks NASDAQ Composite świecił się na zielono, notowana na tym parkiecie Tesla poleciała w dół aż o ponad 6 proc., z 355 do 333 dol. za akcję. Tak właśnie brzmi jęk zawodu inwestorów na giełdzie.

Ponad 40 tweetów Elona Muska

Elon Musk ruszył do ataku, oczywiście na Twitterze. Tylko do niedzieli opublikował ponad 40 tweetów. Były tłumaczenia, dlaczego szyby rozbiły się podczas prezentacji, zapewnienia, że po stronie Cybertrucka stoi fizyka, a także deklaracje, że hardkorowi inżynierowie od nadwozi wykażą głębokie zrozumienie dla konstrukcji tego pojazdu.

Musk wrzucił też znany z prezentacji filmik, na którym Cybertruck masakruje forda F-150 w konkurencji przeciągania liny. Na porównywanie pojazdu z napędem na cztery koła z takim, który napędzany jest tylko na jedną oś, zareagował nawet jeden z menedżerów Forda, który wezwał Elona Muska, by ten dostarczył jego firmie Cybertrucka do własnego, uczciwego testu. Elon Musk na to zdawkowo przystał.

Najważniejsze były jednak newsy o błyskawicznie rosnącej liczbie rezerwacji Cybertrucka. Elon Musk już w sobotę raportował o 146 tys. zamówień, potem podał 187 tys., a następnie – wciąż w niedzielę – wpisał okrągłą liczbę 200 tysięcy.

Giełda nadal sceptyczna

W poniedziałek notowania akcji Tesli na Wall Street zaczęły się dla spółki bardzo obiecująco. Kurs otwarcia wyniósł 344 dolary, czyli o 11 dol. więcej niż kurs zamknięcia w piątek. Potem notowania Tesli stopniowo słabły i zakończyły się niewielkim wzrostem 0,99 proc., czyli niższym niż w przypadku całej giełdy NASDAQ.

Wtorkowe notowania Tesli zaczęły się od spadku. Kurs otwarcia był niższy niż kurs zamknięcia w piątek. Potem było jeszcze gorzej:

Źródło: Google

Czyżby inwestorzy nie zrozumieli, że 200 tysięcy zamówień na samochód, który na rynku pojawi się najwcześniej za dwa lata, to fantastyczny sukces? To raczej nie tak. Zaliczka wynosi bowiem jedynie 100 dol. i podlega pełnemu zwrotowi, dlatego trudno liczbę osób, które ją wpłaciły, utożsamiać z przyszłą liczbą nabywców.

Oczywiście chwilowe notowania giełdowe trzeba traktować z pewnym dystansem – na kurs Tesli wpływa o wiele więcej zmiennych niż to, jak oceniany jest wpływ Cybertrucka na przyszłe wyniki finansowe spółki.

Nie zdziwię się, gdy kurs akcji Tesli znów wkrótce wystrzeli, bo to jedna z tych firm, które według tradycyjnych modeli ekonomicznych są absurdalnie przeszacowane. Lecą (niemal) cały czas na stracie, a są warte miliardy, a nawet dziesiątki miliardów dolarów.

Pojazd lifestylowy, coś jak Hummer

Można zignorować oceny analityków, bo przecież w przeszłości nie raz co do Tesli się mylili. Warto jednak ich wysłuchać, bo mają mocne argumenty za tezą, że Cybertruck nie powtórzy sukcesu Modelu 3.

Emmanuel Rosner z Deutsche Banku uważa, że na razie jest zbyt wiele znaków zapytania, by ocenić realne zainteresowanie klientów. Wskazuje, że nie wiadomo, czy Cybertruck zdobędzie uznanie klientów flotowych, czy pozostanie niszowym produktem konsumenckim.

Rosner wskazuje, że piętą achillesową Cybertrucka może być zasięg w warunkach roboczych, czyli z pełnym obciążeniem i z ciężką przyczepą. Jeśli z tego powodu konieczny będzie wybór najdroższej wersji z największym zasięgiem (zapowiadana cena to 70 tys. dol.), to może to oznaczać o wiele wyższe koszty zakupu niż w przypadku tradycyjnych pickupów.

Dan Levy, analityk Credit Suisse ocenia, że Cybertruck to lifestylowy produkt, ale właściwie nie wiadomo, kto będzie docelową grupą klientów. Według Levy’ego wóz Tesli nie zagrozi pozycji tradycyjnych pickupów.

O tym, że Cybertruck to raczej niszowa ciekawostka, a nie pełnoprawny konkurent Forda F-150 czy Chevroleta Silverado, jest też przekonany Toni Sacconaghi z firmy analitycznej Bernstein Research. Ocenia on roczną sprzedaż pickupa Tesli na 50 tysięcy egzemplarzy lub mniej, co oznacza poziom sprzedaży Hummera (ponoć ma zostać wskrzeszony), a nie czołowych pickupów. Dla porównania sprzedaż Forda F-150 w 2018 roku wyniosła ponad 900 tys. sztuk.

Kto ma rację – sztukmistrz Elon Musk czy analitycy-sceptycy? Bardzo chciałbym, żeby to szef Tesli kolejny raz udowodnił, że prawa rynkowe są po to, by je łamać, ale bliżej mi do marudzących ekspertów. Niestety trzeba się uzbroić w cierpliwość, bo debiut rynkowy Cybertrucka pod koniec 2021 roku jest nierealny. Elon Musk przyzwyczaił nas, że wielomiesięczne opóźnienia w Tesli to normalka.