Co wybrać – IKE czy ZUS? Pytanie nurtujące miliony Polaków stało się właśnie nieaktualne

Likwidacja OFE miała sens, dopóki PiS nie wymyślił wiosną Polskiego Ładu. Dzięki niemu emerytury mają być zwolnione z podatku, a w tej sytuacji opłata przekształceniowa przestaje mieć jakikolwiek sens. A skoro budżet nic miałby na uśmierceniu OFE zyskać, to po co właściwie robić całe zamieszanie – pisze Agata Kołodziej.

Co wybrać – ZUS czy IKE? – w kończący się właśnie rok wkraczaliśmy, zachodząc w głowę, gdzie mają trafić nasze/nie nasze pieniądze. Każdy tekst na ten temat czytał się, jak newsy o zamkniętej w areszcie Dodzie, bo Polacy nie mieli pojęcia, co zrobić. Rok się kończy i widać, że cała energia, która poszła na te kalkulacje została zmarnowana. Lepiej było iść na spacer zamiast drapać się o głowie, bo żadnej likwidacji OFE nie i pewnie nie będzie. PiS zupełnie poległ w tej sprawie, a właściwie to sam się zaorał.

Oddamy Polakom pieniądze zgromadzone w otwartych funduszach europejskich – obiecał premier Mateusz Morawiecki. Świetny chwyt , żeby nie podpaść wyborcom: PiS kończy likwidację OFE, którą rozpoczął największy polityczny wróg PO.

Tylko że premierowi wciąż coś przeszkadza, żeby nam oddać nasze pieniądze. Bo przecież one miały stać się nasze już w tym roku. Rok się kończy, a ja żadnych pieniędzy z OFE nie dostałam.

A wy?

Projekt reformy zakładającej likwidację OFE został przez rząd wstydliwie i po cichu zamknięty w zamrażarce i to nie dlatego, że PiS przestał marzyć o ostatecznym unicestwieniu OFE, ale nie ma pojęcia, jak tego mordu dokonać.

Morawiecki likwiduje otwarte fundusze emerytalne od dwóch lat

Ostateczną likwidację OFE premier Morawiecki zapowiedział już na początku 2020 r. I oczywiście oddanie nam naszych pieniędzy było nawiązaniem do reformy dokonanej przez Platformę Obywatelską, która aby załatać budżet, zabrała z OFE część obligacyjną, a było to możliwe dzięki temu, że Trybunał Konstytucyjny uznał, że pieniądze zgromadzone w OFE to wcale nie nasze prywatne pieniądze, więc rząd może z nimi zrobić, co mu się spodoba.

Bizblog.pl poleca

Teraz PiS powtarza, że w OFE są nasze pieniądze, bo chce pokazać, jaki jest dobry. Nie oznacza to wcale, że oddanie nam ich miało kiedykolwiek skutkować przelaniem gotówki na nasze prywatne konto w banku.

Środki z OFE miały zostać przekazane na Indywidualne Konta Emerytalne, a jak ktoś by wolał, mógłby złożyć deklarację, że wcale ich tam nie chce i by jego część przekazać na jego indywidualne konto w ZUS.

I niby wydaje się, że to bezsensu, że domyślna droga naszych pieniędzy prowadziła do IKE, bo rządowi powinno zależeć, żeby jak najwięcej pieniędzy trafiało do państwowego ZUS, prawda? Otóż nie, bo pieniądze przekazane do IKE miały być obciążone podatkiem – tzw. opłatą przekształceniową w wysokości 15 proc. Dużo. Wiosną, kiedy ten temat jeszcze żył, szacowało się, że dzięki temu do budżetu państwa wpłynęłoby dodatkowe 13 mld zł.

Z uczciwości dodam, że ta opłata przekształceniowa wcale nie jest tak zupełnie wyssana z palca. To takie trochę wyrównanie, bo jeśli środki z OFE trafią zgodnie z naszą wolą do ZUS, za ileś lat, kiedy ZUS na emeryturze będzie wypłacał nam te pieniądze, będą one przecież opodatkowane, tymczasem jeśli trafią do IKE tak się nie stanie, dlatego trzeba je opodatkować teraz.

OFE trafiło pod respirator Polskiego Ładu

To wszystko miało sens, dopóki PiS nie wymyślił wiosną Polskiego Ładu. Dzięki niemu emerytury, a dokładnie aż 94 proc. świadczeniobiorców jak twierdzi ZUS, mają być zwolnione z podatku, a w tej sytuacji opłata przekształceniowa przestaje mieć jakikolwiek sens. A skoro budżet nic miałby na uśmierceniu OFE zyskać, to po co właściwie robić całe zamieszanie.

No właśnie, po nic. Dlatego właśnie projekt trafił do zamrażarki. Ostatnio serwis Prawo.pl próbował się dowiedzieć, co się z nim dzieje i usłyszał: robimy jeszcze jakieś tam analizy.

A to oznacza, że wszyscy bezradnie rozkładają ręce i nikt nic nie chce mówić, bo właściwie nie wiadomo, co powiedzieć.

Coś ta likwidacja OFE PiS-owi nie wychodzi

Ustawa, która dziś tkwi wstydliwie gdzieś na dnie jakiejś szuflady, miała wejść w życie 1 czerwca 2021 r., między 1 czerwca a 1 sierpnia mieliśmy zdecydować, czy chcemy swoje środki przenieść do IKE czy do ZUS.

Wiadomo już, że w tym roku nic w tej sprawie się nie wydarzy. Może PiS liczy, że o OFE wszyscy zapomną, bo ta cała szumnie zapowiadana likwidacja OFE to pasmo porażek i nieszczęść PiS-u.

Najpierw nogę rządowi podstawił koronawirus, bo zaraz po tym, jak premier na początku 2020 r. opowiedział nam bajkę, że odda nam nasze pieniądze, wybuchła pandemia, która wywołała panikę na giełdach i drastyczny spadek aktywów będących w posiadaniu OFE. 

Według danych Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych aktywa OFE na koniec stycznia 2020 r. warte były 151,5 mld zł, podczas gdy na koniec marca już tylko 112 mld zł. Reformę trzeba było zatrzymać, bo przeniesienie aktywów z likwidowanych OFE na IKE musiałoby się odbyć po bardzo niskiej, niekorzystnej dla wszystkich wycenie.

Rok później, wiosną 2021 r., kiedy giełdy się odbiły, nastąpiła druga próba zarzynania OFE. W kwietniu wszystko wydawało się już tylko formalnością, aż tu nagle Solidarna Polska postanowiła pokazać pazurki i zaskoczyła koalicjanta brakiem poparcia dla likwidacji OFE przed głosowaniem w Sejmie.

Reforma miała zostać przesunięta miesiąc, dwa, żeby dogadać się w sprawie większości w Sejmie, aż tu nagle wszedł Polski Ład, który wszystko zepsuł, bo sprawił, że nie będzie się dało obronić opłaty przekształceniowej.

Wiecie, ile pieniędzy przeszło rządowi wiosną tego roku koło nosa? Środki zgromadzone w wówczas OFE przez 15,5 mln Polaków to ok. 157 mld zł. Średni stan konta OFE to 10 tys. zł, więc jeśli te pieniądze trafiłyby domyślnie do IKE, każdy z nas zapłaciłby średnio 1,5 tys. zł parapodatku.

I niby powinniśmy się cieszyć z tego, że rządowi likwidacja OFE nie wychodzi, ale kto wie? Ostatecznie te pieniądze, tkwiąc w OFE, nadal nie są nasze. A diabeł polityków cały czas kusi.