Chiny mogą nie poradzić sobie z celem klimatycznym. Przez bitcoina

Choć handel kryptowalutami jest w Chinach zabroniony, to tamtejsze kopalnie napędzają 80 proc. światowego handlu. Zużywają dużo prądu, co pociąga za sobą emisję dwutlenku węgla.

Chiny zobowiązały się zatrzymać wzrost emisji gazów cieplarnianych do 2030 roku. Najludniejsze państwo świata chce również być neutralnie klimatycznie do 2060 roku. To ambitne cele, na których przeszkodzie mogą stanąć kopalnie kryptowalutowe.

Bizblog.pl poleca

To właśnie one stanowią rusztowanie, na którym rozpięta jest sieć łańcucha bloków. Kopalnie składają się z mnóstwa szybkich i wyspecjalizowanych jednostek obliczeniowych, które potwierdzają transakcje. Bez nich nie moglibyśmy przelewać bitcoinów. W zamian za swoją pracę dostają bitcoiny. Każdy blok transakcji to 6.25 bitcoinów tworzonych „z powietrza”. W ciągu dnia wydobywa się zaś ok. 144 bloki.

Kopanie kryptowalut jest konwersją prądu na bitcoiny.

Im tańszy prąd, tym więcej pieniędzy zostaje w portfelu górnika. Właśnie dlatego zwykli oni lokować swoje kopalnie w regionach z tanim prądem. Przoduje w tym chińska Mongolia Wewnętrzna – region, który samodzielnie odpowiada za 8 proc. mocy obliczeniowej sieci bitcoina. Górnicy dysponują tu tanią energią z hydroelektrowni Huhehaote i Nierji. Niestety 40 proc. prądu wciąż pochodzi ze spalania węgla.

Chińscy badacze w swoim artykule, opublikowanym w magazynie Nature, podkreślają, że dalszy rozwój tego sektora w Chinach może pokrzyżować klimatyczne plany państwa. Możemy się dowiedzieć choćby, że do 2024 roku lokalne krypto-kopalnie będą generowały 130,5 mln ton metrycznych dwutlenku węgla, czyli mniej więcej tyle, ile wynoszą emisje gazów cieplarnianych dla całych Włoch czy Arabii Saudyjskiej.

Chiny mogą powiedzieć „stop” kopalniom

I to zarówno tym węglowym, jak i kryptowalutowym. Z regionu Mongolii Wewnętrznej, bogatego również w węgiel, krypto-górnicy mają się wynieść do końca kwietnia. Ich największe zrzeszenie – Bitmain – już dawno przeniosło swoje jednostki do Junnan, sąsiadującego z Mjanmą i Laosem.

Z drugiej strony, część inwestorów zaczyna zwracać uwagę na sposób wytwarzania nowych bitcoinów. Kevin O’Leary z telewizyjnego show „Shark Tank” podkreślił niechęć do „krwawych monet”, czyli takich, wytwarzanych w krajach objętych amerykańskimi sankcjami. Chodzi więc nie tylko o pozyskiwanie energii z węgla, ale również o kwestie polityki zagranicznej, związanej z potępieniem chińskiego postępowania w stosunku do Ujgurów.

Nie kupuję kryptowalut, chyba że wiem, gdzie zostały wydobyte, kiedy zostały wydobyte i skąd pochodzą. Byle nie z Chin. Nie chcę żadnej „krwawej” monety. (…) jesteśmy w stanie wojny handlowej (…) instytucje nie chcą ich [bitcoinów] posiadać, nie tylko ze względu na emisję dwutlenku węgla, ale także ze względu na kwestie praw człowieka

Comparic cytuje O’Leary’ego.

Bitcoin oscyluje w granicach 58 tys. dol.

Wtorkowy artykuł w Nature nie wpłynął na wahnięcia kursu. Po osiągnięciu nowego rekordu w połowie marca (ponad 61 tys. dol. za monetę), bitcoin od kilku dni ustabilizował się na poziomie nieco poniżej 58 tys. dol.