Polska krajem miliona aut elektrycznych? Wolne żarty, nie przy takich cenach prądu

Miało być bezemisyjne eldorado, a gniazdka elektryczne na polskich drogach miały raz na zawsze wyrzuci znad Wisły nieopłacalne powoli benzynowe dystrybutory. Teraz okazuje się, że to wszystko było pisaniem patykiem po wodzie. Ceny prądu skutecznie duszą polską elektromobilność.

Fot. JB/Bizblog.pl

Lotos wprowadził opłaty za ładowanie samochodów elektrycznych. To definitywny koniec czasów darmowego podpinania się do gniazdek na stacjach. Teraz przy tej okazji trzeba wyściubić z kieszeni 24 zł. Cena jest jedna, bez względu ma to, jak długo byliśmy połączeni kablem i ile w tym czasie pobraliśmy energii. A to dopiero początek. Na podobny krok do czerwca zdecyduje się Orlen. 

Bizblog.pl poleca:

Warto przypomnieć, że Lotos przez darmowe ładowanie promował tak swój Niebieski Szlak – sieć stacji do szybkiego ładowania pojazdów elektrycznych stworzonej poza miastami wzdłuż korytarzy TEN-T (Transeuropejskiej Sieci Transportowej). Teraz dowiadujemy się, że niepłacenia za prąd z tego Szlaku to były testy Lotosu, które właśnie się oficjalnie zakończyły.

Ceny prądu skutecznie wciskają hamulec

Co gorsza, jak wylicza Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych, procedury administracyjne i taki system podatkowy skutecznie przeszkadzają w rozwoju elektrycznej infrastruktury dla samochodów.

Jednak nie to jest największą bolączką elektromobilności Made in Poland. Tutaj zdecydowanie prym wiodą ceny prądu. Jak informuje „Rzeczpospolita”, przejechanie 100 kilometrów samochodem elektrycznym już teraz może kosztować ponad 50 zł, a wkrótce będzie jeszcze drożej – nawet 70 zł. To dwa razy więcej niż za przejazd dieslem.

Samorządy mogą zapłacić krocie za innowacyjność

Zależność z cenami prądy nie dotyczy wyłącznie aut osobowych. Takie okoliczności będą miały bezsprzecznie wpływ na dalszą, od lat postępującą elektryfikację komunikacji miejskiej i tym samym na finanse wielu samorządów, które zdecydowały się na taki krok. Pierwszy elektryczny autobus na polskie drogi kupiło w 2015 r. Jaworzno.

Elektromobilność traktujemy jako przyszłość komunikacji miejskiej również ze względu na środowisko naturalne

– stwierdził przy tamtej okazji ówczesny i obecny prezydent Jaworzna Paweł Silbert

Potem tym śladem poszli inni. E-autobusy pojawiły się na ulicach m.in. Sosnowca, Jeleniej Góry, Inowrocławia Koszalina, Ełku, Grudziądza, Krakowie i Warszawie.

Jeżeli opracowany przez MPK w Krakowie wniosek aplikacyjny uzyska na tyle wysoką ocenę, aby znaleźć się na liście projektów zakwalifikowanych do dofinansowania, to wszystkie autobusy zostaną dostarczone do Krakowa do końca 2020 roku

– zapowiada Marek Gancarczyk, rzecznik prasowy MPK Kraków. 

A za energię przyjdzie nam płacić z roku na rok więcej

W dobie drożejącej energii (tej pochodzącej z paliw kopalnych) podpięta do gniazdka elektrycznego komunikacja miejska może odbijać się samorządowcom finansową czkawką. Nagle może się bowiem okazać, że za organizację transportu publicznego – tego opartego na pojazdach elektrycznych, bezemisyjnych przyjdzie zapłacić znacznie więcej, niż to wcześniej zapisano w gminnych budżetach. 

Zwłaszcza że absolutnie nie możemy mówić o suficie, jeżeli chodzi o ceny prądu. Po tym, jak Urząd Regulacji Energetyki klepnął wszystkie proponowane taryfy na 2020 r., wiadomo, że w tym roku odbiorcy zapłacą więcej o ok. 12 proc. Najmniej przyłączeni do sieci PGE Dystrybucja: 10,5-11 proc., a najwięcej (12,2 proc.) ci z sieci dystrybucyjnej Enei Operator. 

Tym razem skuteczną ochroną nie będą rekompensaty rządowe, jak to miało miejsce rok wcześniej. Owszem, taka pomoc jest jak najbardziej przewidziana. Jak jednak przyznał Jacek Sasin, szef resortu aktywów państwowych, ich wypłata będzie możliwa dopiero w 2021 r.

Po końcu roku, kiedy każdy będzie już wiedział i będziemy mogli określić, ile więcej pojedyncza rodzina zapłaciła za prąd w wymiarze rocznym, zrekompensujemy tę różnicę

– obiecuje minister.

Co dalej, bardziej w perspektywie 5-10 lat? Przecież obecny mocno zielony kurs Brukseli jednoznacznie wskazuje, że energia pochodząca z węgla (polska gospodarka jest od niej uzależniona w ok. 77 proc.) będzie coraz droższa. Rząd zaś prędzej czy później, dbając o finanse w innych dziedzinach życia, kurek z rekompensatami – nawet tymi wypłacanymi rok później – raz na zawsze zakręci.

Dla indywidualnych odbiorców oznaczać to będzie głębsze sięganie do portfela, co ma być zresztą w 2020 naszą narodową konkurencją. Z kolei dla samorządów dochodzi – obok obniżenia płacy minimalnej, takiej gospodarki odpadami czy podwyżki pensji nauczycieli – kolejne obciążenie finansowe, któremu naprawdę trudno będzie zaradzić.