Trump wniebowzięty, w Polsce złowróżbna cisza. Ropa drożeje najszybciej od 30 lat

Widzieliście gdzieś benzyny poniżej 5 zł? Tak? To szybko zróbcie zdjęcie na pamiątkę. Po ataku na saudyjskie rafinerie ropa drożeje w tempie nienotowanym od 1991 roku. Zamieszanie na rynkach to – jak się okazuje – prezent dla ubiegającego się o reelekcję Donalda Trumpa i fatalne wieści dla polskiego rządu. Wyższe ceny paliw mogą być kulą u nogi w wyborach za trzy tygodnie.

Jeśli duża część zgłoszonej utraty produkcji na poziomie 5,7 mln baryłek dziennie będzie utrzymywać się przez tygodnie lub dłużej, wypełnienie tej luki będzie ogromnym wyzwaniem – uważa Will Scargill, analityk ropy i gazu w GlobalData.

Ayham Kamel z Eurasia Group uważa, że o ile straty po ataku są faktycznie duże – rynki powinny przygotować się na utrzymanie w dłuższej perspektywie czasu 10-procentowych podwyżek. 

Sobotnie ataki na ośrodki wydobywcze w Arabii Saudyjskiej, odpowiadające za 58 procent całkowitej mocy przerobowej Saudów, mają i będą mieć wpływ na światową (w tym też polską) gospodarkę. Nie wspominając o konsekwencjach politycznych. Po braku wpływów z tytułu podatku cyfrowego to zaś może mieć znaczący wpływ na nasz rodzimy budżet, który może się okazać, że bez deficytu jednak nie obejdzie się.

U nas naftowe napięcie będzie jednak przekładać się głównie na kolejną falę wzrostu cen oraz możliwe odbicie inflacyjne. Po letnich miesiącach, kiedy inflacja pozostawała powyżej celu inflacyjnego Narodowego Banku Polski, teraz tym bardziej kreślenie poziomu co najmniej 3-procentowego wzrostu cen towarów i usług pod koniec roku – wydaje się jak najbardziej prawdopodobne.

Na razie sytuacja na światowych rynkach jest nerwowa. Jak podaje „Financial Times”: ceny ropy wzrosły 20 procent, czyli najwięcej od prawie trzech dekad. Ekonomista, szef SpotData Ignacy Morawski stawia sprawę jasno. Wzrost cen ropy na świecie o 10 proc. przekłada się na wzrost cen paliw w Polsce o ok. 4 proc. i inflację wyższą o ok. 0,2 punktu proc. 

Jeżeli to wszystko się oczywiście utrzyma, bo różnie może być – dodaje Ignacy Morawski. 

Te wyliczenia dotyczą jednak obecnych regulacji walutowych, w których złoty po lekkim odbiciu znowu zaczyna tracić do euro, za które trzeba już zapłacić powyżej 4,3 zł. Na szczęście dolar też nie jest za mocny i obecnie ciągle kosztuje poniżej 4 zł. Jeżeli przebije te barierę, to wpływ paliwowego konfliktu w Arabii Saudyjskiej w Polsce odczujemy jeszcze wyraźniej.

Właściciele stacji benzynowych za dużo nie pomogą

To być może w takiej sytuacji właściciele stacji benzynowych zachowają twarz i nieco zejdą ze swoich marży i dzięki temu saudyjskie zawirowania nie wpłyną aż w taki stopniu na polską gospodarkę i ceny przy dystrybutorach? Niestety, nie ma co na to liczyć.

W marżach detalicznych nie ma miejsca, żeby podwyżki brać na siebie. Dlatego raczej nie ma wątpliwości, że wzrosty dotyczące rynku hurtowego przełożą się na indywidualnego odbiorcę. Przy podwyżce nawet 50 groszy na litrze paliwa z pewnością będziemy mieć do czynienia z kolejnym czynnikiem wpływającym na inflację. Chociaż do tej pory wpływ rynku paliw na wzrost cen towarów i usług nie był jakiś znaczący, to jednak może to ulec zmianie – przekonuje w rozmowie z serwisem Bizblog.pl Urszula Cieślak z Biura Maklerskiego Reflex.

Jeszcze przed atakiem na saudyjskie rafinerie cena benzyny w Polsce kształtowała się poniżej 5 zł za litr. Teraz analitycy mówią jednak o realnym wzroście do poziomu 5,4-5,5 zł za litr. A w ekstremalnej sytuacji, kiedy np. doszłoby do amerykańskiej interwencji zbrojnej (USA uparcie o atak oskarżają Iran) – za benzynę nad Wisłą moglibyśmy płacić nawet 6 zł.

Wszyscy patrzą na ceny ropy, a w tle międzynarodowa układanka polityczna

Czy podpalenie saudyjskich rafinerii będzie miało wpływ na jutrzejsze posiedzenie amerykańskiej Rezerwy Federalnej, od której oczekiwana jest wreszcie obniżka stóp procentowych? To raczej mało prawdopodobne. Wydaje się, że tym razem presja ze strony prezydenta Donalda Trumpa, który wzywał FED do odwagi, jaką rzekomą ma się charakteryzować Europejski Bank Centralny czy Ludowy Bank Chin – będzie skuteczna.

Zdecydowanie większy wpływ na amerykańską i światową gospodarkę mogą mieć polityczne zawirowania związane z atakiem na ośrodki wydobywcze w Arabii Saudyjskiej. Nie jest wszak tajemnicą, że ograniczenie produkcji ropy przez Saudów najbardziej na rękę jest Rosji i Iranowi, których rynki zbytu mogą w takiej sytuacji ulec poszerzeniu. 

Jednak według niektórych analityków prezent od losu dostał też Donald Trump. Znowu może robić to, w czym czuje się najlepiej, wzbudzać kontrowersje przez social media. Jednocześnie znowu – jak w przypadku Korei Płn. – kiepsko grać rolę międzynarodowego mediatora, który owszem deklaruje, że America first!, ale chce pokoju na całym świecie. Trudno o lepszy prezent dla amerykańskiego prezydenta w przededniu walki o reelekcję. Stąd słowa o odbezpieczonej i wycelowanej już broni, która ma czekać jedynie na potwierdzenie ustaleń Arabii Saudyjskiej, że za tym atakiem stoi Iran.

Niedobór ropy odczujemy w listopadzie?

Pożar w zaatakowanych rafineriach udało się już opanować, ale do wznowienia produkcji jeszcze bardzo daleka droga. Jeżeli w najbliższych tygodniach sytuacja nie ulegnie nagłej poprawie – w listopadzie niedobór może być już odczuwalny w magazynach, co tylko będzie dodatkowo windować cenę ropy do góry.

Wcześniej możemy spodziewać się nerwowych reakcji niektórych linii lotniczych, które przy tak znaczących podwyżkach cen ropy same muszą korzystać ze swoich zapasów. Rynek to widzi i reaguje. Już wczoraj akcje największych chińskich operatorów lotniczych zaczęły spadać – o 2,5 proc. i więcej.

Wojna handlowa na linii Stany Zjednoczone-Chiny oraz niemiłosiernie przedłużające się zawirowania związane z brexitem – to obecnie dwa główne czynniki wpływające na światowe spowolnienie gospodarcze. Rosnące w tej sytuacji ceny ropy – to bardzo zła informacja dla wszystkich graczy, która tylko te kiepskie nastroje może dodatkowo pogłębić.

Budżet był zrównoważony, dopóki nie dopadły nas konsekwencje czynników zewnętrznych. Na to już nic nie poradzimy. Ale przez ostatnie lata nasza gospodarka rosła w siłę i sobie z tymi kłopotami poradzi. Musimy być tylko cierpliwi – takie słowa będzie najprawdopodobniej zawierać expose nowego polskiego premiera, ktokolwiek by on nie został.