Mamy powtórkę z gwałtownie drożejącym masłem. Tanio już było

Ceny masła od początku roku wzrosły na rynku hurtowym już o dwie trzecie, a w ostatnich tygodniach gwałtownie rośnie cena kostki w sklepach. Jeszcze niedawno było to oko 5 złotych, a teraz cena niebezpiecznie zbliża się do 10 zł za kostkę. Sytuacja przypomina maślaną drożyznę sprzed kilku lat, ale eksperci ostrzegają, że tym razem ceny mogą wystrzelić jeszcze bardziej i zostać z nami na dłużej.

Dane Ministerstwa Zdrowia wskazują, że tylko w ciągu miesiąca hurtowe ceny masła konfekcjonowanego wzrosły w Polsce o prawie 13 procent, ale od początku roku wzrost cent wynosi aż 67 proc. Przez wiele miesięcy nie przekładało się to na cenę kostki masła w sklepie, ale drożyzna już dosięgnęła portfeli Polaków.

Jak donosi „Rzeczpospolita”, jeszcze kilka tygodni temu ceny oscylowały wokół 5 zł za kostkę, ale teraz sięgają 7-8 zł, a zdarza się, że kosztuje jeszcze więcej. Niebezpiecznie blisko jest pułap 10 zł za kostkę, a to dla wielu konsumentów będzie już terytorium dóbr luksusowych.

Nic dziwnego, że w tej sytuacji producenci odkurzyli stary sposób na ukrycie wzrostu cen, czyli zmniejszają kostki masła. Trzeba zacząć przyglądać się opakowaniu masła, bo zamiast na kostkę o masie 200 g coraz częściej można spotkać kostkę o masie 170 g. Jeszcze trochę, a kostka masła schudnie do 150 g.

Bizblog.pl poleca

Producenci masła przekonują, że utrzymywanie sklepowej ceny kostki masła na poziomie około 5 zł oznaczało, że było sprzedawane właściwie po kosztach, a nawet poniżej kosztów. Te bowiem bardzo wzrosły w ostatnim czasie – od mleka przez opakowania po transport. Według naszych przewidywań ceny masła nie będą spadać, ostatnio zaobserwowany wzrost może jedynie okresowo zahamować – mówi „Rzeczpospolitej” Małgorzata Cebelińska, dyrektor handlu SM Mlekpol.

Wzrost kosztów przetwórców

Wyższe ceny masła rzucają się w oczy, tym bardziej że jesteśmy na nie wyczuleni po drożyźnie tego produktu sprzed kilku lat. Niestety olbrzymi, dwucyfrowy wzrost cen dotyczy także innych podstawowych produktów żywnościowych służących do wypieków i nie tylko. Hurtowe ceny mąki pszennej piekarniczej poszły w górę o połowę, a żytniej nawet o dwie trzecie. Z kolei olej rzepakowy podrożał o trzy czwarte.

Koszty produkcji żywności rosną, a to musi oznaczać dalszy wzrost cen w sklepach. Jak wskazuje Krystian Jaworski, starszy ekonomista Cretit Agricole, co najmniej 82 proc. firm przetwórczych zasygnalizowało wzrost cen środków produkcji w listopadzie, a co najmniej 71 proc. wzrost cen wyrobów gotowych.

W obliczu powszechnego wzrostu cen i oczekiwanej kontynuacji takiego trendu firmy decydowały się na zakup towarów na szeroką skalę, aby zniwelować wpływ inflacji i niedoborów podaży w nadchodzących miesiącach – zwraca uwagę analityk. W rezultacie wzrost netto zapasów środków produkcji i półfabrykatów był najsilniejszy w ponad 23-letniej historii badań – dodaje.

Tarcza antyinflacyjna

Aby złagodzić sztuki inflacji dla przeciętnego obywatela, rząd ogłosił wprowadzenie tarczy inflacyjnej, czyli pakietu działań, które z punktu widzenia obywateli mają złagodzić skutki szalejącej inflacji, premier przedstawił w miniony czwartek. Od stycznia będą wypłacane zapomogi dla najuboższych, a także na trzy miesiące zostaną obniżone podatki od nośników energii. Akcyza na paliwo ma być z kolei obniżona na pięć miesięcy i to już od 20 grudnia.

Ignorowany w ostatnich miesiącach wzrost inflacji z zagadnienia akademickiego przeistoczył się w poważny problem zwykłych obywateli, których koszty życia gwałtownie wzrosły i nie przestają rosnąć. Zgodnie ze wstępnym szacunkiem GUS-u Inflacja wzrosła w listopadzie aż o 7,7 proc. rok do roku. To więcej, niż zakładały nawet pesymistyczne prognozy.

Ostatecznie w pakiecie antyinflacyjnym znalazły się tymczasowe obniżki podatków od nośników energii, ale nie ruszono stawek VAT na żywność. Najpierw premier tłumaczył, że na zerowe stawki nie zgodziła się Komisja Europejska, ale gdy okazało się, że nawet nie było takiego wniosku polskiego rządu, Ministerstwo Finansów stwierdziło, że Bruksela… i tak by się nie zgodziła.