Polacy dostaną szału, kiedy zobaczą nowe rachunki za prąd i gaz. A to dopiero przygrywka

Ceny energii i gazu idą w górę, więc nasze rachunki również. Zła wiadomość jest taka, że za uzależnienie od węgla dopiero zaczynamy płacić. Dobrej nie ma, będzie jeszcze gorzej.

Podpisanie umów na rok, ale z gwarancją ceny za prąd albo kontrakt na trzy lata z gwarantowaną wysokością rabatów – taką propozycję przedstawia klientom Tauron. I co tu najlepiej wybrać? Teraz, przed listopadowym złożeniem wniosków do Urzędu Regulacji Energetyki (URE) przez spółki energetyczne i rozpoczęcie negocjacji – to nie jest dobry czas na odpowiedź na tak postawione pytanie. Z drugiej strony biorąc pod uwagę, to co się dzieje z ceną emisji CO2 w unijnym systemie ETS – można stwierdzić, że niezależnie od wyboru formy przyszłej umowy i tak będzie źle, a wyższe rachunki szybko odczujemy na własnej skórze. Zresztą ci, którzy teraz kupują energię na podstawie cennika, a nie taryfy regulowanej – już zderzają się ze sporymi zwyżkami i nowe umowy podpisują ze zdecydowanie wyższymi stawkami.

Nie będą to podwyżki odzwierciedlające poziom inflacji, ale znacznie wyższe

– ostrzega Rafał Gawin, prezes URE.

I dodaje, że lepiej brać pod uwagę dwucyfrowy wzrosty cen.

Ceny prądu: taryfy wyższe o nawet 40 proc. i więcej

Składane przez spółki energetyczne wnioski do URE mogą zakładać podwyżki nawet o 30-40 proc. i więcej. Trudno się dziwić. Przecież od trzech miesięcy z rzędu na rynku hurtowym mamy do czynienia z biciem rekordów. Tym samym nasza pozycja europejskiego lidera w hurtowych cenach energii pozostaje niezagrożona. Warto przypomnieć, że przewodzimy całej stawce od kwietnia 2020 r. I raczej w najbliższym czasie nie przestaniemy.

Bizblog.pl poleca

Ulgę odczujemy dopiero jak ograniczeniu w miksie energetycznym udziału węgla. A to ma zająć przecież dekady.

Ubóstwo energetyczne malało? Zacznie rosnąć

Takie drastyczne podwyżki cen energii, gazu ziemnego, ale też węgla (ponad 160 dol. za tonę w portach ARA) zdaniem ekspertów zwiększą poziom ubóstwa energetycznego w Polsce. Bo jeszcze do tego wszystkiego mamy najwyższą od 20 lat inflację. A jeszcze niedawno Michał Kurtyka, minister klimatu i środowiska z dumą mówił, że „udział procentowy osób zagrożonych ubóstwem energetycznym w naszym kraju spada”. Obecnie to ok. 6 proc. Polaków i to właśnie tylko oni mogą liczyć na rządowe rekompensaty do rachunków za prąd i gaz.

Cena gazu nie przestaje iść w górę

To, co się w tym roku dzieje w systemie ETS, można porównać chyba jedynie do sytuacji z ceną gazu. Wszystko zaczęło się komplikować w sierpniu, jak Gazprom z powodu awarii musiał zmniejszyć dostawy. Zamiast 2,1 na dobę wypuszczano 1,4-1,5 mld m gazu. To spowodowało, że kraje europejskie musiały sięgać do własnych rezerw. A im bardziej puste magazyny – tym wyższa cena surowca. I rzeczywiście na rynku europejskim od początku roku cena gazu urosła aż o 220 proc.

Musi to odbić się na polskich taryfach. Właśnie podskoczyły trzeci raz w górę tylko w tym roku. Najpierw w kwietniu – o 5,6 proc., potem w sierpniu – o 12,4 proc. i teraz, od października – o 7,4 proc. Jak mogą w takim razie odczuć to nasze rachunki? URE szacuje, że dla zwykłych zjadaczy chleba oznacza to wzrost miesięczny o 0,72 zł. Ci z grupy W-2.1 (średni zużycie roczne w skali kraju – 7177,27 kWh) co miesiąc zapłacą więcej o 4,48 zł. Przedstawiciele z kolei grupy W-3.6 (22057,64 kWh na rok) każdego miesiąca będą musieli wysupłać dodatkowo z kieszeni 13,76 zł. I takie stawki zaczną obowiązywać już od października.

Nord Stream 2 uspokoi sytuację?

I tak, i nie. Wiadomo, że transfer gazu nowym dopiero co ukończonym rurociągiem będzie mógł wystartować najwcześniej za cztery miesiące. Ale to wcale nie oznacza, że już nie będzie kłopotu z gazem i nie trzeba będzie martwić się ceną. Jest raczej pewne, że Moskwa będzie chciała uzależnić Europę od gazu. Wcześniejsze zapewnienia amerykańskiego prezydenta Joe Bidena i niemieckiej kanclerz Angeli Merkel o tym, że nie pozwolą Putinowi machać gazrurą można już oficjalnie wsadzić między bajki. Styl działania Rosjan dobrze był widoczny, gdy niemieckie sądy nie pozwoliły Nord Streamowi 2 wymknąć się unijnym regulacjom rynkowym. W dniu otrzymania przez Gazprom niekorzystnego wyroku przy pomocy swojej elektronicznej platformy handlowej zablokowali sprzedaż gazu do UE w 2022 r.

Polska musi poczekać na Baltic Pipe

Przyszłość cen gazu wcale nie wygląda kolorowo. To, że Moskwa będzie starała się grać na nosie Brukseli, jest już przesądzone. Pewną przeciwwagą dla Rosja może być polsko-duński gazociąg Baltic Pipe. Jak ostatnio usłyszeliśmy: wszystko idzie zgodnie z planem i budowa trafiła na ląd. Tym samym w tym roku polska część powinna być gotowa. I co najważniejsze: nie ma żadnych przeszkód dla dalszych prac. A to powoduje, że zachowanie pierwotnego terminu na zakończenie inwestycji i uruchomienie transferu gazu z Morza Północnego jest cały czas realne. Częściowa przepustowość ma być już gotowa w październiku 2022 r.