Będzie 3000 zł na centralne ogrzewanie? Rząd nie chciał pomóc, ale dwie małe spółdzielnie załatwiły go na cacy

Aby zapewnić wsparcie finansowe milionom Polakom korzystającym z centralnego ogrzewania rząd będzie musiał wytrzasnąć skądś kilkadziesiąt miliardów złotych ekstra. No sorry, jak się zaczyna rozdawać kasę, to warto to robić z głową, a nie wybierać sobie beneficjentów publicznej pomocy na podstawie politycznego widzimisię.

Centralne ogrzewanie został pominięte przez rząd w rozdawnictwie. Ale dwie małe spółdzielnie wściekły się, że w Polsce nikt nie chce z nimi rozmawiać – ani posłowie, ani URE, ani UOKiK – więc zwróciły się do Brukseli. Ta uznała, że wbrew temu, co opowiada rząd, pomóc w obliczu rosnących cen gazu można nie tylko obywatelom, którzy mają w domu własny kocioł, ale też tym, którzy korzystają z ciepła systemowego, czyli z centralnego ogrzewania.

Centralne ogrzewanie wykluczone jest z pomocy publicznej. UE na to nie pozwala – tak politycy próbowali się wymigać od wsparcia dla Polaków korzystających z centralnego ogrzewania. No więc teraz albo znajdą 60 mld zł, żeby pomóc wszystkim po równo, albo będą musieli otwarcie przyznać, że mieszkańców bloków mają w nosie. Chyba że w końcu wprowadzą kryterium dochodowe przy dopłatach do węgla i innych paliw.

Od tygodni w Polsce dyskusja na temat równego traktowania Polaków w związku z pomocą w ogrzaniu domu skupiała się na tym, dlaczego dopłaty mają być tylko do węgla, a do pelletu, oleju opałowego czy gazu LPG już nie.

Tę sprawę rząd właśnie załatwił i przyjął projekt ustawy umożliwiający dopłaty również do innych surowców. Ale czy to oznacza, że teraz jest sprawiedliwie? Nie!

Ministerstwo Klimatu: jak się boicie kosztów ogrzewania, to zbudujcie sobie termy

Teraz pomoc kierowana jest wyłącznie do mieszkańców domów, czyli tych, którzy mają własne źródło ciepła. A co z Polakami mieszkającymi w blokach, którzy korzystają z ciepła systemowego? Ich drastyczne podwyżki cen ogrzewania też dotkną, bo ich ciepło w kaloryferach nie bierze się od dobrej wróżki.

Bizblog.pl poleca

Sęk w tym, że polskie prawo energetyczne definiuje gospodarstwo domowe, które ma prawo do pomocy w związku z podwyżkami cen gazu w taki sposób, że łapią się tylko ci, którzy mają wewnętrzne źródło ciepła.

Mieszkańcy bloków w spółdzielniach mieszkaniowych zostali więc na lodzie, a spółdzielnie, które dostarczają im ciepło systemowe, czyli nie tylko ogrzewanie, ale i ciepłą wodę, są przerażeni perspektywą kilkukrotnie wyższych rachunków, które zaraz będą musieli wystawiać mieszkańcom.

Dwóch odważnych prezesów spółdzielni mieszkaniowych z Nowego Tomyśla spróbowało zawalczyć: czy każde gospodarstwo domowe nie powinno płacić za ciepło według takich samych taryf?

Tylko nikt nie chciał ich słuchać.

Nie otrzymaliśmy pomocy ani od URE, ani od UOKiK i posłów – mówił niedawno „Rzeczpospolitej” Andrzej Funka, prezes spółdzielni mieszkaniowej w Nowym Tomyślu.

Ministerstwo Klimatu zaleciło spółdzielniom zainwestowanie w termy i stwierdziło, że ich wesprzeć nie może, bo zostałoby to uznane przez Unię za niedozwoloną pomoc publiczną. No to spółdzielcy się wściekli i powiedzieli „sprawdzam”, czyli poszli prosto do Unii z pytaniem, czy taka pomoc rzeczywiście byłaby nielegalna.

KE: przed wysokimi kosztami ogrzewania chronić można wszystkich

Pomogli byli premierzy prof. Jerzy Buzek i Leszek Miller. Dzięki ich interwencji Komisja Europejska błyskawicznie wydała opinię, że państwa członkowskie mają swobodę w udzielaniu różnego rodzaju pomocy gospodarstwom domowym, unijne przepisy wcale w tym nie przeszkadzają.  KE zwróciła też uwagę na to, że polskie Prawo energetyczne ogranicza definicje gospodarstwa do takiego z wewnętrznym źródłem ciepła, przez co pomoc obywatelom cierpiącym z powodu rosnących cen gazu nie obejmuje dużej liczby gospodarstw.

W skrócie: jest niesprawiedliwie.

A więc teraz mamy czarno na białym, że Polska może objąć ochroną taryfową wszystkie gospodarstwa domowe i jest to tylko kwestia decyzji politycznej rządu, czy przed horrendalnie drogim ogrzewaniem zechce chronić wszystkich Polaków czy tylko wybranych.

Pardon – decyzja nie tylko polityczna, ale i finansowa, bo szacunki mówią, że ustanowienie takich samych taryf za ciepło dla wszystkich kosztowałoby budżet 60 mld zł. Czy to dużo? Dla porównania główny ekonomista Ministerstwa Finansów Łukasz Czerniecki przyznał kilka dni temu, że koszty dotychczas uchwalonych dodatków dla osób ogrzewających mieszkania w różny sposób mogą wynieść ok. 20 mld zł, a to i tak już zje gros nadwyżki budżetowej, jaką Polska wypracowała w ciągu siedmiu miesięcy tego roku. Przypomnę, że nadwyżka wyniosła 34,7 mld zł. Na zrównanie taryfy na ciepło dla wszystkich dużo za mało.

Spółdzielnie mieszkaniowe i prezes URE żądają zmiany prawa

Spółdzielcy z opinią Komisji Europejskiej w ręku domagają się natychmiastowej reakcji rządu. Teraz to i Urząd Regulacji Energetyki dołączył do spółdzielców, mając wobec rządu takie same oczekiwania.

Czego dokładnie chcą? Nowelizacji ustawy Prawo energetyczne, tak aby poszerzyć katalog podmiotów objętych dostawą gazu według cen ustalanych w taryfie zatwierdzonej przez URE, by spółdzielnie mieszkaniowe dzierżawiące kotły gazowe od przedsiębiorstw ciepłowniczych zostały objęte ochroną taryfową. Dodatkowo mowa też o ochronie taryfowej bezpośrednio dla ciepłowni, które dostarczają ciepło systemowe dla mieszkańców lokali w spółdzielniach mieszkaniowych.

To wszystko powinno zająć polityków już we wrześniu. A tu jeszcze Rzecznik Praw Obywatelskich wyskakuje z wątpliwościami, bo nie podoba mu się, że drastyczne podwyżki cen prądu dotkną wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe w zakresie części wspólnych budynków.

Cóż, jak się zaczyna rozdawać dopłaty na prawo i lewo bez żadnych dodatkowych warunków – i bogatym i biednym – to potem trudno się zatrzymać, a lista roszczeń puchnie.