Ta promocja to skandal. Biedronka zakpiła z Polaków, nic dziwnego, że ta akcja ma tak smutny finał

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów przycisnął Biedronkę za podłączenie się pod tarczę antyinflacyjną wprowadzoną przez rząd. Niestety przygotowaną na kolanie promocją sieć strzeliła sobie w stopę, bo teraz grozi jej potężna kara finansowa, sięgająca 10 proc. rocznego obrotu. To już kolejna akcja Biedronki, o którą UOKiK ma pretensje.

UOKiK zarzuca Biedronce, że hasło reklamujące promocję wprowadzało klientów w błąd. Na dodatek regulamin był tylko dostępny w internecie, a klienci nie mogli znaleźć żadnych informacji w sklepach. Dochodziło do tego, że kiedy upierali się, że chcą dostać zasady promocji do wglądu, pracownicy drukowali im informacje zamieszczone w sieci.

Zasady wydawały się proste, obietnica kusząca, ale rzeczywistość okazała się inna. Zweryfikowaliśmy, jak klientom przedstawiane były benefity wynikające z promocji oraz zasady uczestnictwa i doszliśmy do wniosku, że przekazy reklamowe mogły wprowadzać konsumentów w błąd w zakresie warunków promocji, co związane jest ze skomplikowanym jej charakterem i w rezultacie z uciążliwością skorzystania z niej przez klientów sieci – wylicza Tomasz Chróstny, Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Szef urzędu postawił spółce Jeronimo Martins Polska trzy zarzuty dotyczące praktyk, które naruszają zbiorowe interesy konsumentów. Maksymalna kara to w tym wypadku 10 proc. obrotów z roku poprzedzającego udowodniony proceder. W tym wypadku wchodziłoby więc 1,45 mld euro, bo w naszym kraju przychody sieci w 2021 r. wyniosły 14,5 mld euro.

Nie ulega bowiem wątpliwości, że informacje dotyczące zasad skorzystania z promocji powinny być łatwo dostępne, a hasła reklamowe, ich treść i sposób prezentowania, nie mogą wprowadzać konsumentów w błąd. Przedsiębiorcy muszą pamiętać o tym, że konsumenci mają prawo do rzetelnej, jasnej i pełnej informacji, zaś próba wyróżnienia się na rynku spośród innych przedsiębiorców nie może być prowadzona w oparciu o chwytliwe, lecz fałszywe hasła reklamowe – podkreśla Tomasz Chróstny.

UOKiK: Biedronka nie udostępniła regulaminów w sklepie

Ogólnopolska promocja Tarcza Biedronki Antyinflacyjna trwała od 12 kwietnia do 30 czerwca. Prezes UOKiK wszczął w tej sprawie postępowanie wyjaśniające już 26 kwietnia.

Zasady akcji promocyjnej Tarcza Biedronki Antyinflacyjna klienci mogli doczytać w regulaminie. Był on dostępny w internecie. Na próżno jednak, mimo deklaracji sieci, było szukać go wywieszonego w sklepach Biedronka. Na życzenie zdeterminowanych klientów pracownicy sklepu mogli go ewentualnie wydrukować (do sklepów trafił wyłącznie w wersji elektronicznej). Tego też dotyczy jeden z zarzutów – braku realnej dostępności regulaminu promocji w sklepach Biedronki – czytamy w komunikacie UOKiK.

Urząd podkreśla, że jeśli już klienci do dotarli do zasad promocji, to okazywało się, że wbrew temu, co obiecywało hasło reklamowe, nie wystarczyło znaleźć tańszy produkt w innym sklepie, żeby otrzymać zwrot.

Regulamin wprost wskazywał, że produkt ten należało kupić i to nie tylko w sklepie Biedronki, ale również u konkurencji, która została w regulaminie ograniczona do najpopularniejszych sieci. By uzyskać zwrot różnicy w cenach, warunków regulaminowych było dużo więcej i były wymagające, a wręcz uciążliwe, co mogło uczynić skorzystanie z akcji promocyjnej nieopłacalnym – wylicza UOKiK.

Promocja w Biedronce: siedem dni kluczowym terminem

Na przykład zakupów należało dokonać w tym samym tygodniu, liczonym od poniedziałku do niedzieli, klienci musieli również zrobić zdjęcia porównywanego produktu wraz z etykietą ze składem i zachować nienaruszone paragony bądź faktury.

Następnie mieli siedem dni od zakupów na przesłanie zgłoszenia drogą elektroniczną. Po jego przyjęciu dostawali numer zgłoszenia i zobowiązani byli do wysyłki pocztą tradycyjną oryginałów dowodów zakupu i zdjęć w terminie kolejnych siedmiu dni. Oczywiście na własny koszt,

Prezes UOKIK uznał, że hasła reklamowe w tym aspekcie mogły wprowadzać konsumentów w błąd – skwitował UOKiK w komunikacie.

No i najlepsze na koniec. Jeśli ktoś uparł się i przebrnął przez te wszystkie warunki, to wcale nie dostawał zwrotu różnicy cen w formie pieniężnej do dowolnego wykorzystania, tylko e-kod o wartości zgłaszanej różnicy w cenie. Można go było wykorzystać w ciągu – a jakże inaczej – siedmiu dni od jego otrzymania.