Ostry konflikt w Biedronce. Związki grożą strajkiem, który sparaliżuje sklepy

Związkowcy z Solidarności są coraz bardziej poirytowani. Właścicielowi dyskontów zarzucają blokowanie referendum strajkowego. Szef Solidarności pracowników handlu mówi nam, że referendum będzie przedłużane do skutku, a jak już dojdzie do strajku, to Biedronki ogarnie paraliż.

Sytuacja pracowników wielkich sieci handlowych w Polsce jest tragiczna, są traktowani przez zagraniczne koncerny jak wyrobnicy

— mówi Bizblog.pl Alfred Bujara, przewodniczący Sekretariatu Krajowego Handlu, Banków i Ubezpieczeń NSZZ Solidarność.

Spór zbiorowy Solidarności z Jeronimo Martins Polska, właścicielem Biedronki, trwa od sierpnia zeszłego roku, a 15 stycznia związek rozpoczął referendum strajkowe w tej firmie.

Czytaj też:

Prokuratura nie chce wszcząć śledztwa w Biedronce

Referendum miało potrwać do kwietnia, ale niedawno zostało wydłużone do końca września. Bardzo możliwe, że ten termin także zostanie przesunięty. Dlaczego?

Dzisiaj JMP prowadzi działania, które uniemożliwiają jego skuteczne przeprowadzenie. W naszej ocenie spółka w rażący sposób łamie ustawę o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. Złożyliśmy w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury – mówi Alfred Bujara.

Szef handlowej Solidarności nie kryje rozgoryczenia oceną prokuratury, że sprawy nie ma. „Choć przedstawiliśmy dokumenty wprost dowodzące, że spółka umyślnie blokuje referendum strajkowe, prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa. Złożyliśmy zażalenie na tę decyzję i na razie czekamy” – mówi.

O jakiego rodzaju szykany ma chodzić? Związkowcy podkreślają, że już w grudniu zwrócili się do JMP o udostępnienie listy pracowników spółki w celu przeprowadzenia referendum, ale firma nie chce spełnić tego żądania. Mówią także, że nie są wpuszczani z urnami do sklepów i centrów dystrybucyjnych.

Właściciel Biedronki: Takie są przepisy

Jeronimo Martins Polska wyjaśnia, że nie może się zgodzić na wpuszczanie organizatorów referendum, bo nie pozwalają jej na to wewnętrzne przepisy.

Zgodnie z regulaminem bezpieczeństwa i porządku obowiązującym od dawna w placówkach sieci Biedronka, są one obiektami handlowymi przeznaczonymi do sprzedaży detalicznej towarów i nie mogą być wykorzystywane do innych celów, w tym do prowadzenia jakichkolwiek akcji propagandowych na ich terenie. Nie wyklucza to oczywiście innych sposobów prowadzenia referendum przez związek NSZZ „S”

– wyjaśnia w mailu do Bizblog.pl Justyna Rysiak, menedżer ds. relacji zewnętrznych JMP.

Przedstawicielka Biedronki podkreśla, że centrala wysyła do sklepów informacje, że „udział w referendum jest w pełni dobrowolny, a kierownictwo sklepów nie może ani namawiać, ani zabraniać udziału w nim pracownikom po godzinach i poza miejscem pracy”.

Sieć przy każdej możliwej okazji podkreśla, że Solidarność jest tylko jednym z czterech związków zawodowych działających w Biedronce, a wszystkie związki zawodowe w firmie skupiają jedynie 4,8 proc. załogi przy zatrudnieniu ok. 67 tys. pracowników.

Piotr Adamczak, przewodniczący Solidarności w JMP powiedział niedawno serwisowi PulsHR.pl, że pracownicy Biedronki są coraz bardziej zdeterminowani, aby podjąć akcję strajkową. „Strajk prawdopodobnie odbędzie się jesienią tego roku. Nie mogę podać konkretnego terminu, bo na ten moment obawiam się pracodawcy i kolejnych utrudnień” – podkreślił.

Wystarczy strajk włoski

Zapytaliśmy Alfreda Bujarę, jak formę może przybrać strajk, jeśli do niego dojdzie.

Protest pracowników Biedronki może przyjąć formę strajku włoskiego, co przy obecnych niedoborach kadrowych całkowicie sparaliżuje działalność sklepów. Niestety będzie to uciążliwe dla klientów Biedronki, ale inaczej nie widzimy możliwości, by firma Jeronimo Martins Polska zaczęła prowadzić konstruktywny dialog z pracownikami. Na razie rozmawia z nami z pozycji siły – mówi.

Alfred Bujara podkreśla, że związkowcy, dążąc do kompromisu, zrezygnowali z części żądań, ale „druga strona nie zrobiła najmniejszego ustępstwa”.

Takie sceny mogą stać się w Biedronkach normą, jeśli spełnią się groźby przeprowadzenia strajku włoskiego. Fot. Bizblog.pl

Zarzewiem sporu są głównie warunki pracy. Właściciel Biedronki, podobnie jak jego główni konkurenci, dostosował się do zakazu handlu w niedzielę, wydłużając godziny pracy sklepów w pozostałe dni tygodnia. To spotkało się z niezadowoleniem części pracowników, którzy już wcześniej protestowali przeciw zbyt uciążliwym ich zdaniem warunkom pracy.

W kwestii płac związkowcy domagają się jedynie zmiany systemu premiowego, bo uważają, że pozbawienie pracownika prawa do premii z powodu jego usprawiedliwionej nieobecności jest niesprawiedliwe. Spółka uważa, że to nieaktualny postulat, ponieważ zasady wypłacania premii zostały dawno zmienione.

Sytuacja pracowników wielkich sieci handlowych w Polsce jest tragiczna, są traktowani przez zagraniczne koncerny jak wyrobnicy. Staramy się wpłynąć na rząd, by zmienił swoje podejście do branży handlowej i wziął w obronę pracowników

— mówi nam Alfred Bujara.