Bezzwrotne dotacje dla samozatrudnionych. Wszyscy nie dostaną, bo brakuje kasy

Kolejny epizod batalii na linii rząd – samorządy. Tym razem rykoszetem obrywają samozatrudnieni, którzy nie dostają przysługujących im bezzwrotnych dotacji. Jest to pomoc dla tych, którym pandemia COVID-19 mocno pomieszała zawodowe i finansowe szyki.

Po informacji ZUS o tym, że tylko w niektórych województwach uruchomione będą bezzwrotne dotacje dla samozatrudnionych, podniosło się larum. No bo jak to tak może być, że pomoc zależy od miejsca zamieszkania i dobrej czy złej woli wojewódzkich samorządowców? Od razu pojawiły się głosy, że to kolejny element politycznego starcia dwóch frakcji na finiszu kampanii prezydenckiej.

Bizblog.pl poleca

Prawda jest bardziej trywialna. Okazuje się, że to faktycznie sprytny zabieg rządu, który jako źródło owych bezzwrotnych dotacji dla samozatrudnionych wskazał regionalne programy operacyjne (RPO). Szkopuł w tym, że gdzieniegdzie te są już prawie w całości zakontraktowane i marszałkowie niektórych województw nie mają po prostu po co sięgać do unijnej kasy.

Zarząd Województwa Pomorskiego chętnie przeznaczy środki finansowe na wsparcie na tzw. „dotacje bezzwrotne na samozatrudnionych”, czyli w formacie przygotowanym przez rząd, jeśli rząd zasili nasz RPO dodatkowymi środkami

– tłumaczy w rozmowie z Bizblog.pl Michał Piotrowski, rzecznik prasowy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego.

Bezzwrotne dotacje, czyli pułapka rządu

Przypomnijmy: zgodnie z informacją ZUS bezzwrotne dotacje dla samozatrudnionych uruchomione będą w 9 województwach. Nic na temat takiego wsparcia nie wiadomo w: lubuskim, łódzkim, małopolskim, mazowieckim, pomorskim, śląskim. 

Zapytaliśmy tamtejsze biura prasowe, czy faktycznie u nich samozatrudnieni nie będą mogli liczyć na tego typu pomoc i dlaczego innych na to stać, a ich akurat nie? Chociaż jeszcze nie wszyscy nam odpowiedzieli, to już powoli pokazuje się cały mechanizm. Wychodzi na to, że w tych województwach nie będzie takich dotacji, ale nie z powodu jakiegoś rzekomego skąpstwa wojewódzkich samorządowców, a bardziej przez to, że u nich źródło pieniędzy, wskazane przez rząd, po prostu z biegiem czasu wyschło. 

Do tej pory to właśnie regionalne programy operacyjne były jednym ze znaczących wyznaczników tego, jak sobie w danym województwie radzą z funduszami europejskimi i z ich dystrybucją. Zasada była i jest prosta: im więcej kontraktów w mniejszym czasie – tym bardziej operatywni samorządowcy. Ale teraz tych europejskich prymusów rząd wpuścił w maliny. Bo pomoc dla samozatrudnionych ma być finansowana z tego samego źródła, z którego wcześniej co poniektórzy na wyścigi wcześniej korzystali. A przecież nowe regionalne programy operacyjne nastaną wraz z nowym budżetem unijnym na lata 2021-2027.

Zakontraktowanych zostało już prawie 80 proc., co przekłada się na ok. 11 mld zł, które zainwestowano w realizację projektów europejskich

– mówił już rok temu Jakub Chełstowski, marszałek województwa śląskiego.

Z pustego nawet samorządowcy nie przeleją

Przykładów na praktyczne wykorzystanie wszystkich środków z puli poszczególnych RPO jest znacznie więcej. Np. w województwie pomorski zakontraktowano już umowy na ponad 90 proc. alokacji. Tym samym, na co zwraca uwagę Michał Piotrowski, czerpanie z tej puli na jakiekolwiek wsparcie dla firm odbywa się kosztem unieważniania wcześniej ogłoszonych konkursów. 

Zarząd województwa zdecydował się przeznaczyć swoje ograniczone środki w kwocie 50 mln zł na atrakcyjne pożyczki na kapitał obrotowy i 30 mln zł na dotacje na inwestycje dla małych i mikro przedsiębiorstw (w tym samozatrudnionych) z branży turystycznej, które także przez KE są uznawana jako priorytetowe do wsparcia

– tłumaczy rzecznik samorządu pomorskiego.

Jednocześnie pomorscy samorządowcy przekazali Małgorzacie Jarosińskiej-Jedynak, minister funduszy i polityki regionalnej, że nie przystąpią do rządowego modelu „bo nie ma już na to środków”.

Podobna sytuacja jest w Małopolsce, gdzie tamtejszy samorząd wojewódzki uruchomił Małopolską Tarczę Antykryzysową. Ta zawiera m.in. pakiet przedsiębiorczości, w ramach którego przekazano ponad 250 mln zł na tzw. bony rekompensacyjne, czyli 9 tys. zł na bezzwrotną dotację na każdy zadeklarowany do utrzymania etat w pełnym wymiarze czasu pracy. Na więcej zwyczajnie nie ma pieniędzy.

Dla samozatrudnionych nie uruchomiliśmy dodatkowych mechanizmów pomocowych

– stawia sprawę jasno Małgorzata Gorczyca z biura prasowego Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego.

Nie inaczej jest w województwie śląskim. Już w kwietniu uruchomiono tutaj śląski pakiet dla gospodarki.

„Jak dotąd, wszystkie środki dla przedsiębiorców dostępne w ramach RPO zostały skierowane na finansowanie śląskiego pakietu dla gospodarki i na obecną chwilę nie ma w regionie żadnych dodatkowych środków na finansowanie kapitału obrotowego dla mikro i małych przedsiębiorców” – mówi Sławomir Gruszka, rzecznik prasowy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego.