Apteki znikają z Polski z powodu rządowej reformy. Korzystają na tym koncerny

W 2019 roku zniknęły w Polsce 533 apteki. To efekt nowelizacji prawa farmaceutycznego znanej jako „Apteka dla Aptekarza”. Celem rządu Prawa i Sprawiedliwości było ograniczenie liczby aptek, które zaczęły zalewać Polskę. Udało się, tylko że kosztem małych indywidualnych aptek, na czym skorzystały wielkie sieci. Miało być dobrze, wyszło jak zwykle, a hasło „Apteka dla Aptekarza” brzmi jak żart, bo czas pokazał, że to raczej „apteka dla sieciówek”.

PiS chciał ograniczyć powstawanie nowych aptek, dlatego w czerwcu 2017 r. wprowadził prawo, zgodnie z którym nową aptekę mogą zakładać jedynie farmaceuci. Nie bez znaczenia jest też lokalizacja. Znowelizowana ustawa mówi między innymi, że kolejna apteka nie może powstać, jeśli w promieniu 500 metrów działa już jakaś inna.

Bizblog.pl poleca:

Rząd twierdził wówczas, że to konieczne, ponieważ apteki sieciowe przejmują coraz większą część rynku, dławiąc jednocześnie małe rodzinne apteki. A PiS nie lubi sieci handlowych, promuje za to rodzinne firmy, wiadomo.

Jaki jest efekt „Apteki dla Aptekarza” po 2,5 roku działania nowelizacji ustawy? Podliczyła to firma doradcza Grant Thornton. Z jej raportu pt.: „Rynek apteczny w Polsce” wynika, że w 2019 r. liczba aptek zmniejszyła się o 533 placówki. Rok wcześniej, w 2018 r. (pierwszym pełnym po wprowadzeniu przez PiS nowego prawa) liczba aptek zmniejszyła się o 438. Na koniec 2019 r. mieliśmy w Polsce 14181 aptek.

Średnio 60 aptek miesięcznie znika z mapy Polski. Ale nie w tym rzecz, bo przed wprowadzeniem reformy zwijało się ich jeszcze więcej – średnio 78 miesięcznie. Rzecz w tym, że powstaje znacznie mniej nowych. Przed wprowadzeniem reformy powstawało 105 nowych aptek miesięcznie, w 2019 r. już tylko 15 miesięcznie.

Czy to źle? Teoretycznie mniejsza konkurencja to wyższe ceny dla konsumentów. Jednak eksperci podkreślają, że rynek apteczny jest już tak nasycony, że brakuje farmaceutów, a więc koszty ich wynagrodzeń są wysokie. Apteki mają wysokie koszty stałe działalności, brakuje też leków, by wszystkie apteki były dobrze zaopatrzone. A zatem zmniejszenie liczby aptek paradoksalnie powinno zadziałać na korzyści ich klientów. Jednym słowem, powinno być taniej, bo apteki byłyby bardziej rentowne, a leki miałyby być bardziej dostępne.

Mali się zwijają, interes przejmują sieci apteczne

Problem w tym, że nowe prawo wcale nie daje do wiwatu wielkim sieciom aptecznym, co było celem PiS-u, ale tracą na nim najbardziej ci najmniejsi – małe indywidualne apteki. Sieci natomiast coraz mocniej rozpychają się na rynku.

Jak wynika z raportu przygotowanego przez Związek Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek (ZAPPA) w 2018 roku, rynek apteczny w Polsce wart był 34 mld zł. Jeśli chodzi o liczbę aptek, te indywidualne stanowiły 57 proc. wszystkich, ale odpowiadały za 41,1 proc. wartości rynku. Natomiast sieci apteczne ilościowo stanowiły 43 proc. rynku, ale odpowiadały za 58,9 proc. obrotów.

W dodatku sieci nadal zyskują, a ustawa „Apteka dla Aptekarza” wcale im w tym nie przeszkadza. Jak kilka miesięcy temu twierdził Związek Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek, sieci apteczne nadal przejmują apteki, a od czasu wprowadzenia nowelizacji, 700 aptek zmieniło właściciela, omijając przepisy, a kolejne 50 przejęły zagraniczne firmy na tzw. słupy. Liczba aptek należących do sieci nadal rośnie, tymczasem małe rodzinne apteki się zwijają. PiS trochę się jednak przeliczył…

Tylko internet nas uratuje?

Mały czy duży, nieważne już. Branża twierdzi, że marże na lekach są bardzo niskie, szczególnie na tych na receptę (ustawa nakłada maksymalny poziom marż – 18,5 proc.) i to je wykańcza, mają niską płynność, są mało rentowne.

Tymczasem ja zachodzę w głowę, jak to możliwe, bo wygląda jednak na to, że leki to złoty interes.  Nie bez powodu przecież liczba aptek rosła od początku lat 2000 w szalonym tempie.

Grant Thornton, „Rynek apteczny w Polsce”

Spróbujmy pójść na zakupy. Idę do apteki po Dip Rilif 100 g – żel na stłuczenia. Płacę 28 zł. Potem zaglądam do apteki internetowej. Ten sam żel kosztuje 14 zł. I szlag mnie trafia, bo jednak zakładam, że apteka internetowa nie jest jak NFZ, żeby dopłacać do mojego stłuczonego kolana, więc przy cenie 14 zł jednak coś zarabia. Ile zarabia apteka stacjonarna, która żali się, że ma niskie marże? No właśnie! I jakoś nie widać, żeby ceny spadały po tym, jak z rynku zniknęło już ponad tysiąc aptek od połowy 2017 r.

Widać za to, że apteki całkiem nieźle odbijają sobie niskie marże obowiązujące przy lekach na receptę. Szkoda, że Polacy chętnie kupujący w internecie np. elektronikę, nie przekonali się jeszcze do leków. Mam wrażenie, że to byłby jedyny argument, który mógłby sprawić, by ceny leków spadły. A tak spada tylko liczba małych firm rodzinnych, korzystają na tym największe sieci, a drogo jak było, tak jest.