BBC powinna zazdrościć TVP. Politycy chcą zlikwidować abonament i idą na wojnę z legendą

Patrząc na to, co może stać się z BBC, TVP powinna całować polityków po rękach. Już to robi? No cóż, wygląda na to, że słusznie. BBC tego nie robiła i teraz premier Wielkiej Brytanii chce się odegrać, likwidując abonament telewizyjny. Legendarnej stacji znanej na całym świecie grożą potężne zwolnienia i likwidacja kilku kanałów. Może i w Polsce przydałaby się taka wojenka między telewizją publiczną a premierem?

Premier idzie na wojnę z telewizją publiczną i mówi: „to nasz śmiertelny wróg”. Niestety nie jest to premier Polski, a ta telewizja to nie TVP. A szkoda. Bo wojna, choć maleńka wojenka, a właściwie przyzwoite stanie po dwóch stronach barykady, które powinno być etycznym standardem w dziennikarstwie, przydałoby się w Polsce bardzo.

Bizblog.pl poleca:

Nie tym razem. Rzecz jednak jest niezwykle ważna, bo choć nie dotyczy Polski, powinna interesować nas wszystkich. Po pierwsze dlatego, że na naszych oczach dzieje się historia. Po drugie dlatego, że zmiany, jakie proponuje premier Wielkiej Brytanii, kiedyś może przeniosą się również do innych krajów?

Telewizja publiczna powinna być jak Netflix

Do rzeczy. Premier Boris Johnson wymyślił, że należy znieść w Wielkiej Brytanii abonament telewizyjny i zastąpić go dobrowolną opłatą subskrypcyjną, czasy się zmieniają, a BBC powinna być jak Netflix. 

Ale to nie koniec. Premier życzy sobie również, żeby BBC, która obecnie ma 10 stacji telewizyjnych, 11 stacji radiowych ogólnokrajowych i 40 stacji regionalnych, powinna zmniejszyć liczbę kanałów, a na dodatek ograniczyć swoją obecność w internecie.

Premier ma też pomysł na to, co dziennikarze powinni robić ze swoim wynagrodzeniem – oddać na cele charytatywne. Johnson zarzuca bowiem dziennikarzom, że zarabiają dodatkowo poza macierzystą stacją, choć to właśnie publiczny nadawca dał im taka rozpoznawalność, że mogą sobie dzięki niej dorabiać na bokach.

I nie, nie myślcie, że brytyjski premier próbuje być bardziej papieski od papieża. Albo, że jest tak postępowy, że chce unowocześnić system finansowania mediów publicznych w Wielkiej Brytanii. To już po prostu otwarta wojna.

Premier ma focha

Partia Konserwatywna prowadzi tę wojnę z BBC już od kilku miesięcy. Dlaczego? Bo premier Johnson ma focha na dziennikarzy za to, w jaki sposób relacjonowali brexit i ubiegłoroczne wybory parlamentarne. Ma po prostu focha o to, że dziennikarze byli niezależni i zamiast mówić, to co chciałby premier, mówili to, co sami chcieli. Prawdziwy skandal.

Choć my w Polsce takiego scenariusza nie znamy, to jednak łatwo go sobie wyobrazić. I, mimo że BBC jest legendą dziennikarstwa, znanym na całym świecie nadawcą, którego zaraz cały świat będzie bronić, to tę nierówną walkę, podobnie jak w Polsce, mogą niestety wygrać politycy, niszcząc tym samym narodowe dziedzictwo.

Pomysł brytyjskiego premiera ma szansę zostać zrealizowany dopiero w 2027 r., bo Brytyjczycy mają zawór bezpieczeństwa: co 10 lat uchwalana jest tzw. Karta Królewska BBC, której zadaniem jest definiować strukturę i cele brytyjskiego nadawcy publicznego i chronić go przed ingerencją polityków. Karta będzie przedłużona właśnie dopiero w 2027 r. Albo i nie. Wtedy legenda dziennikarstwa odczuje to boleśnie.

Ale czy Brytyjczycy rzeczywiście pozwolą rządzić Borisowi Johnsonowi aż do 2027 r., żeby zdążył przeprowadzić te zmiany? To się okaże. Nawet jeśli u władzy nadal będzie Partia Konserwatywna, ale bez Johnsona na czele, zmiany finansowania BBC wcale jeszcze nie będą przesądzone, bo nie wszyscy partyjni koledzy premiera popierają zniesienie abonamentu.

Głównym zwolennikiem zniszczenia BBC jest tak naprawdę Dominic Cummings – człowiek, który był szefem kampanii wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, a dziś jest głównym doradcą premiera Borisa Johnsona. Jak pisze „Gazeta Wyborcza”, Cummings już w 2004 roku pisał, że konserwatyści powinni zdać sobie sprawę z tego, że „BBC jest śmiertelnym wrogiem” i brytyjska prawica powinna dążyć do końca BBC.

Polscy politycy wcale nie są tacy źli

Lekcji, jakie Polska może wyciągnąć z brytyjskiego podwórka, jest co najmniej kilka:

1. Widać, nie tylko polska prawica ma zamiłowanie do tego, żeby niszczyć i szukać śmiertelnych wrogów. Gdziekolwiek. Nie jesteśmy więc tacy wyjątkowi, nie łudźmy się.

2. Publicznego nadawcę mediów jednak da się chronić przed politycznymi naciskami. A przynajmniej próbować. Dlaczego Polska dotąd nie umiała stworzyć mechanizmu zabezpieczającego na wzór Karty Królewskiej BBC? Wiem, każda opcja polityczna ma chrapkę, by sterować mediami, więc nikomu nie jest to na rękę. Ale przecież w Wielkiej Brytanii się to jednak udało. W Polsce się nie udaje nawet niektórym mediom komercyjnym (wybaczcie, że nie będę wskazywać palcem, ale chyba wcale nie trzeba).

3. Polscy politycy wcale nie są tacy źli, a przynajmniej nie gorsi niż brytyjscy. I jednymi i drugimi kieruje żądza zawładnięcia mediami. I jedni i drudzy w nosie mają wolność mediów. Nie obwiniajmy ich za to za bardzo. Różnica jest raczej po stronie samych mediów: brytyjskie, mimo że publiczne, potrafią zachować dystans do tych nacisków, polskie te naciski jakby wyprzedzają, z własnej woli, klękając nawet niżej niż naciskający wymaga.

4. A może po prostu czas pomyśleć o likwidacji bytu, jakim są media publiczne? Przynajmniej w Polsce. Państwowy nadawca miał być po to, żeby realizować misję. Yyyyyy…, no właśnie. Może Boris Johnson w sumie ma całkiem niezły pomysł z tą prywatyzacją telewizji publicznej?