Skończcie z 500+! Milioner straszy apokalipsą: zamieszkami, 6 mln bezrobotnych i chlebem po 10 tys.

Trzeba ratować przedsiębiorców! – twierdzi wydawca „Rzeczpospolitej”, producent filmowy i milioner Grzegorz Hajdarowicz. I ma rację. Ale chce zabierać biednym i słabym, żeby dawać innym biednym (ale silnym). Hajdarowicz woła o likwidację 500+, trzynastej emerytury, zawieszenie Kodeksu pracy i skrócenie pracownikom urlopu o połowę.

„Jeśli nastąpi apokalipsa, na wprowadzenie zmian będzie za późno”

pisze na łamach rp.pl Grzegorz Hajdarowicz, wydawca „Rzeczpospolitej” i „Parkietu”.

Ta apokalipsa to jego zdaniem gospodarcza katastrofa, która objawi się w postaci „6 mln bezrobotnych, chleb będzie kosztował 10 tys. zł, a na ulicach królować będą przestępcy i anarchia”.

Wizja okrutna, dlatego milioner postanowił napisać apel, by nas przed tym przestrzec. Jego pomysł polega na tym, by zabrać pieniądze ludziom i dać je firmom.

Bizblog.pl poleca

Zabrać 500+ to strzelić gospodarce w kolano

Zdaniem Hajdarowicza należy zawiesić Kodeks pracy, a pracownikom zmniejszyć wymiar urlopu o połowę i to zarówno w 2020 jak i w 2021 roku. Tym, którzy już nie pracują, a zostali ostatnio obdarowani trzynastą emeryturą, należy ją zabrać. Wiek emerytalny zrównać, również w służbach mundurowych, a 500+ zabrać wszystkim w kolejnych latach, utrzymując jedynie pomoc socjalną dla zagrożonych skrajnym ubóstwem.

Na osłodę za to automatycznie przedłużyć wizy obcokrajowcom o 12 miesięcy, szczególnie pracownikom ze Wschodu.

Szybko pojawiły się kąśliwe komentarze, że wydawca „Rzeczpospolitej” chciałby pewnie przywrócić pańszczyznę i niewolnictwo, bo jego propozycje dotyczące pracowników są tak daleko idące.

Hajdarowicz ma rację w tym, że idą trudne czasy, które wymagają nadzwyczajnych środków. Ale potwornie myli się, co do tego, jakie powinny to być środki.

Bo dziś nic gorszego zrobić nie można niż ograniczać w gospodarce popyt, zabierając ludziom pieniądze, których nie będą mogli wydawać. I to w czasie, kiedy cały świat ma na ustach potrzebę zrzucania ludziom pieniędzy z helikoptera, by w ten sposób pobudzać gospodarkę. Niemal w dosłownym sensie będą to robiły Stany Zjednoczone – największa gospodarka świata, pieniądze z nieba zrzucać będzie również Korea Południowa.

Wielu ekonomistów, którzy dotąd wcale nie byli wielkimi orędownikami programu 500+, dziś twierdzi, że to najlepsze, co mogło nam się przydarzyć. Warto zapoznać się z ich wyjaśnieniami, które pokazują potrzebę stymulowania popytu, by gospodarki miały siłę się odbudować. Szczególnie, jeśli chce się wygłaszać z ambony kazania.

Zawieszenie kodeksu pracy nawet trudno skomentować…

Ratujcie nas do 2023 roku

Jak już rząd posłucha rady milionera i zabierze trochę pieniędzy konsumentom, to powinien dać je firmom, żeby ratować je przed bankructwem. Słusznie! Nie ma pracowników (i konsumentów) bez pracodawców. Żeby ratować rynek pracy, trzeba skutecznie wspomóc przedsiębiorców. Jak? Hajdarowicz apeluje m.in. o to, by:

  • zawiesić pobór podatków dochodowych i ZUS do końca 2020 roku;
  • zwracać VAT w 14 dni co najmniej do końca 2021 roku;
  • ustalić reguły, że kredytobiorca i emitent obligacji ma prawo do odroczenia o rok spłaty, pod warunkiem obsługi odsetek;
  • podjąć zobowiązanie przez rząd o wstrzymaniu wykupywania/nacjonalizacji przedsiębiorstw prywatnych, aby zapewnić stabilność działalności gospodarczej.

I to wszystko pięknie, tylko że przedsiębiorca oczekuje naprawdę długofalowego systemu wsparcia dla przedsiębiorstw. Nie na trzy miesiące, ale na 3,5 roku.

„Rząd musi przygotować i wprowadzić program gospodarczy na lata 2020-2023 mający na celu uratowanie firm i miejsc pracy.”

– pisze Grzegorz Hajdarowicz.

Ale po co? Dzisiejsze prognozy mówią, że czeka nas recesja, być może naprawdę głęboka, ale prawdopodobnie jedynie w drugim kwartale 2020 r. Tylko najczarniejsze, a więc nie bazowe scenariusze widzą spadek PKB w Polsce w całym 2020 r. Potem gospodarka odbija. Wszystkie chyba instytucje prognozujące wzrost PKB przewidują, że w 2021 roku znów będziemy na plusie. Pewnie nie będzie lekko, trzeba będzie się odbudować, ale czy naprawdę państwo powinno prowadzić za rączkę przedsiębiorców aż 3,5 roku, skoro nie wiadomo dziś nawet, czy w ogóle będzie taka potrzeba?

I czy naprawdę dziś rząd miałby mierzyć się zadaniem uchwalenia długoterminowego pakietu pomocowego, skoro nie potrafi wdrożyć szybko nawet znacznie mniejszej tarczy antykryzysowej?

Na marginesie, każdy chyba czytał już apele pracodawców o tym, że działania przewidziane w tarczy antykryzysowej są niewystarczające. Ale wiedzieliście, że jednocześnie są aż tak skomplikowane, że trzeba pisać na ich temat podręcznik dla przedsiębiorców?

Naprawcie swój błąd! Otwórzcie szkoły i granice

Zdaniem Hajdarowicza zamknięcie granic, szkół i ogólnonarodowy lockdown to wielki błąd, który należy jak najszybciej naprawić, przywracając normalne życie tuż po Wielkanocy, bo inaczej zarżniemy gospodarkę. 

„Opóźnienie tej daty choćby o tydzień, to co najmniej sześć miesięcy dodatkowego demolowania gospodarki” – pisze Hajdarowicz. I przekonuje, że decyzja o zamrożeniu życia społeczno-gospodarczego to przejaw populizmu, który w dodatku nie przyniesie zapewne oczekiwanych skutków. 

„Jeżeli zamyka się kraj przy 300-400 zachorowaniach i 5-10 przypadkach śmiertelnych, to jak się z tego wycofać, gdy zachorowań będzie 3-4 tysiące, lub nawet 30-40 tysięcy, a przypadki śmiertelne pójdą w setki lub tysiące? Jaka wtedy będzie argumentacja polityków, którzy zamiast uspokajać swoimi decyzjami, podsycają panikę? Ciągnąć „lock down” w nieskończoność? I jak długo? Przez kolejne pół roku lub rok? A może 2-3 lata? Która gospodarka to przetrwa? Żadna.”

Problemem chyba jest tu jakieś niezrozumienie. Powszechna społeczna izolacja, nie ma doprowadzić do zniszczenia koronawirusa. Tu rację ma Grzegorz Hajdarowicz, że to wymaga opracowania szczepionki, co potrwa jeszcze wiele miesięcy i w tym czasie życie gospodarcze nie może być martwe. Celem izolacji jest spłaszczenie dynamiki zachorowań, by gwałtowny wzrost zakażeń i liczby pacjentów wymagających hospitalizacji nie zdemolował naszej służby zdrowia. Bo braku społecznej izolacji nie wytrzymałaby żadna. No chyba, że uznamy, że nie przejmujemy się umierającymi i wcale nie będziemy próbowali ich ratować. Selekcja naturalna – przetrwają najsilniejsi, a i biznes będzie się w tym czasie rozwijał bez przeszkód.

A a propos populizmu…

„Media muszą przestać epatować liczbą chorych i zmarłych, chyba że będą podawały też statystyki zmarłych w wypadkach samochodowych, na zwykłą grypę i samobójców.”

– pisze Hajdarowicz.

Rożnica pomiędzy zmarłymi na koronawirusa a samobójcami czy ofiarami wypadków samochodowych jest taka, że samobójstwa nie są zakaźne i nie mnożą się wykładniczo. Śmiertelne ofiary wypadków też nie. Takie porównania to dopiero populizm. Nie mówiąc już o straszeniu anarchią i chlebem za 10 tys. zł.

I na koniec jeszcze kilka pytań do Pana Hajdarowicza:

  • Jak Pan wyliczył, że tydzień lockdownu = sześć miesięcy demolowania gospodarki?
  • Skąd wziąć testy, żeby badać każdego podróżującego za granicę po jak najszybszym przywróceniu normalnego ruchu transgranicznego, jak Pan postuluje? Brakuje ich nawet dla osób z objawami choroby w szpitalach i to bynajmniej nie ze względu na brak środków finansowych na ich zakup.
  • Dlaczego postuluje Pan, by rząd wspierał rozwój prywatnej służby zdrowia, zwalniając ją z podatków do 2023 roku,, a potem już na zawsze zmniejszył je o połowę? Czyż prywatna służba zdrowia właśnie nie pokazuje swojej słabości, wywieszając białą flagę? Widział Pan prywatny szpital zakaźny przyjmujący chorych na koronawirusa? Albo leczący nowotwory? Żeby była jasność, pytam o taki dostępny dla szerokiej grupy pacjentów, nie tylko dla milionerów.