Maciążek: 500+ pokonało atom. W co gra Kaczyński?

Piątka Kaczyńskiego to rozbudowany pakiet socjalny o wartości ponad 30 mld zł, a więc warty niemal tyle, ile kosztowałaby budowa pierwszego bloku polskiego atomu. Na oba projekty nie wystarczy pieniędzy, a mimo to rząd PiS podtrzymuje ich równoległą realizację.

Podczas jednej z rozmów, jakie odbyłem z ówczesnym dyrektorem departamentu energetyki jądrowej w Ministerstwie Energii, Józefem Sobolewskim, zapewnił mnie, że jest w resorcie po to, by dokończyć projekt pierwszej polskiej elektrowni atomowej. Jeśli natomiast nie zdoła wypełnić tego zadania, to złoży rezygnację. Dlaczego dokończyć? Ponieważ uważał, że projekt cały czas trwa, co podkreślił z całą stanowczością, gdy powiedziałem mu, że formalnie to i owszem, ale znaków życia właściwie nie daje. No chyba, że za takie znaki należy uznać wydatki, jakie generuje polski atom.

Raport NIK:

Koszty poniesione na realizację Programu polskiej energetyki jądrowej w latach 2014-2017 (III kwartał) wyniosły łącznie 776 mln zł.

W lutym br. Józef Sobolewski zrezygnował z zajmowanego stanowiska. Zrobił to dobrowolnie czy może – jak mówi się w kuluarach ministerstwa – został do tego zmuszony? To w zasadzie bez znaczenia, ponieważ był kluczową osobą w Ministerstwie Energii, a może i całym rządzie, która naprawdę chciała wybudować w Polsce elektrownię atomową. Sobolewski twierdził, że mimo olbrzymich kosztów, a byłaby to największa inwestycja energetyczna w III RP, są one możliwe do uniesienia. Paradoksalnie potwierdziła to w jakimś sensie ogłoszona tuż po dymisji Sobolewskiego Piątka Kaczyńskiego, rozbudowany pakiet socjalny o wartości ponad 30 mld zł, które pochłonęłaby budowa pierwszego bloku polskiego atomu.

Atomu nie będzie, ale rząd twierdzi, że jest niezbędny

Nie jest moją rolą rozstrzygać w tym tekście, czy siłownia jądrowa przysłużyłaby się Polsce w wymiarze większym niż konieczne ograniczenie emisji gazów cieplarnianych. Bez wypracowania szczegółów inwestycji nie wiemy przecież, ile kosztowałaby energia produkowana przez elektrownię i ile na budowie poszczególnych jej bloków skorzystałyby polskie firmy. Istotne jest za to co innego – rezygnację złożył architekt projektu atomowego, nie zapadła decyzja polityczna na poziomie premiera, by realnie wdrażać tę inwestycję, choć wszystkie wypracowane przez ten rząd koncepcje zakładają jej powstanie.

W listopadzie 2018 r. przedstawiono kluczowy projekt „Polityki energetycznej Polski”, a w połowie stycznia br. minął termin zgłaszania do niego uwag. To swoisty drogowskaz dla całej branży, wyznacznik, w co i jak powinny inwestować największe firmy produkujące bądź nabywające energię (nadmienię, że przez prawie cztery lata panowała w tym zakresie wolna amerykanka). Dokument zakłada, że w 2033 r. pojawić miałby się pierwszy blok elektrowni atomowej o mocy ok. 1-1,5 GW, a później kolejne. Zestawiając to założenie z dymisją Sobolewskiego, można się jedynie ponuro uśmiechnąć.

Państwowy gigant okrakiem wycofuje się z atomu

Oczywiście znajdą się malkontenci twierdzący, że to nadinterpretacja, a tak naprawdę lada chwila budowa pierwszej elektrowni atomowej w Polsce ruszy z kopyta. Jednak wiele innych zdarzeń zdaje się temu przeczyć. Przykłady?W kwietniu br. wiceminister energii Tadeusz Skobel zapowiedział, że Polityka energetyczna Polski do 2040 r. zostanie przedstawiona Radzie Ministrów dopiero w lipcu, ponieważ… zgłoszono do niej 1800 poprawek. Co prawda resort przyzwyczaił nas już do wypuszczenia bubli prawnych i wielokrotnych nowelizacji nawet kluczowych ustaw (np. ustawy prądowej), ale sam fakt, że spłynęła tak duża liczba uwag, chociaż regułą stało się konsultowanie przepisów w 48 godzin, jest niezwykła. Czy wśród korekt, jakie pojawią w dokumencie, należy spodziewać się przesunięcia budowy atomu poza jeszcze odleglejszy horyzont czasowy? To nie wykluczone, wszak nikt nie zamierza realizować tej inwestycji, ale też nikt nie jest w stanie się z niej wycofać. W roku wyborczym byłaby to prestiżowa porażka, a w każdym innym utrata stanowisk, którymi można wykarmić aktyw partyjny.

O tym, jakie są realne szanse na budowę polskiej elektrowni atomowej, najlepiej świadczy zachowanie rynku. Państwowy gigant energetyczny, spółka PGE, w kwietniu poinformował o odstąpieniu od procesu nabycia 100 proc. udziałów w PGE EJ1, a więc spółce realizującej projekt siłowni jądrowej w Polsce. Dlaczego? Ponieważ lepiej rozłożyć straty związane z “inwestycją” na innych partnerów. Kim są zatem pozostali udziałowcy “ejotki” – jak popularnie nazywana jest atomowa spółka. Rzecz jasna inne spółki z udziałem skarbu państwa.

Co mogłoby uratować atomowe marzenia Polski?

Ostatnią deską ratunku dla projektu budowy siłowni jądrowej w naszym kraju wydają się zapowiedzi rządu dotyczące zacieśniania relacji energetycznych z USA. Stany Zjednoczone eksportują nad Wisłę coraz więcej gazu, ropy, węgla, a od niedawna komunikują, że próbują ratować działającą na swoim rynku spółkę Westinghouse. Kiedyś była to prawdziwa gwiazda branży atomowej, dziś jednak sprzedana obcemu kapitałowi i na granicy upadłości. Coś jednak zaczyna się zmieniać w tej kwestii. Westinghouse walczy o nowe rynki. Być może jednym z nich mogłaby być Polska?

To oczywiście będzie zależeć od poziomu wkładu w inwestycję, ten natomiast musi być skorelowany z obietnicą zysków. Można tu sobie wyobrazić wdrożenie mechanizmu podobnego do kontraktu różnicowego, w którym państwo gwarantuje inwestorowi stałą cenę energii przez kilka dekad. Gdy jest ona za niska, to skarb państwa do niej dopłaca, a gdy zbyt wysoka, to inwestor oddaje ustalone środki państwu. Tyle tylko, że taki mechanizm oznaczałby długą i niełatwą batalię prawną z Komisja Europejska, co pokazały perypetie Wielkiej Brytanii i projektu Hincley Point C.

Piotr Maciążek: publicysta specjalizujący się w tematyce sektora energetycznego. W 2018 r. nominowany do najważniejszych nagród dziennikarskich (Grand Press, Mediatory) za stworzenie fikcyjnego eksperta Piotra Niewiechowicza, który pozyskał wrażliwe informacje o projekcie Baltic Pipe z otoczenia ministra Piotra Naimskiego. Autor książki „Stawka większa niż gaz” (Arbitror 2018 r.), współautor książki Młoda myśl wschodnia (Kolegium Europy Wschodniej 2014 r.). Obecnie pracuje nad kolejnym tytułem – tym razem dotyczącym polskich służb specjalnych.