Wiadomości

Teslę naładujesz w 40 minut. O ile nie trafisz na taką kolejkę do Superchargera

Wiadomości 01.12.2019 170 interakcji
Adam Majcherek
Adam Majcherek 01.12.2019

Teslę naładujesz w 40 minut. O ile nie trafisz na taką kolejkę do Superchargera

Adam Majcherek
Adam Majcherek01.12.2019
170 interakcji Dołącz do dyskusji

Niedomagająca infrastruktura to wciąż największy hamulcowy popularyzacji samochodów elektrycznych.

Musk od początku istnienia Tesli cały czas konsekwentnie rozwija sieć Superchargerów. I w Stanach postawił ich więcej niż którykolwiek z konkurentów. Na dziś po USA rozsianych jest prawie 14,5 tys. ładowarek zgromadzonych na 1636 stacjach ładowania. Ale chętnych do skorzystania jest wciąż zbyt wiele, przez co zdarza się, że sytuacja wygląda tak:

albo tak:

Tak oblężona była stacja ładowania w kalifornijskim San Luis Obispo w zeszły czwartek i piątek – czyli na początku wolnego weekendu, podczas którego ludzie chętniej opuszczają miasto i wypuszczają się dalej, niż podczas codziennych podróży. Jasne, w Kalifornii Tesla ma nadreprezentację samochodów, ale i Superchargerów jest tam więcej, niż w innych częściach kraju.

13 Tesli w trakcie ładowania i 16 kolejnych w kolejce. 

Tesla Model S na naładowanie akumulatora w połowie potrzebuje 20 minut. Do 80 procent dobija w 40. Pełne ładowanie zajmuje 75 minut. Jeśli założymy, że każdy ze stojących tam samochodów będzie ładowany do 80 proc. to ostatni kierowcy z ogonka mogą czekać na swoje ładowanie ok. półtorej godziny. I potem kolejne 40 minut ładować swoje auto. Czyli spędzą przy ładowarce bite dwie godziny. A jeśli każdy będzie chciał naładować akumulatory do pełna przed dłuższą podróżą, to prawie cztery. 

By poprawić sytuację Tesla od jakiegoś czasu zaczęła w niektórych miejscach ograniczać poziom maksymalnego ładowania do 80 proc. A w krytycznych sytuacjach stawia przenośne Superchargery, z energią, której wystarczy do ładowania 100 aut. 

Wiem, że na stacjach paliw w weekendy też dzieją się dantejskie sceny.

Ale w ruchliwych miejscach zwykle można znaleźć jakąś inną stację w promieniu kilku kilometrów. I nawet jak nie ma wyjścia i trzeba skorzystać z zatłoczonej stacji np. na autostradzie, to trudno sobie wyobrazić, by czekać w kolejce do dystrybutora dwie godziny.

Oczywiście przyjmuję argument, że to co widzimy na wideo to odosobniony przypadek.

Ale dopóki takie przypadki się zdarzają, wielu kierowców będzie się obawiało przesiadki na elektryka. Nawet jeśli na co dzień mogą ładować samochody gdzieś indziej, z pominięciem publicznych ładowarek, czasami w trasie przyjdzie skorzystać z takiego miejsca. Że raz do roku można sobie postać w kolejce? Jasne, tylko to raz do roku zwykle przypada w momencie, kiedy na stanie ma się akurat najmniejszą ochotę. 

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać