Wiadomości

Prezes Renault: powinniśmy zacząć robić elektryczne kei-cars. Ja: dlaczego dopiero teraz?

Wiadomości 01.12.2023 21 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 01.12.2023

Prezes Renault: powinniśmy zacząć robić elektryczne kei-cars. Ja: dlaczego dopiero teraz?

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski01.12.2023
21 interakcji Dołącz do dyskusji

Prezes zarządu Renault i przewodniczący stowarzyszenia producentów ACEA w jednej osobie, Luca De Meo, właśnie się obudził, że Japończycy robią takie wspaniałe małe samochodziki. I Europa też powinna je mieć. Luca, czy mieszkasz w jaskini?

Wygląda na to, że Luca De Meo ostatnio był w Japonii i zdał sobie sprawę, że państwowe przepisy zachęcające do posiadania jak najmniejszego samochodu mają bardzo dużo sensu. W niezwykle gęsto zabudowanej Japonii kei-cars, czyli małe auta o państwowo regulowanych wymiarach czy pojemności skokowej, stanowią często połowę ruchu samochodowego w ogóle. W Europie próbowano oferować kilka kei-cars, ale bez większych sukcesów, poza lokalnymi przejawami popularności, typu Subaru Vivio w Holandii, albo Daewoo Tico w Polsce. Nigdzie jednak nie wprowadzono przepisów na wzór japoński, które faworyzowałyby osoby wybierające malutkie auto zamiast wielkiego.

Luca De Meo wyraził nawet pewne oburzenie

Rzadko przychodzi mi się zgodzić z prezesem wielkiej firmy motoryzacyjnej, ale trzeba oddać cesarzowi co cesarskie (nie wiem czy dobrze stosuję ten związek frazeologiczny). Pan De Meo powiedział, że w obecnych czasach małe auta nie są dochodowe, bo niezależnie od tego czy wytwarza się autko miejskie, czy wielką limuzynę, muszą one być „obwieszone [wyposażeniem] jak choinka”. Tu ma w zupełności rację, podobnie jak z postulatem, aby zwolnić mikrosamochody ze skomplikowanych unijnych wymogów. W sumie to już jest, nikt nie broni budować czterokołowców. Citroen wytwarza swój pojazd o nazwie Ami, który wygląda jak mały samochód, ale zgodnie z prawem to zadaszony quad o prędkości maksymalnej 45 km/h. Do francuskich czy włoskich miasteczek – jak znalazł. Jeśli o takich autach elektrycznych mówi prezes De Meo, to jestem za. Przy okazji, czy moglibyście obniżyć cenę na Dacię Spring?

dacia spring test

Oczywiście, że należy to rozwiązać na poziomie państwowych, czy nawet unijnych regulacji

W tej chwili nie ma żadnych zachęt, żeby mieć małe auto. Po co mieć małe, skoro można mieć wielkie i w sumie nie jest to aż tak znacząca różnica w kosztach eksploatacji. Tymczasem państwa powinny wyjść z założenia, że ludzie owszem, potrzebują samochodów, ale skoro już potrzebują, to niech chociaż te pojazdy będą:

  • lekkie
  • niezajmujące dużo miejsca
  • niegenerujące dużo hałasu
  • niewytwarzające dużej ilości pyłów ze ścierania opon i hamulców
  • nie-aż-tak groźne dla pieszych jak wielkie SUV-y

Czyli dokładnie jak kei-cars. Tyle że to by wymagało od UE, żeby raz w życiu postąpiła przeciw interesom koncernów, bo jak na razie to za każdym razem robi dokładnie to, czego koncerny się domagają, włącznie z zaostrzaniem norm emisji spalin.

Luca De Meo wypowiada się też przeciwko wielkim akumulatorom

100-kilowatowe baterie nazywa „ekologiczną katastrofą” i zwraca uwagę, że auta w Europie średnio jeżdżą niecałe 30 km dziennie, więc nie potrzeba im aż tak ogromnych zbiorników energii. Niby tak, ale możesz jeździć 30 km dziennie mając duży akumulator, i wtedy możesz też pojechać gdzieś dalej. Gdyby podążać za logiką pana De Meo, to należałoby zlikwidować łazienki w mieszkaniach, bo korzystamy z nich pewnie przez 2 proc. czasu, a 98 proc. czasu stoją nieużywane.

Co nie zmienia faktu, że motoryzacja europejska poszła w fatalnym kierunku. W ostatnich latach wycięto z rynku mnóstwo małych aut, które były lekkie, tanie w eksploatacji i emitowały mało CO2. Ich miejsce zajęły wielkie, zelektryfikowane SUV-y i całkiem spore crossovery, które spełniają normy CO2, bo są np. hybrydami plug-in, a w rzeczywistości żłopią paliwo jak opętane. Wprowadzenie twardego rozgraniczenia na auta duże i małe, i obciążenie tych pierwszych wyższymi kosztami mogłoby rzeczywiście przekonać jakąś część ludzi, że nie potrzebują wielkiego SUV-a i wystarczyłaby im Skoda Citigo – tyle że w międzyczasie Skoda przestała już ją produkować.

Skoda Citigo iv electric test

Ponieważ się nie opłacało.

Czytaj również:

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać