Wiadomości

Ale jak to, Mitsubishi też oszukiwało z emisjami diesli? Niemieccy prokuratorzy sprawdzają to

Wiadomości 21.01.2020 214 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 21.01.2020

Ale jak to, Mitsubishi też oszukiwało z emisjami diesli? Niemieccy prokuratorzy sprawdzają to

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski21.01.2020
214 interakcje Dołącz do dyskusji

Policja w Niemczech weszła do biur Mitsubishi oraz firmy Continental produkującej osprzęt do diesli w poszukiwaniu dowodów na oszukiwanie testów emisji spalin w dieslach w stylu VW.

Afera z dieslami zatacza szerokie kręgi. Zaczęło się od Volkswagena i od tej pory wszyscy wiedzą, że „Volkswagen oszukiwał z dieslami”. To zdążyło się już przesączyć do powszechnej świadomości społecznej i prędko z niej nie wyjdzie, chyba że niemiecka marka odniesie spektakularny sukces z elektryfikacją. Mało kto jednak zauważył, że w następnej kolejności karząca ręka niemieckiej sprawiedliwości (i nie tylko) dosięgła wielu innych marek. Te z grupy VW specjalnie pomijam, bo niedawno o nich pisałem.

Ale któż pamięta o miliardzie euro kary dla Mercedesa?

Tak, Mercedes też leciał w kulki z dieslami i to całkiem skutecznie. Na przykład wyposażając ok. 700 tys. pojazdów w oprogramowanie silników, które dawało znacznie lepsze wyniki podczas testu homologacyjnego niż w rzeczywistości. A co w tym dziwnego, heloł, przecież wszyscy tak robili. A co z grupą FCA? Nic takiego, tylko 800 milionów dolarów kary za wprowadzanie na rynek pojazdów z oprogramowaniem-oszukiwaniem. W tym przypadku mowa o pickupach marki RAM oraz o Jeepach Grand Cherokee. Do sprzedaży miało trafić ponad 100 tysięcy takich pojazdów. Jak zaczęto testować niby-to-legalne samochody wielu marek według nowej procedury, to okazało się że Nissan, Hyundai, Citroen i Volvo też nie wypadają najlepiej, a już silnik 1.6 dCi to prawdziwy generator tlenków azotu. Niektórzy producenci na wszelki wypadek od razu się przyznali, że „metoo”. Peugeot-Citroen ponoć wypuścił dwa miliony samochodów z tym gadżetem do naciągania wyników testu, ale postępowanie trwa.

Teraz czas na Mitsubishi

Niemiecka prokuratura ustaliła, że chodzi o dwa silniki Diesla: 1.6 i 2.2. Pierwszy z nich był stosowany tylko w modelu ASX, a drugi w ASX i Outlanderze. Śmieszne, że nie objęło to również względnie popularnego diesla 1.8 DID, który można było znaleźć w Lancerze i ASX. Zresztą kto pamięta ASX i zmiany w jego gamie silników, to pewnie przypomina sobie też, że na początku było 1.8 DID i się sprzedawało, potem zniknęło i zostało zastąpione przez 2.2 – w Polsce z powodów podatkowych zupełnie absurdalne, a później przez jakiś czas jedynym dieslem był 1.6, blisko spokrewniony z silnikiem konstrukcji Peugeota i Forda, spotykanym w mniej więcej 3924 modelach samochodów. Dla odmiany, 2.2 MIVEC to diesel opracowany przez inżynierów Mitsubishi – zbiera bardzo dobre opinie w internecie, tyle że nie za bardzo występują doń zamienniki.

Teraz z powodu podejrzeń co do stosowania w tych silnikach systemów oszukujących test emisji tlenków azotu, niemiecka policja wzywa właścicieli Mitsubishi do kontaktu. Śmieszne, że tacy Niemcy to faktycznie się z policją skontaktują. Czujecie to w Polsce? Policja wzywa właścicieli samochodów, żeby się z nią skontaktowali, bo możliwe że ich silnik emituje zbyt dużo trujących substancji i być może będzie trzeba ten pojazd zutylizować. Będzie jak w tym dowcipie, co to jeden pracownik pracował legalnie na budowie, a drugi nielegalnie. Przychodzi kontrola i woła tego pierwszego. Ten pierwszy pokazuje dokumenty, że wszystko jest richtig, no dobrze, to pan woła tego drugiego, bitte. Ja, ja, naturlich. Franek, Franek (przywoławczy gest ręką), sp….laj!

Wszyscy oszukiwali

Zaczynam nabierać podejrzeń, że po prostu wszyscy oszukiwali, bo przy ówczesnej technologii o wiele łatwiej było zrobić w balona test NEDC niż wydawać miliony euro na spełnienie niemal niespełnialnej normy. To jak ważny egzamin na studiach. Profesor dyktuje tematy. Studenci widzą, że nic z tego nie będzie. Może jakieś 2-3 osoby wiedzą, o co w tych tematach chodzi. Reszta jest zielona jak szczypiorek, ale wie jedno: profesor żyje trochę na innej planecie, więc można ściągać. Volkswagen siedzi w pierwszej ławce i bezczelnie rżnie z podręcznika, patrząc profesorowi w oczy. Następuje wpadka. Profesor się orientuje, że jest robiony w trąbę. Z dwóją w indeksie z sali wychodzi Volkswagen, Mercedes, Fiat i inni, ale dopiero za parę tygodni profesor przypomina sobie, że przecież na tym egzaminie było też Mitsubishi.

Tylko Elon Musk się cieszy, że nigdy nie wziął przedmiotu „silniki wysokoprężne” na swojej specjalizacji.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać