Testy aut nowych

Spędziłem 19,5 minuty z Mercedesem EQA. Test pierwszego wrażenia

Testy aut nowych 18.05.2021 46 interakcji
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 18.05.2021

Spędziłem 19,5 minuty z Mercedesem EQA. Test pierwszego wrażenia

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk18.05.2021
46 interakcji Dołącz do dyskusji

Czy po jeździe trwającej niecałe 20 minut da się coś powiedzieć o samochodzie? Wy siadajcie, a ja spróbuję. Pacjent to nowy Mercedes EQA.

To była miła pierwsza połowa dnia. Właśnie wróciłem z krótkiej imprezy nazwanej „EQ Tour”. Najpierw spotkaliśmy się w nowym, ogromnym salonie Mercedesa w podwarszawskich Falentach obok Janek. Po zwiedzaniu pałacu ze szkła i betonu, wypełnionego Maybachami i AMG, przyszedł czas na konferencję dotyczącą „transformacji energetycznej” marki Mercedes. Czego się tam dowiedziałem? Choćby tego, że mniej więcej za trzy generacje modeli – czyli w 2039 roku – możemy spodziewać się, że marka powie „Auf Wiedersehen” silnikom spalinowym. Choć równie dobrze to wszystko może stać się szybciej.

Ujawniono też, że już wkrótce na rynku pojawi się elektryczny SUV na bazie modelu EQS, a później także model EQE, także w wersjach sedan i SUV. Czyli Mercedes będzie miał niemal pełne dwie osobne gamy: jedną dla modeli spalinowych i drugą dla elektrycznych.

Po konferencji, czas na jazdy

Jazdy podczas spotkania EQ Tour – w którym normalnie biorą udział klienci Mercedesa zainteresowani kupnem hybrydy lub auta elektrycznego – trwają po kilkanaście minut i odbywają się w różnych modelach. Zacząłem od wielkiego EQV. Podoba mi się kolorystyka jego wnętrza z niebieską górą kokpitu i miedzianymi (?) akcentami przy przyciskach.

Później przejechałem się hybrydowym CLA 250e. Nie jestem wielkim miłośnikiem tego modelu, bo jest – jak dla mnie – trochę za mało komfortowy, a poza tym, tak samo jak w testowanej przeze mnie klasie A plug-in, bardzo łatwo zerwać tu trakcję.

Poliftingowa klasa E w wersji 350de (ciekawe połączenie hybrydy plug-in i diesla) dla odmiany zachwyciła mnie komfortem.

Przekonałem się też do nowej kierownicy

Wygląda dość nieładnie, ale rewelacyjnie leży w dłoniach i ma perfekcyjną grubość. Chętnie zakładałbym ją do każdego samochodu, którym akurat jadę.

mercedes eqa pierwsza jazda

Mercedes GLE 350de akurat takiej kierownicy nie miał. Ma jednak ładny kokpit, a dzięki elektrycznemu wspomaganiu (to też plug-in), czterocylindrowy diesel ani trochę nie męczy się w walce o napędzanie ogromnego nadwozia.

Zauważyłem też, że Mercedes EQC ma bardzo ciekawe wnętrze z różnymi ładnymi materiałami. Szkoda tylko, że ma tak niski prześwit. Niecałe 10 cm w najniższym miejscu (!) to nie jest „mało jak na auto o sylwetce SUV-a”. To po prostu bardzo mało jak na samochód w ogóle. Na tyle, że można mieć problemy nawet w normalnym miejskim ruchu czy np. podczas podjazdu pod krawężnik albo wjazdu do garażu.

EQC: naprawdę ładne detale i materiały.

W moje ręce wpadł też elektryczny Mercedes EQA

To najnowszy model Mercedesa, więc stwierdziłem, że przydałoby się zanotować trochę więcej wrażeń. Ile rzeczy można zauważyć w ciągu przejażdżki, która nie trwa nawet 20 minut? Wbrew pozorom całkiem sporo, bo pewnie mniej więcej tyle – a może nawet krócej – trwa wywieranie tak zwanego pierwszego wrażenia. I to ono często decyduje o tym, czy klient wyda swoje pieniądze na dane auto. W przypadku EQA mówimy o kwocie co najmniej 199 990,01 zł. Ciekawy jest ten jeden grosz na końcu ceny.

mercedes eqa pierwsza jazda

Najpierw obejrzałem ten samochód z zewnątrz

Specyficzne oklejenie trochę utrudnia ocenę wyglądu. EQA jest podobne do GLA, z którym dzieli platformę (od początku projektowaną z myślą również o napędzie elektrycznym), choć przede wszystkim z profilu. Z tyłu ma modną ostatnio listwę świetlną, więc wygląda nawet na trochę świeższe auto od spalinowego krewnego.

Z przodu wygląda za to trochę bardziej tradycyjnie i mniej agresywnie, przynajmniej moim zdaniem. Czarna zaślepka w miejscu grilla, która styka się z reflektorami, zupełnie zmienia odbiór przodu tego modelu. Czy na lepsze? Możliwe, zwłaszcza po zmroku, gdy wrażenie zapewne robi jeszcze kolejna, LED-owa listwa, biegnąca nad wspomnianą zaślepką. Ale w ciągu dwudziestominutowej jazdy akurat nie zastała mnie noc.

vmercedes eqa pierwsza jazda

Na minus: kolor i felgi

Nie jestem fanem ani trochę ponurego, niebieskiego lakieru (może zyskałby bez naklejek?), ani tych felg. Doceniam za to prześwit. Mercedes EQA ma w rubryce „odległość od podłoża” wpisane 18 centymetrów. Porządnie i adekwatnie do kształtu nadwozia.

Czas na wejście do środka, bo czas goni. Kokpit: bez zaskoczeń. Wygląda jak w GLA, GLB, klasie B albo klasie A. Są okrągłe, srebrne nawiewy, jest dużo plastiku „piano black”, są też dobrej jakości ekrany. Obsługa: dość intuicyjna. Kierownica: pełna przycisków, ale estetyczna i wygodna. Choć nie aż tak wygodna, jak ta z klasy E. Miło, że jest wyświetlacz head-up.

mercedes eqa pierwsza jazda

Mercedes EQA: pierwsza jazda. Czyli ruszamy

Testowany egzemplarz to Mercedes EQA 250. W obecnym nazewnictwie marki, oznacza to 190 KM, 375 Nm i napęd tylko na przód. W ofercie są też wersje 300 4Matic i 350 4Matic. Pierwsza z nich ma 228 KM, a druga 292. Obydwie mają napęd na obie osie.

Potrzebę dokupienia napędu AWD zrozumiałem dość szybko po bezgłośnym ruszeniu z miejsca. EQA dość łatwo, choć delikatnie zrywa przyczepność. Na mokrej nawierzchni pewnie byłoby to już dokuczliwe.

Ale Mercedes EQA 250 ma zupełnie wystarczającą moc

mercedes eqa pierwsza jazda

O tym, że ten egzemplarz ma „tylko” 190 KM, dowiedziałem się dopiero po zakończeniu jazd. Gdybym miał zgadnąć jego moc, na pewno bym przegrał.

Pozdrowienia spod miejscowości Złotokłos.

Ani moc ani osiągi tego wozu (8,9 s do setki) nie robią wrażenia na papierze, ale zza kierownicy, Mercedes EQA jest zrywny. I to bardzo! Reakcja na gaz jest wyśmienita. Niby to nic niecodziennego w aucie elektrycznym, ale EQA wyróżnia się na tle większości z nich. Dopiero w trybie Eco (do wyboru: Sport, Comfort, Eco), staje się przytłumiony jak po zażyciu jakiegoś leku. Pedał gazu jest wtedy mniej czuły… chyba że kierowca wciśnie go do podłogi. Wtedy auto uzna, że sytuacja wymaga jednak lepszych osiągów i poświęci oszczędność energii na rzecz bezpieczeństwa. Albo przyjemności. Jest też kilkustopniowa regulacja siły odzysku energii, ale nawet po wybraniu najsilniejszego, Mercedes nie zatrzyma się po puszczeniu gazu do zera, tylko będzie pełzał z prędkością kilku kilometrów na godzinę. Szkoda.

Na komputerze pokładowym wyświetlało się, że Mercedes EQA zużywa 14,6 kWh/100 km

To wynik ze spokojnej jazdy po wsiach i drogach lokalnych między Piasecznem a Grójcem. Ja trochę go popsułem, bo po mojej jeździe Mercedes pokazywał, że ubywa mu 15,4 kWh co 100 km. No cóż, musiałem sprawdzić, czy naprawdę jest zrywny.

Co jeszcze zdążyłem zauważyć? Na wybojach Mercedes EQA mógłby być odrobinę bardziej sprężysty. Nadmiarowe, „elektryczne” kilogramy robią swoje, choć i tak trudno nazwać to auto niewygodnym. Nie jest to ani poziom wspaniałej klasy E, ani nerwowego CLA.

Zasięg: naprawdę przyzwoity.

Na koniec, zrobiłem fotkę bagażnika (340 litrów) i popędziłem testować dalej.

Kiedy będzie dłuższy test? Mam nadzieję, że już wkrótce. Pierwsze wrażenie, Mercedes EQA robi dobre. Lubię nieprzesadnie duże auta elektryczne, bo po co komu ogromny SUV, którym nie za bardzo da się pojechać w trasę w góry? Poza tym, cena tego wozu (przypomnę: 199 990,01 zł) też nie jest wcale taka zła, biorąc pod uwagę jego konkurencje spoza klasy premium (często ze słabszymi silnikami). Jeśli ktoś ma do wydania równo 199 990 zł, chyba mu podpowiem, żeby jednak dorzucił do Mercedesa.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać