Samochody używane

Ciśnienie na auta używane jest niewiarygodne. Te dobre sprzedają się bez ogłoszeń

Samochody używane 05.05.2021 240 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 05.05.2021

Ciśnienie na auta używane jest niewiarygodne. Te dobre sprzedają się bez ogłoszeń

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski05.05.2021
240 interakcji Dołącz do dyskusji

Moje tegoroczne doświadczenia z obrotem samochodami używanymi wskazują, że parcie rynkowe na używane wozy jest niesamowite. Dobre samochody używane sprzedają się bez ogłoszenia. Chyba, że…

Dawno już nie widziałem takiego parcia rynkowego na zadbane auta używane z pewnej ręki. Sprzedają się w mgnieniu oka, za co zapewne odpowiada częściowo pandemia, ale nie tylko. Nowe auta w ostatnim czasie mocno tracą na atrakcyjności. Po pierwsze z powodu okrojenia gam silnikowych, po drugie z powodu gwałtownego wzrostu cen, po trzecie – wskutek kryzysu mikroprocesorowego, który wydłuża oczekiwanie na nowy samochód do absurdalnego poziomu, typu „odbiór w przyszłym roku, albo damy państwu znać kiedy”. 

Być może wiecie albo nie, ale mam taką stronę gdzie wystawiam tanie samochody używane na ogłoszenia

Mowa o mojej giełdzie na zlomnik.pl. Niektórych samochodów nie zdążam nawet wystawić, bo sprzedają się „po znajomych”. Dzięki prowadzeniu giełdy mam też ogląd na to, które z wystawionych wozów najszybciej się sprzedają. Rynek wsysa Cinquecenta i Seicenta, ładne Ople Astry, Golfy dwójki i wszystko to, co było popularne 15 lat temu, a jakimś cudem uchowało się w dobrym stanie. Ale tu mówimy o popularnych gratach, które wprawdzie ostatnio podrożały, jednak nadal stanowią dolną półkę cenową w odniesieniu do całego rynku i nie są rozważane jako substytut auta nowego. 

Zaskoczył mnie natomiast przypadek mojego kolegi, który nie zdążył wystawić na sprzedaż Citroena C5 I generacji w wersji kombi, z V6, manualną skrzynią biegów i LPG. Samochód miał ponad 400 tys. km przebiegu i sprzedał się bez ogłoszenia i negocjacji cenowych. Można by się spodziewać, że taki pojazd będzie długo czekał na klienta, ale właściciel jest znany z dbałości o samochody i ze znajomości zagadnień mechaniki, więc kupujący nie wydziwiał, nie narzekał że „ooo duży przebieg”, tylko wyjął pieniądze i kupił, póki było aktualne. Bo zaraz mogłoby nie być. Śledzę ogłoszenia z tanimi autami wystawianymi w Warszawie i okolicach, i widzę że co lepsze kąski znikają w mniej niż 24 godziny, podejrzewam że za ceny wywoławcze. 

Miał być dziś film z francuskim samochodem – nie tym ze zdjęć – ale program do eksportu filmów zadławił się bagietką. Mogę więc tylko wrzucić mema. Fot GiiFoto Grzegorz Baranowski

Posted by Złomnik on Sunday, May 2, 2021

Ale bardziej interesujące są samochody używane w cenach 5-cyfrowych

Miałem w planie sprzedać auto żony i zamienić je na mniejsze, ale lepiej wyposażone. Trochę się martwiłem koniecznością wystawiania ogłoszenia, robienia zdjęć, odbierania telefonów od nabywców. Przechodziłem przez to wiele razy i jest to umiarkowanie przyjemne. Na szczęście całkowicie mnie to ominęło, ponieważ zanim zdążyłem w ogóle go wystawić, zgłosił się do mnie znajomy „czy nie znam kogoś, kto chciałby sprzedać coś kompaktowego z automatem”. Tym kimś byłem właśnie ja. Nie było nawet mowy o negocjacji ceny, kolega przyjechał i odjechał moim ex-samochodem. 

Zacząłem więc przeglądać ogłoszenia

Codziennie odświeżałem ogłoszenia, w końcu pojawiło się coś ciekawego: auto stało w komisie u dilera i było wystawione tylko na stronie tego dilera. I to bez zdjęć. Opis brzmiał zachęcająco, a diler jest blisko mnie, więc popędziłem tam oglądać ten wóz. Kierownik komisu dilerskiego był dość zdziwiony, bo nie zdążył nawet jeszcze tego auta przygotować do sprzedaży – było brudne, brakowało jakiegoś elementu, ogólnie gdyby kupować oczami, to te oczy by raczej nam wypadły. Natychmiast je zarezerwowałem, bo miało mały przebieg i wiarygodną historię z jedną tylko stłuczką i to w roku rejestracji. Było to o tyle trudne, że w trakcie mojej rozmowy z człowiekiem z komisu jego telefon zdążył zadzwonić jakieś 365 razy i wszyscy pytali o ten właśnie samochód, który rezerwowałem. Nie było możliwości wykonania jazdy próbnej, obejrzenia auta na serwisie itp.: albo kupuję tak jak jest, albo natychmiast kupi je ktoś inny. 

Tyle że to wszystko dotyczy wersji benzynowych

Na drugim biegunie są sprzedający diesle. Nikt nie dzwoni, a jeśli nawet, to tylko po to żeby posapać, postękać i na koniec zapytać „DPF jest?”. Jeśli jest, to potencjalny niekupujący rzuca słuchawką, bo po co mu kłopoty. Znajomy od miesięcy próbuje pozbyć się niemieckiego samochodu z dieslem i to raczej znanym z niezawodności – cóż z tego, skoro rynek wywrócił się do góry nogami i na niemieckiego diesla nikt nie chce nawet spojrzeć, a do dalekowschodnich benzynowo-elektrycznych wynalazków ustawiają się kolejki. 

Jedno jest pewne: za sprawą paru zbiegów okoliczności rynek samochodów używanych stał się rynkiem sprzedawcy, a nie klienta. Ceny zdecydowanie poszły w górę i może trafić się sytuacja, że po 2-3 latach sprzedamy auto za tyle samo, za ile je kupiliśmy. Właściciele komisów już mówią, że dziś odkupują samochody za tyle, za ile dwa lata temu by je sprzedali. Klienci, wyposażeni w narzędzia sprawdzania historii, nie patrzą już tak na przebieg jak kiedyś, bardziej na bezwypadkową przeszłość i stan techniczny. Mity o autach niemieckich, japońskich czy francuskich pozostają zaś domeną wąsatych wujków. 

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać