Felietony

Co jest bardziej bez sensu: Chevrolet Silverado EV czy elektryczny Mercedes klasy G?

Felietony 07.04.2021 29 interakcji
Paweł Grabowski
Paweł Grabowski 07.04.2021

Co jest bardziej bez sensu: Chevrolet Silverado EV czy elektryczny Mercedes klasy G?

Paweł Grabowski
Paweł Grabowski07.04.2021
29 interakcji Dołącz do dyskusji

Dzień dobry. Po długim świętowaniu głowy pękają nam od nadmiaru pomysłów na motoryzacyjne cykle, które nigdy nie doczekają się kontynuacji. W najnowszym cyklu zastanowimy się, który w pełni elektryczny samochód jest głupszy: Chevrolet Silverado czy Mercedes klasy G?

Elektryfikacja motoryzacji jest nieuchronna. Raczej prędzej niż później dosięgnie każdy segment aut. Niezależnie od tego czy będą to małe i proste auta miejskie, w których napęd elektryczny ma najwięcej uzasadnienia, czy duże SUV-y, które potrzebują go znacznie mniej. Czasem słyszy się głosy, że motoryzacja się kończy, a już na pewno skończyła się w Europie. Jednym z symptomów końca jest elektryfikacja całej gamy Mercedesa łącznie z kultową klasą G. Cóż, mam smutną wiadomość: najwidoczniej motoryzacja kończy się również w USA, bo tam po elektryfikacji Hummera, wzięto się za równie kultowego Chevroleta Silverado. Przyjrzyjmy się z bliska kończącemu się światu i zastanówmy się razem, która koncepcja elektryfikacji jest głupsza.

Po lewej stronie dumnie prezentuje się Chevrolet Silverado EV

GM postanowiło rzucić wyzwanie Fordowi i samemu stworzyć elektrycznego pickupa. Powstanie on w Detroit – upadłej świątyni amerykańskiej motoryzacji. Nie znamy wielu informacji na temat tego elektrycznego pojazdu użytkowego. Z zapowiedzi wiemy, że zostanie zbudowany na nowej płycie Ultium, która powstała/powstaje z myślą o samochodach elektrycznych. GM chwali się, że zasięg będzie wynosił 400 mil, czyli około 640 km. Ma być lepszy niż konkurencyjny elektryczny Ford F-150. Silverado ma zmienić świat i to jak świat postrzega samochody elektryczne. Serio, naprawdę tak powiedzieli. GM ma plan dostarczyć do 2025 roku milion aut elektrycznych. I w sumie tyle informacji. Będzie najlepszy i tyle. Nowoczesny farmer będzie mógł po cichu przemierzać swoje ranczo, dzięki czemu nie spłoszy krów, nie przestraszy spokojnie rosnącej kukurydzy.

mercedes g elektryczny
Jakie to jest ogromne.

Nie zmienia to faktu, że elektryczny Chevrolet Silverado nie jest nikomu potrzebny do szczęścia. Tych aut nikt nie kupuje z powodu tego, że są oszczędne, tylko dlatego, że są duże, pakowne, w miarę wygodne i mogą przeciągać miasta z miejsca na miejsce. Można nimi pojechać do miasta na zakupy, wrzucić nawóz na pakę i przyjechać na pole. Można nimi ciągać przyczepy załadowane po same brzegi. Ktoś może powiedzieć, że elektryk ma również wysoki moment obrotowy. Owszem, tylko każdy dodatkowy kilogram, który musi uciągnąć silnik drastycznie zmniejsza zasięg. Z obiecywanego zasięgu 400 mil może bardzo łatwo zrobić się 300, a nawet 200 mil. Silverado z V8 może ciągnąć do 5,4 tony, a jego zasięg spadnie wtedy trochę, a jego uzupełnienie potrwa chwilę. Spróbujcie tak zrobić z elektrykiem.

elektryczny mercedes g
Już słyszę wycie falownika pod obciążeniem

Chciałoby się rzec: ach, gdzie jest niegdysiejsza Ameryka? Gdzie się podziały te mocarne silniki V8 o pojemności 8,1 l i mocy od 210 do 340 KM? Wszystko przemija z wiatrem napędzającym wiatraki w Teksasie, które wygenerują prąd potrzebny do napędzania Chevy’ego.

Po drugiej stronie ringu dumnie prezentuje się elektryczny Mercedes klasy G

Nazywa się EQG. Klasa G to samochód kultowy. Manifestacja stanu konta i pewnej filozofii życia. Jedno z ulubionych aut szejków, raperów i bogatych Rosjan. Ryczący potwór, którego wersje benzynowe dzielą się na bezsensowne G500 i jeszcze bardziej bezsensowne G63 AMG. Teraz otrzyma wersję, która sprawi, ze G63 AMG stanie się całkiem rozsądnym wyborem. Elektryczny Mercedes klasy G zapowiadany jest od lat. Z jednej strony to budująca wiadomość, że klasa G przetrwa wszystko, z drugiej jednak strony elektryczna klasa G gdzieś utraci swój charakter i bezkompromisowość. Nie będzie już taka bezczelna, wulgarna, krzycząca, że właściciel ma w nosie normy spalania, ekologię, klimat i życie pingwinów. Jej osiągi mierzy się w sekundach oraz zabitych fokach. Sprint do 100 km/h wersji G63 to 4,5 s i 2 foki.

Widzę jeden powód, dla którego ludzie mogliby chcieć kupić elektryczną klasę G. Jest nim wysoka cena. To tak jak z tym kawałem o rosyjskich bogaczach, gdzie jeden chwali się, że kupił krawat za 500 dolarów, na co drugi mu odpowiada, że jest głupi, bo za rogiem są takie same po 700 dolarów. I tak może być z wersją elektryczną klasy G. Może będzie kosztować dwa razy więcej niż zwykła? Zamiast zapłacić około 550 tysięcy złotych za gołą G500 zapłacą 1,1 mln za podstawowego elektryka. Taka kalkulacja sprawi, że bogaci klienci rzucą się na EQG jak biedni ludzie na karpia w popularnym supermarkecie. Kto wie, może w tym szaleństwie jest metoda?

Która wizja jest głupsza? Elektryczny Chevrolet Silverado czy elektryczny Mercedes klasy G?

Oczywiście, że Silverado. Mercedes, hehe, najlepszy. Zwłaszcza taki za milion.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać